#cokryjeziemia wraca z kolejnymi opowieściami z Lubelszczyzny. Tym razem zaglądamy do Świeciechowa, gdzie powstawały imponujące długie ostrza krzemienne, do ukrytego w lasach Roztocza Ulowa oraz do Gródka nad Bugiem, którego historia obejmuje tysiące lat osadnictwa. Trzy miejsca, trzy różne historie i kolejne spojrzenie na archeologiczne dziedzictwo regionu. Wszystkie trzy poznacie w nowych odcinkach serii przygotowanej przez archeologów z UMCS.
Krzemień świeciechowski ze Świeciechowa, jedynej znanej dotąd pradziejowej kopalni krzemienia na Lubelszczyźnie. Źródło: UMCS
Charterhouse Warren to jedno z tych stanowisk, które każą wrócić do pytania, czy przemoc jest nieodłączną cechą ludzkości. Archeologia, choć nie bez trudu i ograniczeń metodologicznych, potwierdza te twierdzenia, dostarczając kolejnych dowodów na przemoc. Ślady konfliktów i brutalnych wydarzeń odkrywane są w kolejnych regionach świata oraz w coraz to nowych okresach chronologicznych. Dziś przyjrzymy się najnowszym badaniom dotyczącym niezwykłego zespołu szczątków ludzkich z Charterhouse Warren w południowo-zachodniej Anglii.
Cztery godziny o epoce wikingów? Wbrew pozorom jest o czym rozmawiać. I to nie tylko o samych wikingach.
Epoka wikingów trwała około trzech stuleci i zdecydowanie nie sprowadzała się do skandynawskich wojowników napadających na europejskie wybrzeża. To również historia kupców, rzemieślników i osadników, dalekosiężnego handlu, srebra i złota, niewolnictwa, powstawania nowych ośrodków władzy oraz kontaktów łączących Wyspy Brytyjskie, Europę Środkową, Ruś, Bizancjum i świat muzułmański. W niemal czterogodzinnej rozmowie można więc pozwolić sobie na spojrzenie znacznie szersze niż klasyczna opowieść o wyprawach wikingów.
Gościem rozmowy jest dr Piotr Pranke, historyk i adiunkt w Katedrze Historii Skandynawii i Europy Środkowo-Wschodniej Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. W swoich badaniach zajmuje się m.in. wczesnośredniowiecznym handlem, Skandynawią, Europą Środkowo-Wschodnią oraz kształtowaniem się ówczesnych struktur władzy. Jest również autorem książki Dzieje wikingów. W rozmowie te zainteresowania spotykają się ze sobą bardzo wyraźnie: od pytania, kim właściwie byli wikingowie, szybko przechodzimy do znacznie szerszej historii wczesnośredniowiecznej Europy.
Tkanina z Bayeux, XI w., Wikimedia Commons, domena publiczna.
Przyznajmy to szczerze. Wśród znalezisk archeologicznych analizowanych przez specjalistów zajmujących się epoką kamienia rzadko zdarzają się zabytki wykonane z drewna czy kości. Specyficzne warunki środowiskowe pozwalają jednak na odkrywanie takich perełek w różnych zakamarkach świata, także w Polsce północno-wschodniej. Każde takie znalezisko to przy tym prawdziwa kopalnia wiedzy. Również w zakresie identyfikacji możliwych zachowań symbolicznych. Tak też było w przypadku badań prowadzonych przez prof.Witolda Gumińskiego oraz dr.Karolinę Bugajską z Wydziału Archeologii Uniwersytetu Warszawskiego.
Niektóre analizowane przez nich przedmioty pochodzące z dwóch stanowiskKrainy Wielkich Jezior Mazurskich,Dudki iSzczepanek, posiadały dość proste zdobienia. Zaawansowane badania kontekstowe wykazały, że mogły one pełnić funkcję szczególnych oznaczeń kulturowych.
Odkrycia badaczy z Uniwersytetu Warszawskiego rzucają nowe światło na życie duchowe dawnych społeczności zamieszkujących te tereny. Ich wyniki opisano w międzynarodowej publikacji poświęconej najdawniejszym przejawom ekspresji artystycznej zatytułowanejMesolithic Art – Abstraction, Decoration, Messages.
Archeologia to w gruncie rzeczy nauka oparta na pozostałościach. I choć niektóre z nich są czasem efektowne i przystępne poznawczo, to wciąż dane naukowe pozyskane w trakcie ich analizy mogą być nader szczątkowe… Sytuacja ta w ostatnich latach dynamicznie się zmienia, a rozwój narzędzi sztucznej inteligencji z pewnością wyznacza nam już zupełnie nowy kierunek rozpoznawania zjawisk minionej “rzeczywistości”. Niemniej, istnieją obszary naszej archeologicznej niewiedzy, których zapewne nigdy nie będziemy mogli w pełni rozpoznać. Świadomi tego faktu naukowcy usiłują zatem przynajmniej je nazwać, określić i oszacować. Przykładem takiego działania są ostatnie badania zespołu prof. Małgorzaty Kot zCentrum Nowych Technologii Uniwersytetu Warszawskiego poświęcone technikom obróbki surowców kamiennych. Nowatorskie w charakterze, pokazują nam jak prawdziwie szeroki może być zakres naszego deficytu poznawczego w jednej z najstarszych dziedzin ludzkiego życia na Ziemi.
Wyniki analiz łączących metody archeologii eksperymentalnej, matematyki i uczenia maszynowego zostały opublikowane niedawno wJournal of Archaeological Science, jednym z najważniejszych czasopism archeologicznych poświęconych nowym technologiom. W dzisiejszym artykule Archeowieściowym przyglądamy się rezultatom tych badań i zastanawiamy się nad tym, czy adresowane przez naukowców zagadnienia są krojone już na miarę sławnych Problemów Milenijnych. Bo kto wie. Może któryś z naszych Czytelników ma akurat na zbyciu ten przysłowiowy garnek złota na drugim krańcu tęczy, niwelujący swoim zasobem zakres naszej wspomnianej wyżej archeologicznej niewiedzy.
Miasto nad rzeką Genil, położone w rzymskiej Betyce na terenie dzisiejszej Andaluzji, w prowincji Sewilla w Hiszpanii, istnieje od co najmniej trzech tysiącleci i wciąż zaskakuje archeologów. Podczas niedawnych ratowniczych badań wykopaliskowych w samym sercu współczesnej Éciji odkryto zespół prywatnych łaźni z unikatową mozaiką z czasów rzymskich. Nie jest to jednak tylko kolejny przykład opus tessellatum. To wyjątkowe znalezisko opowiada historię ciągłości osadniczej równie długiej jak dzieje samego miasta.
Wędrując po polskich górach, warto patrzeć nie tylko na rozciągające się ze szlaków panoramy. Na ścieżce czy w jej pobliżu można natrafić na zabytki, będące śladem obecności ludzi sprzed tysięcy lat. Archeolodzy rozpoczynają akcję, w ramach której proszą turystów o pomoc w poszukiwaniu stanowisk z epoki kamienia.
Nie chodzi o prowadzenie poszukiwań ani rozkopywanie ziemi. Mówimy tutaj o powierzchniowych znaleziskach. Wystarczy uważna obserwacja, wykonanie kilku fotografii i zapisanie miejsca, w którym zauważyło się nietypowy kamień. Takie zgłoszenie może pomóc naukowcom zlokalizować nieznane wcześniej stanowisko archeologiczne.
Witryny, sale, gabloty, eksponaty – to zapewne pierwsze skojarzenia, jakie przychodzą nam do głowy, kiedy myślimy o instytucji jaką jest muzeum. I choć zapewne takie hasła mogłyby pomóc nam w wygraniu niejednej rozgrywki w dobrze wszystkim znanej grze towarzyskiej Taboo, to są one jedynie namiastką czegoś znacznie bardziej skomplikowanego. Bo muzeum Szanowni Państwo nie kończy się wcale na tym, co widać w gablocie. Zaczyna się tam, gdzie pojawia się pytanie, skąd pochodzą rzeczy w niej umieszczone.
I właśnie z tego miejsca, z tej potrzeby porządkowania, badania i opowiadania przeszłości poprzez jej materialne ślady, wyrasta historia Działu Archeologii Muzeum Podlaskiego w Białymstoku, jednego z najważniejszych ośrodków badań nad dziejami Podlasia i północno-wschodniej Polski, który w 2026 roku obchodzi jubileusz siedemdziesięciolecia istnienia.
A że parafrazując, czas świąteczny trzeba święcić, to jako Archeowieści, patron medialny jubileuszu, przyglądamy się w dzisiejszym poście uroczystym obchodom towarzyszącym temu wydarzeniu.
Badania archeologiczne prowadzone od lat 60. XX wieku na zachodnim Mazowszu wykazały, że region ten był kiedyś czymś więcej niż jedynie spokojną krainą w głębi lądu. To właśnie tutaj u schyłku starożytności działało ogromne centrum produkcji żelaza, zwane dzisiaj Mazowieckim Centrum Metalurgicznym. Skala prowadzonej na Mazowszu działalności metalurgicznej była zaś prawdziwie imponująca! Produkcja żelaza nie była jednak jedynym filarem ówczesnej gospodarki.
Obok reliktów rzemiosła hutniczego, archeolodzy odkryli tu bowiem coś znacznie bardziej zaskakującego. Pozostałości po… pracowniach bursztyniarskich! I nie, nie były to jakieś pojedyncze znaleziska, ale całe zespoły produkcyjne! Gotowe ozdoby, surowe bryły, odpady produkcyjne – wszystkie one dowodzą, że działalność bursztynnicza na Mazowszu prowadzona była na naprawdę dużą skalę. Znalezisko to generuje jednak więcej pytań niż odpowiedzi. Na obszarze tym nie występują bowiem naturalne złoża bursztynu. Brak również danych wskazujących na jego silną eksploatację kulturową w tym regionie.
Skąd zatem pochodził i dlaczego właśnie tutaj się znalazł?