Pochówki Jaćwingów na Mosiężysku w Szurpiłach czyli cmentarz bez grobów

Przez dziesięciolecia archeolodzy znali jaćwieskie grodziska i osady, lecz niemal nie potrafili wskazać miejsc, w których chowano ich mieszkańców. Pochówki  Jaćwingów na Mosiężysku pokazują, że przyczyną nie musiał być brak cmentarzysk. Problem mógł tkwić w naszych oczekiwaniach: szukaliśmy pojedynczych, wyraźnych, czy oddzielonych od siebie     grobów, podczas gdy w tradycji Jaćwingów zmarłych składano w przestrzeni, w której szczątki wielu osób, resztki stosów i zniszczone przedmioty tworzyły wspólną warstwę.

Cmentarzysko, którego długo nie dostrzegano

Mosiężysko to lokalna nazwa oczka wodnego i sąsiadującego z nim pola w obrębie rozległego kompleksu osadniczego w      Szurpiłach na Suwalszczyźnie. To, że znajduje się tam cmentarzysko, datowane na XII–XIII wiek, odkryto dopiero wiosną 2008 roku podczas badań powierzchniowych z użyciem wykrywaczy metali. Było to zaskakujące, ponieważ teren wcześniej wielokrotnie obejmowano tradycyjną prospekcją archeologiczną. Jednak,      dopiero odkrycie wyraźnych koncentracji drobnych przedmiotów metalowych skłoniło archeologów  do rozpoczęcia wykopalisk w lipcu tego samego roku.

Współczesny krajobraz cmentarzyska przed rozpoczęciem badań wykopaliskowych
© L. Jończyk, na licencji CC BY-SA 4.0

Rezultaty początkowo trudno było zinterpretować. W trakcie prac wykopaliskowych jednak nie odsłonięto rzędów jam grobowych ani popielnic zawierających szczątki pojedynczych osób. Niemal cały materiał znajdował się w humusie, czyli w górnej warstwie gleby, którą na wielu stanowiskach uznaje się za przemieszaną i mniej wartościową. Na Mosiężysku właśnie ona była najważniejszym źródłem: zawierała 99 procent zabytków wydzielonych, 98,4 procent fragmentów ceramiki i 95,4 procent przepalonych kości.

W samym wykopie znaleziono niemal siedem kilogramów przepalonych kości, ponad 1700 zabytków wydzielonych i blisko 10 tysięcy fragmentów naczyń. Materiał nie tworzył jednak zespołów, które można byłoby przypisać konkretnym zmarłym. Występowały koncentracje znalezisk, ale pomiędzy nimi zalegały kolejne rozproszone kości i przedmioty. Cmentarzysko nie składało się z wielu oddzielnych grobów. Było przestrzenią, w której ślady kolejnych ceremonii nakładały się na siebie.

Jak zatem grzebano zmarłych w Szurpiłach?

Analiza rozmieszczenia znalezisk, przepalonych kości, ceramiki i konstrukcji kamiennych pozwoliła odtworzyć zasadniczy przebieg obrzędu. Zmarłych najprawdopodobniej palono na terenie cmentarzyska. Po kremacji szczątki stosu — kości, popiół, spaleniznę i fragmenty wyposażenia — pozostawiano lub rozrzucano na powierzchni gruntu. Część pozostałości przykrywano albo oznaczano kamieniami. Powstały między innymi dwa bruki, ale nie odpowiadały one pojedynczym pochówkom.

Plan wykopu z konstrukcjami kamiennymi I zarejestrowanymi resztkami warstwy spalenizny. Czerwonymi punktami zaznaczono lokalizację zabytków metalowych
© L. Jończyk, na licencji CC BY-SA 4.0

Za kremacją na miejscu przemawiają drobne, liczące zaledwie kilka milimetrów fragmenty metalu. Ich celowe wybranie z wypalonego stosu, przeniesienie i zdeponowanie w innym miejscu byłoby praktycznie niemożliwe. Na części podłoża zarejestrowano także przebarwienia, które mogły powstać wskutek działania wysokiej temperatury. Wniosek o kremacji zmarłych na terenie cmentarzyska  pozostaje ostrożny, ale najlepiej wyjaśnia wszystkie dotychczas zebrane dane.


