
Badania archeologiczne prowadzone od lat 60. XX wieku na zachodnim Mazowszu wykazały, że region ten był kiedyś czymś więcej niż jedynie spokojną krainą w głębi lądu. To właśnie tutaj u schyłku starożytności działało ogromne centrum produkcji żelaza, zwane dzisiaj Mazowieckim Centrum Metalurgicznym. Skala prowadzonej na Mazowszu działalności metalurgicznej była zaś prawdziwie imponująca! Produkcja żelaza nie była jednak jedynym filarem ówczesnej gospodarki.
Obok reliktów rzemiosła hutniczego, archeolodzy odkryli tu bowiem coś znacznie bardziej zaskakującego. Pozostałości po… pracowniach bursztyniarskich! I nie, nie były to jakieś pojedyncze znaleziska, ale całe zespoły produkcyjne! Gotowe ozdoby, surowe bryły, odpady produkcyjne – wszystkie one dowodzą, że działalność bursztynnicza na Mazowszu prowadzona była na naprawdę dużą skalę. Znalezisko to generuje jednak więcej pytań niż odpowiedzi. Na obszarze tym nie występują bowiem naturalne złoża bursztynu. Brak również danych wskazujących na jego silną eksploatację kulturową w tym regionie.
Skąd zatem pochodził i dlaczego właśnie tutaj się znalazł?
Odpowiedzi na te pytania próbują uzyskać prof. Adam Cieśliński z Wydziału Archeologii Uniwersytetu Warszawskiego oraz dr Marcin Woźniak z Muzeum Starożytnego Hutnictwa Mazowieckiego w Pruszkowie. Część najnowszych ustaleń przedstawili zaś na łamach publikacji „Amber workshops in central Poland during the Roman Period”. Poniżej znajdziecie zaś jej krótkie omówienie!
Ten Artykuł przeczytasz w 12 minut!
Czego dowiesz się z tego artykułu:
- Na jakiej podstawie wyróżnia się kulturę przeworską.
- Czym jest Mazowieckie Centrum Metalurgiczne.
- Dlaczego znaleziska bursztynowe z Mazowsza pierwszych wieków naszej ery to zagwozdka badawcza.
- Skąd mógł pochodzić bursztyn odkryty w pracowniach Mazowieckiego Centrum Metalurgicznego.
- Dlaczego odkrycia bursztynu z Mazowsza mogą zmienić nasze spojrzenie na wykorzystanie tego surowca w północnej Europie przełomu er.
Kultura (archeologicznym rodem spod) przeworska
W okresie od II wieku p.n.e. do połowy V wieku n.e. znaczną część terenów dzisiejszej Polski zamieszkiwała ludność tzw. kultury przeworskiej, jednej z najważniejszych jednostek archeologicznych Europy Środkowej. Archeolodzy wyróżniają ją przede wszystkim na podstawie charakterystycznych zwyczajów pogrzebowych oraz wytworów kultury materialnej, wśród których dominowało ciałopalenie oraz częste umieszczanie w grobach męskich broni czy lokalnych form ozdób i elementów stroju wykonywanych głównie z żelaza.

