O nurkowaniu w starożytności. Część druga

W pierwszym odcinku o nurkowaniu przytoczony został przekaz Oppiana, który napisał o wykorzystaniu przez antycznych nurków ołowianego ciężaru podczas zanurzania. Kilka ołowianych i kamiennych przedmiotów pierścieniowatego kształtu, znalezionych na południowym wybrzeżu Turcji, uznanych zostało niedawno przez Hakana Oniza i Ahmeta Denkera za takie właśnie ciężarki. Niektóre wykonano z kamienia, inne zaś z ołowiu. Część z nich znaleziono w rejonie starożytnych wraków, co pozwoliło na postawienie hipotezy, iż zostały one zatopione przy okazji prób ratowania ładunków zatopionych wraków jeszcze w okresie antycznym. Autorzy zaprezentowali wyniki eksperymentu, wskazującego na możliwość użycia takich ciężarków trzymanych w dłoni lub założonych na ramię, przy zastosowaniu techniki zanurzenia głową w dół.

Jeszcze raz o wyniku eksperymentu

W ocenie autorów eksperymentu nurek mógł trzymać zamocowany na linie pierścień (by umożliwić późniejsze wyciągnięcie wartościowego przedmiotu) jedną ręką (drugą trzymając nóż do odcinania gąbek), oburącz (z nożem przytwierdzonym do ręki za pomocą krótkiej linki) bądź założyć go na przedramię. Osobną linę miał mieć uwiązaną wokół pasa. Przebieg nurkowania miałby wyglądać następująco: zanurzenie z ciężarkiem – pozostawienie go po osiągnięciu dna – zbiory – wydobycie nurka na powierzchnię przez osoby asekurujące z powierzchni na pomocą liny – wydobycie ciężarka na pomocą drugiej liny. Szczególnie efektywne okazało się użycie pierścienia zakładanego na rękę.

W niewielkim stopniu ograniczało to mobilność, za to zapewniało ujemną pływalność, przydatną podczas prac wykonywanych przy dnie. Budzą się jednak także pewne wątpliwości: eksperymenty zrealizowano bez użycia lin, a to mogłoby negatywnie wpłynąć na przebieg nurkowania: trudniej jest pracować pod wodą ręką, uwiązaną do liny (za pośrednictwem pierścieni). Co więcej, pojawia się ryzyko splątania dwu lin, to zaś stanowiłoby śmiertelne zagrożenie dla przebywającego pod wodą. Wie o tym każdy płetwonurek z aparatem oddechowym, a co dopiero osoba, której czas na ewentualne wyplątanie się jest dramatycznie ograniczony. Asekuracja nurka za pomocą liny niewątpliwie była stosowana. Oprócz przekazów źródeł pisanych dysponujemy potwierdzającymi to przedstawieniami ikonograficznymi, np. scena na ateńskim naczyniu typu oinochoe z kolekcji British Museum, datowanym na lata 510–490 przed Chr.), ale raczej nie zawsze – na starożytnych wizerunkach nurków (a znamy ich co najmniej kilkanaście, najczęściej ich nie znajdziemy.

Głową w dół wraz z kamieniem

Teoretycznie można rozważać także – znaną współcześnie – metodę zanurzania się z wyprofilowanym kamieniem. Zjawisko to znane jest co najmniej od lat 1860. Z greckiej wyspy Kalymnos. Stosowano do tego celu płaskie i cienkie kamienie, ważące  przeważnie 12–14 kg, zwykle marmurowe lub granitowe, zwane skandalopetra. Trzymano je lewą dłonią lub oburącz, a poprzez otwór łączono liną z powierzchnią. Kamień działał jak ster: przy odpowiednim ułożeniu umożliwiał powolne szybowanie nad dnem, zmianę kierunku, a w razie położenia pionowego – gwałtowane opadanie do dna. Dodatkowo nurek mógł być asekurowany osobną liną, zamocowaną wokół ramienia, dzięki której sygnalizować mógł deficyt powietrza i konieczność wyciągnięcia na powierzchnię. Podczas wynurzania nurek wspierał się nogami na kamieniu, a głowę miał skierowaną ku powierzchni. Technika ta stała się nawet współczesną dyscypliną sportową, w której jedynym ekwipunkiem nurków (prócz kamienia) są zaciski na nos. Zespół tworzy para: nurek-asekurujący.