Dokumentacja fotograficzna fragmentu bruku
© L. Jończyk, na licencji CC BY-SA 4.0

Szczególne znaczenie miał sposób potraktowania wyposażenia zmarłych. Blisko 60 procent zabytków nosiło ślady cięcia, łamania albo wyginania, a kolejne 30 procent stanowiły grudki stopionego brązu. Niszczono ozdoby, części stroju i narzędzia, rzadziej także broń oraz elementy oporządzenia jeździeckiego. Przedmioty rozdrabniano niekiedy na fragmenty mniejsze niż centymetr, po czym trafiały one na stos. Nie był to przypadkowy skutek ognia, lecz zaplanowana część ceremonii.

Wybrane przykłady celowo zniszczonych i przepalonych zabytków. 1. sprzączka, 2 fr. krzyżyka, 3, 4 fr.y naszyjnika, 5–7 fr.y brązowych drutów, w tym nr 7 ze śladami nieudanego nacinania; 8, 9 fr.y przepalonych żelaznych drutów; 10 grudki stopionego brązu]
© L. Jończyk, na licencji CC BY-SA 4.0

Podobnie potraktowano ludzkie szczątki. Kości były wyjątkowo silnie rozdrobnione, a zachowana część szkieletów niewielka. Nie można obecnie rozstrzygnąć, czy większe fragmenty kości rozbijano po kremacji, czy wybierano je i przenoszono poza cmentarzysko. Pewne jest natomiast, że nie dążono do zebrania całego ciała i zamknięcia go w jednym, indywidualnym grobie.

Kiedy zmarli przestają być oddzieleni

Najważniejszy wniosek z badań dotyczy zatem nie samego ciałopalenia, znanego u ludów bałtyjskich ze źródeł archeologicznych i pisanych, lecz organizacji miejsca pochówku. Na Mosiężysku odrębność poszczególnych zmarłych stopniowo zanikała. Ich kości i wyposażenie mieszały się, a kolejne ceremonie powiększały wspólną warstwę kremacyjną, tworząc jedność z poprzednimi zmarłymi przodkami. I ich wyposażeniem. Była to zbiorowa przestrzeń funeralna, a nie cmentarz złożony z zamkniętych, indywidualnych grobów.

Zabytek z Mosiężysk, niemalże in situ
© L. Jończyk, na licencji CC BY-SA 4.0

Można ostrożnie przypuszczać, że pochowana tu grupa była wspólnotą opartą na bliskich relacjach, być może krewniaczych, której członkowie mieli zbliżony status. Taka interpretacja nie jest jednak ostateczna. Nie znamy dokładnej liczby pochowanych osób ani pełnego zasięgu stanowiska. Badania Mosiężyska pozwalają za to stwierdzić, że mieszanie szczątków nie wynikało z późniejszego zniszczenia cmentarza. Stanowiło zamierzony element obrzędu.

Przepalone kości oraz zabytki z cmentarzyska na ręku archeologa
© L. Jończyk, na licencji CC BY-SA 4.0

To spostrzeżenie zmienia również sposób poszukiwania jaćwieskich nekropolii. Stanowisko pozbawione głębokich jam grobowych, z drobnymi przepalonymi kośćmi i pofragmentowanymi przedmiotami zalegającymi płytko w ziemi, łatwo przeoczyć albo błędnie zinterpretować. Mosiężysko pokazuje, że „brak grobów” może w rzeczywistości oznaczać obecność innego modelu pochówku. Trzeba tylko wiedzieć, jakich śladów szukać. Jest to wniosek wynikający z faktu, że stanowiska nie wykryto podczas wcześniejszych, tradycyjnych badań powierzchniowych, a jego rozpoznanie umożliwiło dopiero zastosowanie wykrywaczy metali.

 

Pełne wyniki badań przedstawiono w monografii autorstwa Ludwiki Jończyk Funeral Rites of the Yotvingians. Excavations from a Cemetery in North-eastern Poland, opublikowanej przez Brepols w serii Warsaw Studies in Archaeology.

 

Artykuł ten można bezpłatnie przedrukować, ze zdjęciami, z podaniem źródła

 

O autorce

Dr Ludwika Jończyk jest archeologiem z Wydziału Archeologii Uniwersytetu Warszawskiego. Zajmuje się archeologią Prusów i Bałtów we wczesnym średniowieczu, ze szczególnym uwzględnieniem obrządku pogrzebowego oraz dziejów Jaćwingów.

https://uw.academia.edu/LudwikaJo%C5%84czyk

https://www.researchgate.net/profile/Ludwika-Jonczyk?ev=hdr_xprf

 

Redakcja: A.B.

 

Rozpowszechniaj

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *