Jak zbudować dom, kiedy pod ręką są przede wszystkim ziemia, glina i kamienie? Okazuje się, że już ponad 10 tysięcy lat temu mieszkańcy północnego Lewantu nie tylko zadawali sobie to pytanie, ale też opracowywali zaskakująco różnorodne odpowiedzi. Najnowsze badania dr. Marcina Białowarczuka z Uniwersytetu Warszawskiego, oparte na analizie pozostałości zabudowy pradziejowej osady Tell Qaramel w dzisiejszej Syrii, pozwalają prześledzić, jak rodziły się i zmieniały najstarsze techniki budownictwa ziemnego.
Archeologia to w gruncie rzeczy nauka oparta na pozostałościach. I choć niektóre z nich są czasem efektowne i przystępne poznawczo, to wciąż dane naukowe pozyskane w trakcie ich analizy mogą być nader szczątkowe… Sytuacja ta w ostatnich latach dynamicznie się zmienia, a rozwój narzędzi sztucznej inteligencji z pewnością wyznacza nam już zupełnie nowy kierunek rozpoznawania zjawisk minionej “rzeczywistości”. Niemniej, istnieją obszary naszej archeologicznej niewiedzy, których zapewne nigdy nie będziemy mogli w pełni rozpoznać. Świadomi tego faktu naukowcy usiłują zatem przynajmniej je nazwać, określić i oszacować. Przykładem takiego działania są ostatnie badania zespołu prof. Małgorzaty Kot zCentrum Nowych Technologii Uniwersytetu Warszawskiego poświęcone technikom obróbki surowców kamiennych. Nowatorskie w charakterze, pokazują nam jak prawdziwie szeroki może być zakres naszego deficytu poznawczego w jednej z najstarszych dziedzin ludzkiego życia na Ziemi.
Wyniki analiz łączących metody archeologii eksperymentalnej, matematyki i uczenia maszynowego zostały opublikowane niedawno wJournal of Archaeological Science, jednym z najważniejszych czasopism archeologicznych poświęconych nowym technologiom. W dzisiejszym artykule Archeowieściowym przyglądamy się rezultatom tych badań i zastanawiamy się nad tym, czy adresowane przez naukowców zagadnienia są krojone już na miarę sławnych Problemów Milenijnych. Bo kto wie. Może któryś z naszych Czytelników ma akurat na zbyciu ten przysłowiowy garnek złota na drugim krańcu tęczy, niwelujący swoim zasobem zakres naszej wspomnianej wyżej archeologicznej niewiedzy.
Witryny, sale, gabloty, eksponaty – to zapewne pierwsze skojarzenia, jakie przychodzą nam do głowy, kiedy myślimy o instytucji jaką jest muzeum. I choć zapewne takie hasła mogłyby pomóc nam w wygraniu niejednej rozgrywki w dobrze wszystkim znanej grze towarzyskiej Taboo, to są one jedynie namiastką czegoś znacznie bardziej skomplikowanego. Bo muzeum Szanowni Państwo nie kończy się wcale na tym, co widać w gablocie. Zaczyna się tam, gdzie pojawia się pytanie, skąd pochodzą rzeczy w niej umieszczone.
I właśnie z tego miejsca, z tej potrzeby porządkowania, badania i opowiadania przeszłości poprzez jej materialne ślady, wyrasta historia Działu Archeologii Muzeum Podlaskiego w Białymstoku, jednego z najważniejszych ośrodków badań nad dziejami Podlasia i północno-wschodniej Polski, który w 2026 roku obchodzi jubileusz siedemdziesięciolecia istnienia.
A że parafrazując, czas świąteczny trzeba święcić, to jako Archeowieści, patron medialny jubileuszu, przyglądamy się w dzisiejszym poście uroczystym obchodom towarzyszącym temu wydarzeniu.
Badania archeologiczne prowadzone od lat 60. XX wieku na zachodnim Mazowszu wykazały, że region ten był kiedyś czymś więcej niż jedynie spokojną krainą w głębi lądu. To właśnie tutaj u schyłku starożytności działało ogromne centrum produkcji żelaza, zwane dzisiaj Mazowieckim Centrum Metalurgicznym. Skala prowadzonej na Mazowszu działalności metalurgicznej była zaś prawdziwie imponująca! Produkcja żelaza nie była jednak jedynym filarem ówczesnej gospodarki.
Obok reliktów rzemiosła hutniczego, archeolodzy odkryli tu bowiem coś znacznie bardziej zaskakującego. Pozostałości po… pracowniach bursztyniarskich! I nie, nie były to jakieś pojedyncze znaleziska, ale całe zespoły produkcyjne! Gotowe ozdoby, surowe bryły, odpady produkcyjne – wszystkie one dowodzą, że działalność bursztynnicza na Mazowszu prowadzona była na naprawdę dużą skalę. Znalezisko to generuje jednak więcej pytań niż odpowiedzi. Na obszarze tym nie występują bowiem naturalne złoża bursztynu. Brak również danych wskazujących na jego silną eksploatację kulturową w tym regionie.
Skąd zatem pochodził i dlaczego właśnie tutaj się znalazł?
Przez dekady sądzono, że obszar Mazowsza nie sprzyjał neolitycznej kolonizacji pierwszych rolników. Jednym z głównych argumentów był deficyt żyznych gleb, który urósł wręcz do rangiaksjomatu… Najnowsze badania dowodzą jednak, że tereny te były miejscem skokowej ekspansji społeczności tak zwanej kulturyceramiki wstęgowej rytej. Czy ich pobyt był jednak fortunny? Czy odnaleźli oni tutaj swoje „wyspy szczęścia”? Wyniki analiz materiałów pochodzących z osadyCząstków Polski zmieniają nasze spojrzenie na temat zachowań migracyjnych pierwszych rolników wKotlinie Warszawskiej.