Proponowany w tekście alternatywny sposób zanurzania się w starożytności
© Stanisław Kontny; koncepcja Bartosz Kontny

Wracając do starożytności: udokumentowane zostały zanurzenia głową w dół: na fresku z domu zachodniego w Akrotiri na Santorynie (XVII w. przed  Chr.) przedstawiono prawdopodobnie poławiaczy korali z koszami sieciowymi na urobek. Można jednak przypuszczać, iż co najmniej alternatywnym sposobem było zanurzanie się nogami w dół. Pozwalało to na efektywniejsze wyrównywanie ciśnienia w uchu środkowym, bowiem wygodniej robi się to z głową zlokalizowaną wysoko, niż kiedy zanurza się głową w dół. W tej drugiej pozycji trąbka Eustachiusza otwiera się trudniej. Dodatkowo jedna ręka może wówczas zaciskać płatki nosa, jednocześnie blokując linę w zgięciu łokcia. W takim położeniu możliwe jest wygodne oparcie stopy wewnątrz pierścieniowatego obciążnika, podczas opadania na dno. W razie napotkania na niespodziewaną przeszkodę uderzenie przyjmie stopa, a nie głowa, co mogłoby przecież doprowadzić do utraty przytomności i w konsekwencji utonięcia. Zaznaczmy, że między nogami można było również umieścić kamień.

Fresk z z domu zachodniego w Akrotiri przedstawiajace nurków. Ukazano także nurkowanie głową w dół
©Zde, na licencji CC BY-SA 4.0

Nurkowie mogli być wyposażeni w dodatkowe narzędzia, jak noże do podważania muszli lub odcinania gąbek oraz szpikulce do nabijania tych ostatnich. Teoretycznie można podjąć próbę wskazania przedmiotów nadających się do tego celu, zgromadzone w greckich czy rzymskich muzeach. Należy jednak podkreślić, że narzędzia te nie musiały się różnić od stosowanych na lądzie noży czy wielozębów, służących do wyciągania porcji mięsa z kotła. W rękach nurka uwidocznionego na wspomnianym naczyniu z British Museum widoczny jest nóż. Z kolei na powierzchni wykonanej w Caere (Etruria) hydrii, datowanej na lata 520–510 przed Chr. przedstawiono walkę nurka zbrojnego z zakrzywiony nóż, z podmorską bestią.

Źródła wiedzy o nurkowaniu

Nieocenionym źródłem są opisy „ludzi morza” , japońskich ama i koreańskich haenyao. Wbrew potocznemu mniemaniu, ama to nie tylko kobiety, a według danych na 1985 r. mężczyźni nieznacznie przeważali w tej grupie. Ama nurkują w poszukiwaniu perłopławów, skorupiaków, mięczaków (zwłaszcza uchowców), wodorostów, jeżowców, etc. już od co najmniej dwu tysięcy lat (w przypadku haenyao najwcześniejsze wzmianki na ich temat sięgają V w.). Obecnie tylko w ograniczonym stopniu hołdują dawnym technikom. Od dawna zresztą – dla poprawienia ostrości widzenia pod wodą – ama stosowały okulary z oryginalnymi rozwiązaniami, których celem była kompensacja ciśnienia powietrza zamkniętego w przestrzeni między twarzą a szkłem.