© M. Woźniak, na licencji CC BY SA 4.0
Na podstawie takich cech można by odnieść wrażenie, że była to społeczność skupiona głównie na wojaczce. W rzeczywistości jednak – jak pisze prof. Bartosz Kontry z Wydziału Archeologii UW w jednym z numerów Archeologii Żywej – była to grupa dobrze przystosowana do środowiska, w którym funkcjonowała. Osady zakładano bowiem najczęściej w pobliżu rzek, na terasach zalewowych, gdzie łatwy dostęp do wody, drewna i żyznych gleb łączył się z obecnością rud darniowych, podstawowego surowca do produkcji żelaza. Rzeki pełniły przy tym jednocześnie funkcję naturalnych dróg komunikacyjnych, a otoczenie dostarczało wszystkiego, co potrzebne było do codziennego życia i rzemiosła.
W tym środowisku rozwijało się chociażby rolnictwo oparte na niewielkich wspólnotach, którego podstawą były zboża odporne na trudniejsze warunki, takie jak żyto, proso czy owies. Równolegle funkcjonowała też hodowla, w której dominowało bydło. Dieta z kolei, choć zróżnicowana, w dużej mierze opierała się na produktach mlecznych i potrawach gotowanych. Mięso pozostawało przy tym dobrem raczej okazjonalnym.
I to właśnie w takim dość prostym, jakby się wydawało, świecie funkcjonowała rozbudowana sieć przeworskich rzemiosł. Od garncarstwa i tkactwa, przez obróbkę kości i poroża, aż po kowalstwo i produkcję żelaza. Wytwarzano przy tym głównie przedmioty codziennego użytku, narzędzia i broń. Część regionów specjalizowała się jednak w produkcji przekraczającej lokalne potrzeby. I właśnie na tym tle szczególnie zaskakująco wyróżnia się dzisiaj Mazowsze.
Badania archeologiczne prowadzone od lat 60. XX wieku ujawniły tu bowiem istnienie jednego z największych centrów produkcji żelaza w barbarzyńskiej Europie, które znane jest obecnie pod nazwą Mazowieckie Centrum Metalurgiczne.
archeo-Zakłady Metalowe „Mazovia-Przeworsk”, czyli o Mazowieckim Centrum Metalurgicznym słów kilka
Termin „Mazowieckie Centrum Metalurgiczne”, jak podaje Muzeum Starożytnego Hutnictwa Mazowieckiego im. Stefana Woydy w Pruszkowie, odnosi się do grupy około 240 stanowisk archeologicznych odkrytych na zachodnim Mazowszu, przede wszystkim osad, w obrębie których zarejestrowano ślady ewidentnie masowej produkcji żelaza.

© A. Tomas, na licencji CC BY SA 4.0
Za najważniejsze uznaje się przy tym duże, długotrwałe osiedla o charakterze mieszkalno-gospodarczym, które miały wyraźnie wyodrębnione strefy produkcyjne, gdzie prowadzono działalność związaną z wytopem żelaza. Obok nich funkcjonowały również mniejsze, krótkotrwałe osady, dość luźno powiązane z hutnictwem. W granicach Mazowieckiego Centrum Metalurgicznego znajduje się również kilkanaście cmentarzysk. Ale dzisiaj nie o nich!
Dzisiaj o bursztynach z M…C…M…!
– Ale zanim o nich, to jeszcze powiedzmy sobie nieco o metalurgii.
Szczyt aktywności Mazowieckiego Centrum Metalurgicznego przypadał według badaczy na I i II wiek n.e.. Podstawą jego działalności były zaś lokalnie dostępne rudy darniowe. Żelazo wytapiano z nich w jednorazowych (!) piecach dymarskich, których pozostałości pozwalają dziś stosunkowo precyzyjnie oceniać skalę produkcji. Na największych stanowiskach zarejestrowano ślady od kilku do kilkunastu TYSIĘCY takich pieców. Przy czym łączną liczbę zrealizowanych wytopów szacuje się nawet na 120–150 tysięcy…

© T. Kuran, CC BY-SA 3.0
– Co to oznacza? – zapytacie.
– A to, że produkcja w Mazowieckim Centrum Metalurgicznym osiągała poziom znacznie przekraczający lokalne zapotrzebowanie. – odpowiemy.
Ale idźmy dalej!
Wszystkie te dotychczasowe odkrycia sugerują dodatkowo, że na obszarze tym istniała szerzej zakrojona dystrybucja i wymiana handlowa. Jej efektem mógł być natomiast wyraźny rozwój gospodarczy tego regionu, widoczny chociażby w znaleziskach dóbr luksusowych. Jednym z najsłynniejszych w tym wypadku jest odkryty w Zaborowie importowany z terenów Imperium Rzymskiego szklany puchar z przedstawieniami walczących gladiatorów. O jego znaczeniu świadczy m. in. fakt, iż został uznany za jedno z najważniejszych odkryć ostatnich lat przez redakcję czasopisma Archeologia Żywa.

Rys. P. Holub, prawa zastrzeżone
I właśnie w tym kontekście pojawia się kolejny element, który jeszcze wyraźniej podkreśla znaczenie tego ośrodka. B U R S Z T Y N, bernsztejn, jantar, elektron, kamień słoneczny, złoto północy. Jak zwał, tak zwał.
W każdym razie kawał (a w zasadzie to tysiące kawałków) żywicy kopalnej o drogocennym, symbolicznym wręcz znaczeniu.