W ostatnich latach na jednym ze stanowisk archeologicznych położonych w Polsce północno-wschodniej odkryto depozyty rytualne, a w nich liczne fragmenty bogato dekorowanych naczyń ceramicznych sprzed około 4500 lat. Ich analizy wykazały, że pochodzą od pojemników, które w innych częściach Europy powiązano wynikami badań chemicznych ze spożywaniem napojów alkoholowych. Badacze z Uniwersytetu Warszawskiego oraz Politechniki Łódzkiej postanowili sprawdzić, czy i „polskie” egzemplarze były wykorzystywane do takich celów. Wybrane fragmenty 13 drogocennych naukowo naczyń poddano specjalistycznej analizie polegającej na identyfikacji zachowanych w masie ceramicznej związków organicznych. W badanych próbkach zidentyfikowano szereg różnych substancji, które odpowiadały rozmaitym źródłom pochodzenia, od produktów odzwierzęcych, po roślinne. Analiza wykazała ponadto, że 9 na 13 badanych naczyń mogło mieć kontakt z alkoholem. Czy było to jednak piwo? Trudno powiedzieć. Mogły być to napoje podobne do Nordic Groga – słabego, wielosmakowego napoju fermentowanego. Dawne alkohole nie przypominały jednak tych, które znamy obecnie. Były dużo słabsze, mętne, najprawdopodobniej wielosmakowe. Służyły społecznej integracji, a może nawet i różnym celom prozdrowotnym. W niniejszym artykule przyglądamy się kulisom powyższych badań oraz historii spożywania napojów alkoholowych w dalekiej przeszłości.
Pięć lat temu reaktywowaliśmy portal Archeowieści. Wtedy też pojawił się nasz pierwszy popularnonaukowy wpis „Unikatowa dłubanka z Lubanowa” autorstwa prof. Bartosza Kontnego, dziekana Wydziału Archeologii UW, jednego z pomysłodawców owej reaktywacji.
Pięć lat temu, tym właśnie wpisem przekształciliśmy wieloletnie dzieło pasjonaty Wojciecha Pastuszki w serwis press release Wydziału Archeologii Uniwersytetu Warszawskiego.
Dokładnie pięć lat temu, tym właśnie działaniem, podjęliśmy się zadania, które mówiąc krótko, było (i jest) dość karkołomne…
Dokumentacja * to podstawa pracy archeologa. I choć jej początki sprowadzić można w dużej mierze do szkiców w notesie, to dzisiaj, współczesna archeologia ma do dyspozycji szeroki wachlarz narzędzi cyfrowych. Co właściwie możemy dzięki nim osiągnąć? Czy ich rozwój to faktyczny koniec dokumentacji tradycyjnej, „analogowej”?
Nie traćmy czasu i zanurzmy się w świat pachnący niegdyś tuszem i papierem, który dzisiaj pulsuje cyfrowym kontentem.
*Artykuł powstał we współpracy z Narodowym Instytutem Dziedzictwa jako element działań popularyzujących serię publikacji o metodach dokumentacji archeologicznej, zatytułowanych zbiorczo„Methodica”.
Nie ma co się oszukiwać. Archeolog prowadząc wykopaliska niweluje bezpowrotnie to, co było ukryte przez tysiące czy setki tysięcy lat. Na tym bowiem w zasadzie polega ten fach – na trwałej anihilacji reliktów okoliczności przeszłej, przy jednoczesnym tworzeniu nowego rodzaju materii – zabytków, które tę oto przeszłą okoliczność poświadczają (żaden bowiem przedmiot przeszły nie powstał po to, by być artefaktem…). Archeolog zatem to paradoksalnie również i twórca. Do jego „dzieł” należy zaś nie tylko owa materia zabytkowa, ale także cały zestaw – uwaga! – nie danych, co z łacińskiego capta– (wszelkich) informacji dotyczących owej przeszłej okoliczności, które zostały przez archeologa dostrzeżone, zebrane, czy w bezpośrednim tłumaczeniu uchwycone.
Podstawową metodą „chwytania” w archeologii jest zaś dokumentacja. Jej właśnie* poświęcimy najbliższe kilka minut. Nie traćmy zatem czasu i zanurzmy się w świat pachnący niegdyś tuszem i papierem, który dzisiaj pulsuje cyfrowym kontentem.
*Artykuł powstał we współpracy z Narodowym Instytutem Dziedzictwa jako element działań popularyzujących serię publikacji o metodach dokumentacji archeologicznej, zatytułowanych zbiorczo„Methodica”.
Wyspa Bornholm, Dania około 2900 roku p.n.e. Społeczność rolników z epoki kamienia przeżywa kryzys. Słońce jakby słabnie, zbiory zaczynają zawodzić oczekiwania, a klimat staje się zdecydowanie chłodniejszy. W odpowiedzi na te zmiany, mieszkańcy obszaru deponują w ziemi setki tajemniczych tabliczek z kamienia zdobionych symbolami słońca i roślin. Czym były te „kamienne słońca” i dlaczego je złożono? Czy były próbą przebłagania sił natury? W dzisiejszym poście przyglądamy się analizom ponad 600 całych lub fragmentarycznie zachowanych tabliczek odkrytych w zasypiskach obwarowań okalających osiedla obronne w Vasagård. Badania opublikowano niedawno w prestiżowym czasopiśmie „Antiquity”.