Współczesne ama na wyspie Sado w Korei Południowej
© Renata Augustyniak-Tunowska

Efekt osiągano za pomocą rurek wyprowadzonych do ust (dzięki wydechowi można było zrównoważyć ciśnienie pod osłona oczu do ciśnienia otoczenia) lub elastycznym pęcherzom, wypełnionym powietrzem, które podczas zanurzania przemieszczało się do wnętrza gogli. Dziś tamte rozwiązania zastąpiły maski nurkowe, a stosuje się również płetwy i skafandry. Jednak wiele technik pozostało niezmienionych: sposób zanurzania (często z wykorzystaniem kamienia), zastosowanie łomów do odrywania muszli od podłoża, boje-znaczniki unoszące się na powierzchni i pełniące jednocześnie funkcję pojemników na wydobyte dobra, asekuracja za pomocą lin oraz łodzi. Obserwacja ama i podobnych poławiaczy z Polinezji Francuskiej, Indonezji czy innych ludów daje pewne tło porównawcze, choć oczywiście nie mamy pewności, że starożytne techniki były identyczne.

O nurkowaniu w świecie grecko-rzymskim

Głębokości osiągane przez starożytnych nurków wskazuje tak zwane prawo rodyjskie (z wyspy Rodos, ale przyjęte także przez Rzym). Z zapisów prawnych (III, 47) wynika, że głębokość 90 stóp (około 27 m) była w ich zasięgu. Z kolei Izydor z Charaksu (Athenaeus 3, 93E) podaje, że poławiacze pereł z Zatoki Perskiej osiągali 120 stóp (około 36 m) głębokości. Wartości te wydają się zupełnie wiarygodne. O zasięgu dawnych nurków mówią także środowiska, w których występują wydobywane z morza zasoby, np. perłopławy znaleźć można w przedziale głębokości 11–27 m. Obserwacje te wpisują się w przekaz Pliniusza Starszego, zaznaczającego na marginesie rozważań nad chmurami i mgłą, że nurkowie widzą Słońce na dowolnej głębokości (Naturalis Historia II, 42, 111). Należy z tego wnioskować, iż nurkujący osiągali głębokości, na których Słońce (kontekst wypowiedzi wskazuje, że mowa jest o zasłanianiu naszej gwiazdy przez chmury – nie chodzi zatem o światło słoneczne) było wciąż jeszcze widoczne. Biorąc pod uwagę realia śródziemnomorskie można przypuszczać, że nie może to być więcej niż 20–30 m.

Poławianie pereł, gąbek czy ślimaków potrzebnych w produkcji purpury i innych bogactw naturalnych stało się dla wielu zawodem. Mogło to dotyczyć także ratowania zatopionych ładunków z wraków: starożytne Ius naufragi wskazywało, że właściciel zachowuje prawa do zatopionego ładunku. Z kolei prawo rodyjskie regulowało, jaką część wydobytych z dna dóbr zachować mógł nurek. Im bardziej rosło ryzyko (im większa głębokość), tym większa część przypadała śmiałkowi. W przypadku 90 stóp była to już połowa wartości wydobytych skarbów.

Przedstawienie nurka na oinochoe z kolekcji British Museum (510–490 r. przed Chr.); zbiory Muzeum Brytyjskiego;
© The Trustees of the British Museum, na licencji CC BY-NC-SA 4.0

Wyspecjalizowanych nurków zatrudniały także armie świata starożytnego. O nurkach wspomina w Iliadzie Homer, nie podając przy tym żadnych szczegółów ich wykorzystania w czasie wojny trojańskiej, a pojawiają się oni jedynie w kontekście określonych zabiegów stylistycznych. Przywołać warto zatem słowa Patroklosa (Iliada XVI, 458–462), pogardliwie komentującego śmierć Kebriona, woźnicy Hektora. Ugodzony kamieniem spadł on z rydwanu, na co Patroklos ozwał się tymi słowy:

„Zręcznyż to mąż, który się tak lekko zanurza!

Choćby najgwałtowniejsza morzem tłukła burza.

On między wały z nawy spuścić się gotowy

I obfitymi gości nakarmić połowy.

Prawdziwie, Troja nurków doskonałych liczy!”

(tłum. Franciszek Ksawery Dmochowski).