© M. Dąbski & M. Bogacki
Źródło: fanpejdż badań archeologicznych w Zaborowie.
O przeworskim bursztynie, który nie zawieruszył się na Mazowszu przypadkiem
Jeżeli Czytelniku przetrawiłeś już ten śródtytuł z całym jego bagażem znaczeniowym, to w zasadzie nie musisz przechodzić do kolejnej części tego tekstu. Zachęcamy jednak do dalszej lektury, która będzie jedynie jeszcze bardziej esencjonalna!
Azaliż!
Szeroko zakrojone badania archeologiczne prowadzone na Mazowszu od ponad 50 lat ujawniły, że produkcja prowadzona w tym miejscu była znacznie bardziej zróżnicowana, niż wcześniej sądzono.
Jednym z najbardziej zaskakujących odkryć okazały się wspomniane już pozostałości po warsztatach bursztyniarskich. Źródła bursztynowe w ilości przekraczającej kilkadziesiąt tysięcy egzemplarzy zidentyfikowano bowiem w pięciu osadach kultury przeworskiej zlokalizowanych w dzisiejszych Biskupicach, Izdebnie Kościelnym, Regowie, Tłustem i Wierzbinie.

© M. Woźniak, prawa zastrzeżone
Co istotne, nie mamy tu do czynienia z przypadkowymi znaleziskami – podkreśla prof. Adam Cieśliński.
Na stanowiskach odkryto bowiem wyraźne ślady pełnego procesu produkcyjnego. Od brył surowego bursztynu, przez odpady i półprodukty, aż po gotowe wyroby, przede wszystkim paciorki i zawieszki – dodaje badacz.
Materiał bursztynowy odkrywany był przy tym w obiektach o różnej funkcji. Zdecydowana większość pochodziła jednak z kilku półziemianek interpretowanych jako warsztaty.
To właśnie w nich widać również najbardziej „produkcyjny” wymiar tego mazowieckiego zjawiska bursztynowego. – uzupełnia dr Marcin Woźniak.
W niektórych obiektach znajdowały się bowiem jedynie rozproszone skupiska surowca, w innych natomiast wyraźnie wydzielone strefy pracy, gdzie obok brył bursztynu zalegały także nieudane lub uszkodzone ozdoby. W jednym z warsztatów odkryto z kolei ponad 20 tysięcy odpadów bursztynowych, które jednoznacznie wskazują na intensywną i wieloetapową produkcję prowadzoną na miejscu.

© M. Woźniak, prawa zastrzeżone
Obraz tej bursztynniczej aktywności uzupełniają także mniejsze pracownie, w których – choć materiału było zdecydowanie mniej – również obecne były pozostałości po wszystkich fazach obróbki. I choć w kilku przypadkach zidentyfikowano jedynie pojedyncze bryły i półprodukty, to ich obecność jedynie potwierdziła wcześniejsze spostrzeżenia odnośnie lokalnego przetwarzania surowca.
Najnowsze prace analityczne ukazują zatem zupełnie nowy obraz Mazowsza kultury przeworskiej, które przestaje być wyłącznie ośrodkiem hutniczym. Wydaje się bowiem, że obok masowej produkcji żelaza, w regionie tym funkcjonował również wyspecjalizowany, dobrze zorganizowany segment obróbki bursztynu. Surowca, który w zasadzie nie powinien się tutaj znaleźć… a jednak zostawił wyjątkowo czytelny ślad!
Skąd zatem pochodził bursztyn i dlaczego właśnie tutaj się znalazł?
Zataczamy zatem narracyjne koło, powracając do pytań ze Wstępu i próbując za badaczami z ośrodka warszawskiego i pruszkowskiego, zrozumieć to a) skąd w początkach naszej ery przybył na Mazowsze bursztyn i b) dlaczego zadomowił się właśnie w tutejszym Mazowieckim Centrum Metalurgicznym.
– Nie przedłużając zatem.
Choć na północnym Mazowszu, czyli słynącej skądinąd z bursztynu Kurpiowszczyźnie, znajdują się również lokalne złoża bursztynu, to w świetle najnowszych ustaleń badawczych najbardziej prawdopodobnym jest jednak to, że surowiec ten przywędrował tu z dalekich wybrzeży Bałtyku, najprawdopodobniej z Sambii i rejonu Zatoki Gdańskiej. Jego tamtejsze złoża były bowiem (i wciąż są) nie tylko najbogatsze, ale i najszlachetniejsze. Od początku był zatem towarem migrującym, wyposażonym w pełni zaplanowany koncept podróży.