 

Podobne skojarzenie dotyczyło Epikla, ugodzonego kamieniem rzuconym z muru przez Ajasa. Nieszczęsny „Pada jak nurek z wieży” (Iliada XII, 237, tłum. Franciszek Ksawery Dmochowski).

Z kolei Herodot (około 484–około 426 r. przed Chr.) opisał legendarnego nurka Skylliasa ze Skione, który miał wydobywać kosztowności z wraków floty perskiej dla króla Persów Kserksesa. Kiedy nie otrzymał należnej mu zapłaty, w zemście przeciął liny kotwiczne i uciekł do Artemizjum, pokonując 80 stadiów pod wodą (stadion: odległość, jaką można było przebiec w najszybszym tempie bez odpoczynku lub na jednym oddechu, mierząca o ok. 165 do 192 m). Wprawdzie fajki oddechowe były już znane, ale realność opisanego wyczynu wzbudziła słuszne wątpliwości samego Herodota, który zaświadczył, że Skyllias przybył na Artemizjon na statku (Dzieje VIII, 8). Z kolei z przekazu greckiego podróżnika i pisarza z II w. – Pauzaniasza (Wędrówki po Helladzie X, 19, 1–2) wynika, że Skylliasowi towarzyszyła córka – Hydna, którą od dziecka uczył pływać i nurkować. Mieli oni pod osłoną nocy pokonać wodą długi dystans do wybrzeża obok góry Pelion, gdzie perska flota Kserksesa schroniła się przed sztormem. Greccy śmiałkowie zdołali poprzecinać liny wielu trirem, w wyniku czego doszło do uszkodzeń perskich okrętów. Wolno przypuszczać, że opóźnienie i straty przyczyniły się do lepszego przygotowania Greków do bitwy pod Artemizjum i ostatecznego zwycięstwa (480 r. przed Chr.). Grecki autor wspomniał o posągach Skyllisa i Hydny, wystawionych na ich cześć w Delfach, dodając że spośród kobiet jedynie dziewice mogą zajmować się nurkowaniem. Jak podaje Pliniusz Starszy (Naturalis Historia XXXV, 139), wydarzenie to upamiętnić miał także niejaki Androbius, który namalował obraz, ukazujący Skylliasa, tnącego liny kotwiczne perskich okrętów.

Rycina z „History of Xerxes” autorstwa Jacoba Abbotta przedstawioająca klęskę floty perskiej w bitwie u przylądka Artemizjon
Domena publiczna

Pierwsze, dobrze udokumentowane zastosowanie militarne nurków miało miejsce w trakcie wojny peloponeskiej (431–404 r. przed Chr.). Tukidydes wspomina o próbie obejścia ateńskiego oblężenia Spartan na wyspie Sphacteria i dostarczenia im aprowizacji przez lacedemońskich nurków (Wojna peloponeska IV, 26). W innym miejscu (Wojna peloponeska VII, 25, 6–8) grecki historyk podaje, że wojsko syrakuzańskie wbiło w dno pas pali, uniemożliwiających ateńskim trójrzędowcom wpłynięcie do portu, ateńscy nurkowie przerzynali pod wodą całkowicie zanurzone pale (inne wyrywano z łodzi, na pomocą lin) otwierając drogę flocie.

Arystoteles, jako nauczyciel Aleksandra Macedońskiego, mógł przyczynić się do dalszych zastosowań nurków na wojnie. Być może to on natchnął wybitnego wodza ideą toczenia wojny pod wodą. Zgodnie z relacją Arriana (Wyprawa Aleksandra Wielkiego II, 21), podczas oblężenia Tyru przez Aleksandra w 332 r. przed Chr., nurkowie mieli niszczyć zapory podwodne (kamienie zaściełające dno i uniemożliwiające przemieszczanie się większych okrętów), w celu przełamania oblężenia. To, co działo się między styczniem a lipcem 332 r. przed Chr. miało zresztą znacznie szerszy wymiar: próby zdobycia Tyru obejmowały działania lądowe, wodne i podwodne. Zasłużyli się w nich również nurkowie feniccy. Kiedy wojska macedońskie zrzucały kamienie by zbudować pomost wiodący z brzegu do położonego na wyspie miasta, nurkowie tyryjscy je usuwali; przecinali oni także liny okrętów macedońskich, co spowodowało, że zastąpiono je łańcuchami.

Uderzenie wojsk Aleksandra Wielkiego na oblężony Tyr. Nurkowie w armii wodza hellenistycznego mieli poprzedzić uderzenie, dzaiając niczym starożytne siły specjalne.
Rycina autorstwa André Castaigne
Domena publiczna

Z kolei Tytusowi Liwiuszowi (59 r. przed Chr.–17 r. po Chr.) zawdzięczamy informację o nurkach, którzy za czasów macedońskiego króla Perseusza (212–166 r. przed Chr.) wydobywali z wraków ogromne skarby. Pliniusz Starszy podał także, iż podczas wojny domowej w Rzymie odcięte zostały pod wodą liny kotwiczne floty Pompejusza (Naturalis Historia II, 234, 7). Z kolei Plutarch (Żywoty sławnych mężów. Marek Antoniusz 29, 3) przywołał żart Kleopatry (69–30 r. przed Chr.), która zakpiła z próby zaimponowania jej przez Marka Antoniusza. Kiedy ten chełpił się swoimi sukcesami wędkarskimi (w rzeczywistości ryby na haczyk zakładali nurkowie), przejrzała go i w rewanżu przekupiła nurków. W konsekwencji Marek Antoniusz zaczął wydobywać ryby, ale… solone gatunki pontyjskie, to jest z Morza Czarnego.

W starożytnym Rzymie poławiaczy gąbek nazywano urinatores, którzy wykonywali także inne prace podwodne: przy budowie mostów, w portach oraz w celach militarnych. Nazwa kojarzy się nam nienajlepiej, choć przecież znajomo (któż z nurków nie zna zjawiska diurezy zanurzeniowej). Tymczasem łacińskie urinari oznaczało tyle, co „być zanurzonym w wodzie”. Przypuszczano, że wywodziło się ono cod słowa urina, prawdopodobnie pierwotnie oznaczającego wodę. Przyznać jednak trzeba, że są i inne poglądy na tę kwestię: John Peter Oleson uznał, że nie ma przekonujących dowodów na wspomniane, domniemane znaczenie słowa urina i bardziej prawdopodobne wydaje się łączenie go z oddawaniem moczu, zjawiskiem tak dobrze znanym nurkującym. Urinatores tworzyli silną grupę zawodową, a nawet powołali rodzaj związku zawodowego czy gildii (corpus urinatorum), o czym świadczy inskrypcja na steli z Ostii, z połowy II w. (CIL XIV 303; supp. 4620). Inne inskrypcje, pochodzące z Rzymu, dokumentują zawiązanie gildii z rybakami, która reprezentowała wspólne interesy obu grup zawodowych (CIL VI 1080, 1872, 29700, 29702). Urinatores stosowali technikę zanurzania się na wstrzymanym oddechu, ale możliwe, że używali także dzwonów nurkowych, znanych od czasów antycznych.

Epilog (?)

Starożytni obawiali się rekinów, które postrzegano jako poważne zagrożenie dla nurków. Nic dziwnego zatem, że w starożytnych pismach znaleźć można rady dla nurków, odnoszące się do owych drapieżników. I tak Pliniusz Starszy wskazuje, że poławiacze pereł atakowani są przez „morskie psy” (Naturalis historia IX, 35, 110). Dalej (Naturalis historia IX, 46, 152–153), wskazywał, że rekiny odstraszyć może ich zaatakowanie czy przestraszenie, przy czym szczególne niebezpieczeństwo pojawiało się po osiągnięciu powierzchni; starożytny historyk doradza, by towarzysze powoli wyciągali zagrożonego nurka w stronę łodzi, podczas gdy on mógł odpędzać drapieżnika nożem; na końcu wciągano zagrożonego na pokład gwałtownym ruchem, ale był to moment wielce ryzykowny. Wyciągany mógł zwiększyć szanse na przetrwanie zwijając ciało w kłębek, podczas gdy pozostali razili rekina harpunami. Aelian na przełomie II i III w. zalecał zaczernienie dłoni i stóp, by zwierzę nie mogło ich dostrzec i zaatakować (De Natura Animalium 15, 11).