Źródło: fanpejdż badań archeologicznych w Zaborowie.
Jak podkreśla dr Marcin Woźniak, najciekawsze w tym wypadku nie jest jednak samo jego pochodzenie, lecz to, że pojawia się właśnie tutaj, w miejscu, które w tym samym czasie było jednym z największych ośrodków produkcji żelaza w Barbaricum. Czy przyciągało go tutaj zatem żelazo? Czy może jednak wędrował własnymi, niezależnymi drogami?
– Sprawa nie jest taka prosta. – komentuje dla Archeowieści prof. Cieśliński.
Chronologia sugeruje, że bursztyn i żelazo nie zawsze się „spotykały”. Większość datowanych warsztatów bursztyniarskich pochodzi bowiem
z późnego okresu rzymskiego (III–IV w. n.e.), podczas gdy centrum metalurgiczne wiązane jest zasadniczo z wczesnym okresem rzymskim
(I–II w. n.e.). – dodaje.
W tej właśnie specyficznej sytuacji, obaj badacze dopatrują się najciekawszej części bursztynowej zagadki. Bo czy wobec zaprezentowanych tutaj ustaleń należałoby zmienić nazwę ośrodka na Mazowieckie Centrum Bursztyniarskie? Przynajmniej dla III i IV wieku n.e.?
Jak to zwykle bywa, trudno powiedzieć.

Źródło: fanpejdż badań archeologicznych w Zaborowie.
Kolejne badania przyniosą na pewno nowe odkrycia. Dotychczasowe jednak już zmieniają nasze postrzeganie o wykorzystaniu bursztynu w tym okresie.
Jak podają bowiem Przemysław Dulęba oraz Joanna Ewa Markiewicz w pracy opublikowanej równie niedawno w czasopiśmie Praehistorische Zeitschrift, popularność bursztynu na północy Europy, której wybrzeża morskie były go przecież pełne, paradoksalnie, w okresie rzymskim maleje. I to drastycznie. Do tego stopnia, że – jak pisze rzymski historyk Tacyt w napisanej około 98 roku n.e. Germanii – zainteresowanie nim było w tym okresie tak małe wśród społeczności Estiów, iż wydobywany był przez nich wyłącznie na specjalne zamówienie z południa.
Istnienie pracowni na Mazowszu datowanych na III i IV wiek naszej ery już zmienia naszą perspektywę odbioru tej historycznej wypowiedzi. Niestety, dopiero pogłębione studia chronologiczne pokażą jak bardzo.
Autorom badań życzymy zatem wielu pomyślnych i bezwzględnych (w dwójnasób) dat!
A Was Czytelnicy, zachęcamy do śledzenia profilów popularyzujących wiedzę na temat archeologicznych odkryć w Zaborowie (i nie tylko)!
Artykuł ten można bezpłatnie przedrukować, ze zdjęciami na licencji CC, z podaniem źródła
Autor: Aleksandra Cetwińska
Redakcja: J.C.
Komentarze eksperckie:
prof. Adam Cieśliński (Uniwersytet Warszawski) – Kierownik Katedry Archeologii Barbaricum i Prowincji Rzymskich w Wydziale Archeologii UW,
dr Marcin Woźniak (Muzeum Starożytnego Hutnictwa Mazowieckiego w Pruszkowie) – Kierownik Działu Archeologii Mazowsza w Muzeum Starożytnego Hutnictwa Mazowieckiego w Pruszkowie
Na podstawie:
Literatura uzupełniająca:
Kontny, B. (2020). Iron Men, czyli o ludności kultury przeworskiej, część I i II. Archeologia Żywa.
Część z tutejszych ilustracji pochodzi z naszego archiwalnego tekstu:
Relikty przeszłości z późnej starożytności i średniowiecza pod Warszawą