Wyraża to rozpowszechnione i dziś przekonanie, że rekiny obawiają się ciemnych kolorów. W innym miejscu Pliniusz – za Treboniuszem Nigrem – stwierdza, że nie ma okrutniejszego zwierzęcia do pokonania w wodzie nad polipy (pod słowem tym rozumiał ewidentnie ośmiornice). Miały one napadać na rozbitków lub nurków, oplatać ich mackami, wpijać ssawkami i wsysać w siebie wieloma odnóżami (Naturalis Historia IX, 30, 91). To zagrożenie uznać należy jednak za znacznie przesadzone, choć bowiem wygląd zewnętrzny zwierzęcia mógł rodzić złe skojarzenia, to jednak stworzenie to nie stanowi rzeczywistego zagrożenia, chyba że mówimy o ośmiornicach olbrzymich, ale i one unikają konfrontacji. Mało prawdopodobnym niebezpieczeństwem jest – także wymieniane przez Pliniusza – odcięcie ręki przez zamykającą się muszlę (Naturalis Historia IX, 35, 110). Odnotowywano – prawda, że rzadko – przypadki uwięzienia kończyny przez pokrywy wielkiego małża – przydaczni – zamykające się w reakcji na ruch wody, lecz nie wiązało się to z ucięciem dłoni czy stopy. Byłoby to zresztą lepszym rozwiązaniem dla ofiary, gdyż pozwalałoby na wypłynięcie na powierzchnię. Niestety, w przypadku uwięźnięcia kończyny rezultatem było utonięcie.

Żołnierz asyryjski forsujący rzekę; relief z Nimrud: zbiory Muzeum Brytyjskiego;
© The Trustees of the British Museum, na licencja CC BY-NC-SA 4.0

Czy nurkowanie z zatrzymanym oddechem stanowiło jedyną metodę przebywania pod wodą, stosowaną w starożytności? Odpowiadając przecząco wielokrotnie przywoływano przedstawienia, na których widoczni są ludzie, trzymający w ustach przewód, uchodzący do zbiornika, najprawdopodobniej skórzanego. Znamy takie przedstawienia ze starożytnego Egiptu oraz wyobrażeń asyryjskich – najstarszy relief pochodzi z IX w. przed Chr., z mezopotamskiego pałacu Nimrud, a oglądać go można w British Museum (nr inw. WA124541). Z pewnością nie są to jednak urządzenia do nurkowania, gdyż wyporność takich zbiorników uniemożliwiłaby nawet próbę zanurzenia. Zresztą o wyporność właśnie chodziło: ukazani na wspomnianych scenach żołnierze asyryjscy forsują rzekę unosząc się na pływakach. Analogicznie wyjaśnić należy wyobrażenie na egipskim papirusie, prezentujące człowieka unoszącego się obok łodzi na skórzanym worku i wiązane niekiedy ze znaną już nurkową historią Kleopatry i Marka Antoniusza. Trzymane w ustach zakończenie służyło dopełnianiu powietrzem worka z koziej skóry, którego szczelność pozostawiała zapewne wiele do życzenia. Podobne pływaki były stosowane w wielu kulturach; o ich użyciu w nowożytnej Szwecji pisali niedawno etnografowie Isak Lidströma oraz Ingvar Svanberg.

 

Autor: Bartosz Kontny

Więcej tekstów tego autora

Oryginalny tekst ukazał się dnia 13.02.2026 r. na stronie Podkomisji Naukowej Komisji Działalności Podwodnej PTTK. https://cmas.pl/podkomisjakola/nurkowanie-w-starozytnosci-czesc-druga/

Przedruk za zgodą autora

Rozpowszechniaj

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *