Archeologiczny katastrofizm

Ponad dwieście lat temu, kiedy geologia stawała się samodzielną nauką, pojawiło się pytanie, dlaczego w różnych skałach znajdują się szczątki różnych organizmów żywych i co doprowadziło do tego, że część z nich wyginęła. Na to pytanie odpowiedział Georges Cuvier (1769–1832), który — ewidentnie zainspirowany biblijną opowieścią o potopie — uznał, że w historii Ziemi następowały cyklicznie katastrofy prowadzące do zagłady jednych i pojawiania się innych gatunków. Teoria Cuviera została później nazwana katastrofizmem.

Przez krótki czas katastrofizm był dominującym sposobem myślenia wśród wczesnych geologów, ale już na początku lat 30. XIX wieku Charles Lyell (1797–1875) zauważył, że procesy geologiczne zachodzą przede wszystkim w wyniku długotrwałego działania niezbyt intensywnych czynników, jak erozja lub depozycja. Podejście to uzyskało wsparcie od teorii ewolucji sformułowanej kilkadziesiąt lat później przez Karola Darwina i Alfreda Russela Wallace’a i pokazującej, że również pojawianie się nowych gatunków jest efektem bardzo powolnego procesu selekcji naturalnej. Sama teoria Lyella została z czasem nazwana uniformitarianizmem.

F. Weber, Wybuch Wezuwiusza w nocy, Domena Publiczna, edycja Archeowiesci

Choć uniformitarianizm stał się dominującym paradygmatem w geologii od połowy XIX wieku, w miarę rozwoju paleobiologii katastrofizm zyskał nowe życie, kiedy okazało się, że w historii Ziemi rzeczywiście dochodziło sporadycznie do mniej lub bardziej drastycznych zmian klimatu wywołanych katastrofami naturalnymi, a w wyniku tych zmian liczne gatunki znikały, a w zamian pojawiały się nowe, często na drodze ewolucyjnej radiacji, kiedy jakiś gatunek zajmował liczne opuszczone nisze ekologiczne i szybko różnicował się dając początek nowym formom życia. Podręcznikowym przykładem takiej radiacji jest to, co nastąpiło na początku Kenozoiku, kiedy po wyginięciu wielu gatunków dominujących do tej pory gadów pojawiło się w stosunkowo krótkim czasie kilkanaście rzędów i setki gatunków ssaków. Paleobiolodzy uznali zatem, że katastrofy naturalne mogą być czynnikiem znacznie przyśpieszającym tempo ewolucji.

L. van Leyden, Lot i jego córka, Domena Publiczna, edycja Archeowiesci

W archeologii katastrofizm nie był powszechnie traktowany jako ogólna teoria wyjaśniająca zmiany w ludzkich społecznościach, ale same katastrofy naturalne (a zwłaszcza zmiany klimatu) stały się już od XIX wieku wygodnym sposobem tłumaczenia wszelkiego rodzaju zmian kulturowych: pojawiania się nowych modeli kultury materialnej, domniemanego regresu społecznego lub migracji. I tak przyczyną upadku kultury minojskiej miał być wybuch wulkanu, zmiany klimatu miały spowodować upadek cywilizacji Majów i doliny Indusu, a także upadek państwa akadyskiego i egipskiego Starego Państwa oraz kanibalizm w południowo-zachodniej części Ameryki Północnej. Nawet upadek Cesarstwa Rzymskiego bywał wyjaśniany jako konsekwencja epidemii chorób zakaźnych.

K. Brullov, Ostatnie dni Pompeii, Domena Publiczna, edycja Archeowiesci

Mimo ewidentnego zainteresowania katastrofami przez archeologów, na ogół są one traktowane jako zjawiska zdecydowanie negatywne, prowadzące do śmierci ludzi, rozkładu systemów społecznych i ekonomicznych, upadku państw i całych cywilizacji. Rzadko pojawiają się nieśmiałe próby potraktowania katastrof jako czynnika przyśpieszającego ewolucję kulturową w podobny sposób, jak wielkie wymierania prowadzą do radiacji ewolucyjnych wśród organizmów żywych. Jeśli jednak spojrzymy na gwałtowne zjawiska w środowisku naturalnym z tej perspektywy, łatwo dojdziemy do wniosku, że w stabilnym środowisku systemy społeczne i gospodarcze mogą ulegać z czasem stagnacji i wówczas dopiero destabilizacja staje się tym czynnikiem, który burząc dotychczasowy porządek uruchamia inwencję i otwiera drogę do wprowadzania w życie zupełnie nowych pomysłów.

Jedynym powszechnie akceptowanym przez archeologów przykładem takiego sposobu myślenia jest potraktowanie pojawienia się uprawy roślin i hodowli zwierząt na Bliskim Wschodzie jako konsekwencji głębokiej zmiany klimatu u schyłku plejstocenu i na początku holocenu — tej zmiany, która skutkowała zakończeniem ostatniego glacjału i znacznym podwyższeniem średniej temperatury na całej Ziemi. Archeolodzy spierają się od stu lat o konkretny przebieg tego procesu, ale raczej dla nikogo nie ulega wątpliwości, że to zmiana klimatu doprowadziła do pojawienia się dużych obszarów stepowych, na których coraz bardziej wyspecjalizowani łowcy-zbieracze mogli stopniowo zwiększać kontrolę nad roślinami i zwierzętami, w końcu stając się osiadłymi rolnikami.

J. Jacobsz de Wet, Sodoma i Gomora w ogniu, Domena Publiczna, edycja Archeowiesci

Również w przypadku innych katastrof naturalnych można postawić pytanie, na ile mniej lub bardziej gwałtowne pogorszenie się warunków środowiskowych umożliwiło porzucenie mniej efektywnych wzorców kulturowych i stworzenie nowych. Czy na przykład nowy model państwowości umożliwiający stworzenie ponadregionalnych imperiów, który pojawił się na Bliskim Wschodzie we wczesnej epoce żelaza i opierał na ściślejszej integracji osiadłych rolników i mobilnych pasterzy, był efektem zmiany klimatu, która nastąpiła w XII wieku p.n.e.? Albo czy pandemia dżumy w VI wieku n.e. była tym czynnikiem, który ostatecznie doprowadził do upadku Cesarstwa Rzymskiego i umożliwił utworzenie mniejszych, ale za to lepiej zintegrowanych państw wczesnośredniowiecznej Europy? Są to oczywiście pytania, na które nie da się łatwo odpowiedzieć, ale samo ich postawienie pokazuje, że katastrofizm powinien być traktowany przez archeologów poważniej niż ciekawostka historyczna lub łatwy sposób na ominięcie trudnych pytań.

Autor: Arkadiusz Sołtysiak

Więcej postów tego autora

Artykuł ten można bezpłatnie przedrukować, ze zdjęciami, z podaniem źródła

Okładka: T. Cole, Dzieje imperium: zniszczenie, Domena Publiczna, edycja Archeowiesci

Rozpowszechniaj

42 odpowiedzi na “Archeologiczny katastrofizm”

  1. Na problem upadku cesarstwa Rzymskiego należy spojrzeć trochę szerzej niż tylko z perspektywy pandemii dżumy, fakt można uznać ją za jeden z czynników ale należy pamiętać że problem był znacznie bardziej złożony a proces upadku przyspieszyła nie tylko dżuma ale i ataki barbarzyńców, czy kryzys władzy cesarskiej.

    1. Zgadzam się z panem odnośnie złożoności przyczyn upadków, lecz rola dżumy w upadku Cesarstwa Wschodniego jak i Zachodniego była dosyć duża. Wspomniana w artykule pandemia dżumy (Plaga Justyniana) znacząco przyczyniła się do rozpadu planów o odzyskaniu ziem zachodniego cesarstwa ale również mocno osłabiła państwo Justyniana co pozwoliło na jego upadek.
      Dżuma w Imperium Rzymskim przed podziałem również była sporym problemem (np. Zaraza Galena, która zabiła około 5 milionów ) który zdecydowanie przyspieszył jego upadek.

  2. Według mnie, przyczyną braku wielkich ewolucji kulturowych wspomnianych w artykule w trakcie bądź po katastrofach naturalnych spowodowana była brakiem odpowiedniego poziomu cywilizacyjnego oraz technologicznego ówczesnych ludów. Obecnie cywilizacja dzięki technologii potrafi się znacznie zaadaptować (np. rozwój pracy i nauki zdalnej podczas pandemii).

  3. Ujęcie katastrof naturalnych jak i stworzonych przez człowieka, ich skutków oraz sposobów zapobiegania nim jest bardzo zaniedbane w powszechnych mediach oraz nauce historii w szkołach. A szkoda, ponieważ dzięki katastrofom człowiek docenia postęp jaki cywilizacja osiągnęła (np. epidemie dżumy i innych chorób zakaźnych które pustoszyły wczesne cywilizacje są obecnie dużo mniej śmiertelne).

    1. Owszem, w dzisiejszych czasach nie spotykamy już epidemii chorób, które wcześniej pustoszyły ludzkość, tak jak wspomniana dżuma. Niemniej, należy pamiętać, iż mimo wspomnianego postępu cywilizacyjnego ogromne plagi wciąż istnieją. W ubiegły wieku była to grypa hiszpanka, a obecnie mamy do czynienia z pandemią COVIDu. Niestety rozwój ludzkości nie stanowi remedium na powszechność epidemii, w związku z czym trzeba ciągle być przygotowanym na ewentualne wystąpienie wszelakich pandemii w przyszłości. Liczę na to, iż aktualna pandemia wydatnie wpłynie na ludzką świadomość dotyczącą zagrożenia epidemicznego.

      1. Oczywiście zgadzam się z tym, że rozwój ludzkości nie jest remedium na powszechność epidemii oraz nie niweluje całkowicie zagrożeń, jakie niosą ze sobą choroby. Uważam też, że to właśnie przez poziom rozwoju epidemie łatwo mogą przekształcić się w pandemie (w dzisiejszych czasach podróże odbywają się w krótszym czasie, w dogodniejszych warunkach oraz w innych celach, a także są dosyć przystępne cenowo). Jednak trzeba też uwzględnić rozwój medycyny i nauki. Dziś ludzie często są w stanie szybciej określić źródło problemu oraz wymyślić jakiś sposób na jego ograniczenie/ znaleźć lek niż za czasów takiego Justyniana.

    2. Zgadzam się z tym, jeszcze w poprzednich wiekach epidemie powodowały masowe wymieranie ludzi i dużo fal chorób. Rozwój technologiczny łatwo zobaczyć w naszej ostatniej pandemii koronawirusa, gdzie w ciągu roku znaleźliśmy sposoby leczenia, szczepionki. Dodatkowo choroby, które kiedyś siały spustoszenie, strach i były nieuleczalne są raczej mało strasznymi chorobami.

  4. Warto zwrócić uwagę na fakt, iż jeszcze przed stworzeniem teorii katastrofizmu przez Cuviera, wielu osiemnastowiecznych filozofów traktowało katastrofy naturalne jako wyraz działalności sprawiedliwego i dobrotliwego Boga, który dba o właściwy rozwój gatunku ludzkiego. Niemała liczba myślicieli tamtego okres w ten optymistyczny sposób argumentowała makabryczne w skutkach lizbońskie trzęsienie ziemi z 1755 roku. Niemniej, nie wszyscy zgadzali się z tym poglądem. Przykładem negatora optymistycznej wizji ingerencji Boga może być Wolter, który jako deista wyraźnie nie zgadzał się z tą koncepcją. W konsekwencji, trzęsienie ziemi z 1755 roku stało się wydarzeniem, które wydatnie wpłynęło na rozwój oświeceniowej filozofii i w zaskakujący sposób stanowiło oś dyskusji między różnymi wizjami rozumienia świata.

    1. Prawdę mówiąc dalej się znajdą osoby, które co złe to usprawiedliwiają działaniami Boga. Albo ludzie za bardzo zgrzeszyli, albo mają dostać nauczkę, albo sąd ostateczny. Wszelkiego rodzaju susze, głody a nawet czasami zjawiska atmosferyczne mają swoje podłoże u siły wyższej.

  5. Owszem, w dzisiejszych czasach nie spotykamy już epidemii chorób, które wcześniej pustoszyły ludzkość, tak jak wspomniana dżuma. Niemniej, należy pamiętać, iż mimo wspomnianego postępu cywilizacyjnego ogromne plagi wciąż istnieją. W ubiegły wieku była to grypa hiszpanka, a obecnie mamy do czynienia z pandemią COVIDu. Niestety rozwój ludzkości nie stanowi remedium na powszechność epidemii, w związku z czym trzeba ciągle być przygotowanym na ewentualne wystąpienie wszelakich pandemii w przyszłości. Liczę na to, iż aktualna pandemia wydatnie wpłynie na ludzką świadomość dotyczącą zagrożenia epidemicznego.

  6. Wspomniany w artykule Georges Cuvier jest niezwykle ciekawą postacią. O jego wpływie na rozwój nauki może świadczyć fakt, iż Francuz przyczynił się do rozwoju chociażby zoologii czy paleontologii. Niemniej, ciemniejsza strona biografii Cuviera przybliża nam jego rasistowską koncepcję trójpodziału ludzkości. Cóż, szkoda że katastrofizm swoimi ramionami nie objął także rasowych idei Cuviera…

    1. Mimo wszystko należy jednak pamiętać, że Cuvier żył na przełomie XVIII i XIX wieku, kiedy ten sposób myślenia zdecydowanie dominował. Co więcej, dyskryminowano także osoby tej samej rasy, które były przedstawicielami klasy niższej. Nie chcę usprawiedliwiać „ciemnej strony” Cuviera, jednakże należy na nią spojrzeć przez pryzmat ówczesnych czasów i popularnych wtedy poglądów.

  7. Według mnie dobrym przykładem epidemii, która przyczyniła się do postępu była epidemia Dżumy w Londynie w XVIIw. Londyn przed nią był pełen ubóstwa i bezrobocia. Po Wielkiej zarazie zmniejszyła się liczba mieszkańców miasta, a sytuacja ekonomiczna poprawiła się na tyle, że jest teraz stolicą całego UK.

  8. Upadek Cesarstwa Rzymskiego jest według mnie dobrym przykładem efektu domina. Epidemia powodujące upadek handlu, inflacje oraz wyludnienie przyczyniło się do łańcuszka klęsk w walkach zbrojnych. Spadek religijności oraz zachwianie społeczne to również kolejne rzeczy, które możemy przypisać do Zarazy Justyniana. Moim zdaniem epidemia nie jest bezpośrednim czynnikiem, który spowodował to wszystko a takim „zapalnikiem” do zachwiania społeczeństwa.

  9. Zmiany klimatyczne i katastrofy są na pewno powodem rozwoju cywilizacji w poprzednich wiekach jak i teraz. Zmiany w środowisku powodują jakiś przymus w pójściu na przód z technologią oraz rozwiązaniami, aby przetrwać. Na przykład w obecnej chwili ludzie mając problem z suszami szukają rozwiązania w postaci nowych technologii umożliwiających masowe nawadnianie pół. Drugim przykładem mogą być braki wody pitnej, to powoduje dążenie do wymyślenia jak wodę słoną zmienić na zdatną do picia.

    1. Taki rozwój, spowodowany konkretnymi zmianami lub katastrofami, wymaga dosyć gwałtownej i nierzadko dużej zmiany. Często też prowadzi do wyeliminowania tych grup, które nie potrafią się przystosować do nowej rzeczywistości lub tempo i zakres ich zmian są zbyt małe. Dlatego też katastrofy prowadzą do wzmocnienia społeczeństwa i chociaż to trochę okrutne ( w końcu wiele osób umiera z ich powodu), to jednak w pewnym stopniu służą ludzkości.

  10. Według mnie katastrofizm jak najbardziej ma sens, ponieważ drastyczne zmiany na Ziemii powodują selekcję naturalną. Słabsze organizmy, które nie potrafią się przystosować giną. Wiadomo, że z gatunkami jest podobnie. Masowe wymieranie gatunków przy katastrofach jest wynikiem ich braku możliwości do przystosowania się w nowym otoczeniu lub warunkach panujących na Ziemii. Te, które przetrwały w wyniku ewolucji doprowadzały do powstawania nowych gatunków.

    1. Dlaczego więc ratujemy niedźwiedzie polarne przed wyginięciem oraz chronimy siedliska goryli? Nie wszystkie drastyczne zmiany na ziemi mają dobre skutki, szczególnie patrząc krótkofalowo. Wyginięcie każdego gatunku powoduje potężne zachwianie łańcucha pokarmowego. Jasne, po czasie sytuacja się wyreguluje i gatunek wymarły zostanie zastąpiony innym, przystosowanym już do zastanych warunków, mimo to nawet w krótszej perspektywie wymarcie całego gatunku powoduje drastyczne zmiany, straty dla gospodarki oraz zachwianie fauny i flory, która jest w stanie być czynnikiem składowym upadku danej cywilizacji, lub też obecnie wielkiego kryzysu gospodarczego danego państwa.

      1. Podobne pytanie możemy postawić w odniesieniu do ludzi. Dlaczego ratujemy tych, którzy samodzielnie nie byliby w stanie przeżyć? Odpowiedź moim zdaniem jest dosyć prosta- bo możemy i powinniśmy. Dzisiejszy rozwój i postęp technologiczny są na tyle wysokie, że ludzie są w stanie ocalić wiele istnień. Co więcej, często zdają sobie sprawę z faktu, że to tryb życia, który prowadzimy, a także osiągnięcia technologiczne, z których korzystamy codziennie są w dużej mierze przyczyną tych problemów. Nie znaczy to niestety, że możemy je wszystkie rozwiązać.

      2. Co masz na myśli przez „dobre skutki”? Uważam, że myślenie krótkofalowe jest błędem. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć długoterminowych skutków takiego działania jak ratowanie niedźwiedzi polarnych i goryli. Być może ze względu na brak tych zwierząt na Ziemi powstały by inne gatunki mające ogromny wpływ na cały ekosystem. Jeśli mówimy tylko o człowieku to bardzo łatwo jest mi sobie wyobrazić nowy gatunek zwierzęcia hodowanego na ubój, które jest na przykład tysiąc razy bardziej opłacalne w hodowli od świni. Można więc narysować hipotetyczny związek przyczynowo skutkowy między pozwoleniem na śmierć niedźwiedzi, a zrewolucjonizowaniem przemysłu spożywczego.

        1. Jednakże, aby powstały „inne gatunki” w miejscu tych wymierających mogą minąć setki, jeżeli nie nawet tysiące lat. Obejmując ścisłą ochroną gatunki skrajnie zagrożone wyginięciem, niestety, ale nie jesteśmy w stanie ich w 100% ochronić. Możemy jednak spowolnić proces ich wymierania, przez co dany ekosystem będzie miał więcej czasu by „wypracować” nowy gatunek zapełniający powstającą dziurę w łańcuchu pokarmowym, którego nagłe zachwianie niesie ze sobą oczywiste zagrożenia.

    2. „Masowe wymieranie gatunków przy katastrofach jest wynikiem ich braku możliwości do przystosowania się w nowym otoczeniu lub warunkach panujących na Ziemi.” – Katastrofa polega właśnie na tym, że jest to drastyczna zmiana warunków. W tekście prof. Sołtysiaka jest mowa o erupcjach wulkanów, epidemiach dżumy. Jak zwierzę ma przystosować się do lejącej się po zboczu lawy? Nie na tym polega selekcja naturalna. Kataklizm może być kluczowym czynnikiem warunkującym czy dany gatunek przetrwa lub nie, ale sama katastrofa nie jest „selekcją naturalną”.

  11. Mam wrażenie, że katastrofa to pierwsze, co przychodzi do głowy, kiedy ludzie zastanawiają się, dlaczego doszło do wymarcia dowolnego gatunku, upadku świetności cywilizacji, czy temu podobnych. To, że już Georges Cuvier sformułował swoją tezę o katastrofizmie przed innymi teoriami, świadczy o tendencji ludzi do takiego myślenia. Może ze względu na popularność takich opinii, katastrofizm nie jest często brany na poważnie. Katastrofa nie jest odpowiedzią na wszystko, ale z pewnością trzeba brać ją pod uwagę w przypadku wyjaśnień wydarzeń historycznych.

    1. Wydaje mi się, że ludzie myślą w ten sposób gdyż jest on dosyć obrazowy. Dużo łatwiej jest wyobrazić sobie jakieś konkretne wydarzenie, często wyglądające bardzo efektownie (np. potężny wybuch wulkanu czy zderzenie asteroidy z Ziemią) niż skupić na długotrwałych, widocznych tak naprawdę dopiero po długim czasie zmianach. Ten drugi sposób jest trudniejszy do zauważenia i nie daje efektu „wow” w związku z czym nie budzi też takiego zainteresowania wśród społeczeństwa.

      1. Zgadzam się. Tendencja do tego typu myślenia jest bardzo wyraźnie widoczna. Znacznie łatwiej jest przełożyć odpowiedzialność na intensywne czynniki zewnętrzne, nie martwiąc się o faktyczne powody tragicznego wydarzenia historycznego. Używając takiego sposobu rozumowania ludzie uciekają od odpowiedzialności za własne działania. Przykładem tutaj może być wymyślanie mitów o potworach winnych zła np.: Mara nocna za niechciane ciąże, czy syrena za utopionych żeglarzy.

  12. Ciekawe dla mnie jest spojrzenie na katastrofy od ich pozytywnej strony. Ja, jak i zapewne większość ludzi, nigdy nie przyjmowałem takiego punktu widzenia. A faktycznie, w obliczu narastających trudności zarówno człowiek jak i natura wchodzą na wyżyny swoich możliwości przetrwania i rozwoju. Człowiek, któremu jest wygodnie i nic mu nie przeszkadza, raczej nie ruszy za zmianą, a na pewno liczba takich jednostek będzie zdecydowanie mniejsza. Mamy tego bezustannie przykłady na świecie, nawet sam rozwój technologii w celu zapobiegania katastrofom, które dotykają tysiące ludzi, rozpoczyna się dopiero po ich wydarzeniu. Chyba, że mają one miejsce cyklicznie, wtedy postęp jest regularny, jednak dopiero katastroficzne wydarzenia powodują jego przyspieszenie

    1. Zgadzam się z tą opinią. Człowiek, któremu żyje się dobrze ( to oczywiście określenie względne, które inaczej interpretowane było w różnych czasach i przez różne osoby), po prostu żyje i raczej rzadko sam z siebie dąży do czegoś nowego, gdyż zwyczajnie nie potrzebuje tych zmian. Natomiast przyparty do muru, nie ma wyboru. Musi coś wymyślić, aby przetrwać. Tak więc oczywiście katastrofy mają okrutne skutki (np. śmierć wielu osób), ale wpływają na ludzi też pozytywnie. Kto wie, na jakim poziomie rozwoju byliby teraz ludzie, gdyby nic im nigdy nie zagrażało. Z całą pewnością bylibyśmy daleko w tyle, w porównaniu do tego co ludzkość osiągnęła obecnie.

  13. Warto zwrócić uwagę na autorów wymienionych w artykule. Georges Cuvier był zoologiem i paleontologiem, Charles Lyell geologiem, Charles Darwin przyrodnikiem i geologiem, a jego współpracownik Alfred Wallace biologiem i biogeografem. To dobitnie wskazuje jak różne dziedziny przeplatają się i pomagają sobie wzajemnie w odpowiadaniu na dręczące pytania. Czasami archeologowie muszą sięgnąć do wiedzy z zupełnie niespodziewanych kierunków, żeby wyjaśnić przeszłe wydarzenia. Pokazuje to jak wszechstronnie muszą być oni zorientowani oraz jak trudno jest wykrystalizować jedną, najbardziej prawdopodobną tezę co do badanych wydarzeń. Może to być kolejnym powodem, dla którego teorie katastroficzne są tak popularne. Po prostu jest to jeden z prostszych sposobów wyjaśnienia , który w dodatku bywa bardzo chwytliwy wśród ludzi.

  14. W mojej opinii teoria katastrofizmu jak i zmian w wyniku długotrwałego działania niezbyt intensywnych czynników nie wykluczają się nawzajem. Katastrofy naturalne jak najbardziej wymuszają zmianę stylu życia i przyzwyczajeń zarówno ludzi jak i zwierząt, jednak to wcale nie znaczy, że zmiany te zachodzą tylko pod wpływem katastrof. Moim zdaniem katastrofy wymuszają szybsze zmiany celem przetrwania, jednak nie należy lekceważyć istoty powolnych, stopniowych zmian, które łatwo możemy zaobserwować dzięki paleontologii, geologii i żywym skamieniałością.

  15. W kontekście upadku cesarstwa Rzymskiego zmiany klimatu i spowodowana nimi dżuma moim zdaniem jest dużym uproszczeniem klęski imperium. Zgadzam się z tym, że choroba niewątpliwie miała duży wpływ na problemy imperium, jednak problemy te pojawiły się już wcześniej niż choroba. Cesarstwo nie upadło z dnia na dzień, a był to cały proces, który odpowiednio wcześnie zauważony można było zatrzymać. Należy brać też pod uwagę intensywne walki wewnętrzne, podział cesarstwa, inwazje obcych plemion, spory religijne czy chociażby fakt, że żołnierze wracający do rodzinnych stron często stawali się żebrakami z powodu kryzysu ekonomicznego.

  16. Zmiany klimatyczne nie tylko wpływały na zwyczaje czy styl życia jak np ewolucja agrarna ale i na religie. Wraz z narodzeniem się osiadłego stylu życia pojawiły się bóstwa opiekuńcze „specjalizujące się” w kwestiach uprawy roli i urodzajnych plonów jak Demeter czy Silvanus. Czczenie plonów odbywa się praktycznie w każdej kulturze na świecie jak słowiańskie dożynki czy robigalia. Warto moim zdaniem zwrócić uwagę jak religia zmieniała się pod wpływem zmian klimatycznych. Kiedy plony przestawały być urodzajne zazwyczaj zaprzestawano czczenia starych bóstw i szukano nowych z nadzieją, że nowe bóstwo okaże się zbawienne dla trudnego życia codziennego w czasie trwania zmian.

    1. Jednakże warto pamiętać, że w sytuacji nieurodzaju przede wszystkim usprawiedliwiano go gniewem bogów, co nie jest jednoznaczne z natychmiastowym odwróceniem się od wiary i rozpoczęciem wiary w inne, „lepsze” bóstwa. Aby taka zmiana nadeszła musi minąć przynajmniej kilkadziesiąt lat. Warto też mieć na uwadze, że po latach nieurodzaju zawsze przychodzą bardziej owocne lata, co sprawia, że zmiana wierzeń jest jednak mimo wszystko dość mozolnym procesem.

  17. Zmiany klimatyczne nie zawsze są jednoznacznie złe. Wymuszają rozwój, który potrafi być bardzo brutalny w konsekwencjach. W dzikiej przyrodzie zazwyczaj jest to mechanizm „zaadaptuj się lub giń”. W kontekście ludzkości zmiany klimatu przynoszą nie tylko rozwój ale i weryfikację wraz modernizacją dotychczasowego stylu życia czy poglądu na świat. Warto jednak zwrócić uwagę, że zmiany klimatyczne niosą za sobą katastrofy. Żyjemy obecnie w czasach zmian klimatycznych. Ocieplenie klimatu sprawia, że topnieje wieczna zmarzlina, co prowadzi do podniesienia się poziomu wód na całym świecie. Będzie to skutkowało w przyszłości powodziami na szeroką skale. Wiele miejsc na świecie jak Wenecja już boryka się z regularnymi powodziami.

  18. Analogiczna sytuacja jak w przypadku cesarstwa rzymskiego miała miejsce z cywilizacją majów, zmiana klimatu bowiem wpłynęła w pewien sposób na jej upadek, jednak nie można zapomnieć o innych czynnikach takich jak wojny prowadzone na zasadzie taktyki spalonej ziemi czy mocno eksploatującą glebę polityka rolna.

    1. Zgadzam się z panem odnośnie cywilizacji Majów. Zbytnia zależność od jednego rodzaju rośliny uprawnej – kukurydzy, znacznie przyczyniła się do wyjałowienia gleby z azotu a co za tym idzie pogłębiający się problem spadających plonów co ostatecznie przyczyniło się do znacznego wymarcia tej cywilizacji.

  19. Moim zdaniem, teoria katastrofizmu ma rację bytu i zdecydowanie nie powinna być traktowana jako tylko ciekawostka. Nagłe zmiany w środowisku powodują selekcje naturalną, a co za tym słabsze organizmy/gatunki wymierają i zostają zastąpione nowymi. Wynika to z nieprzystosowania ich do nowych uwarunkowań panujących na Ziemii.

    1. Uważam z drugiej strony, że katastrofy nie muszą być bezpośrednią przyczyną klęski czy wymarcia danego gatunku czy cywilizacji. Może być jedynie „ rozrusznikiem „ i nieść za sobą konsekwencje takie jak wyludnienia czy niepowodzenia w walkach zbrojnych, które dopiero będą tą „ bezpośrednią przyczyną”.

  20. Również podobną zależność tak jak w przytoczonych zarówno przeze mnie jak jak i w artykule przykładach zaobserwować można także w przypadku upadku cywilizacji/kultury minojskiej. Jednak tu zaobserwować można większą zależność między wystąpieniem katastrofy naturalnej a ostatecznym upadkiem cywilizacji, bowiem wybuch wulkanu na wyspie Thera i trzęsienia ziemi spowodowały znaczne osłabienie wyspy, która później stała się łatwym celem podboju dla Mykeńczyków

  21. Mam wrażenie, że wielu komentujących błędnie – w mojej opinii – łączy katastrofizm z uniformitarianizmem (dostrzegła to w swoim wpisie Yelyzaveta Kochurova). Jeśli czynnikiem zmiany jest katastrofa, a jej brak prowadzi do stagnacji, to jest to pogląd sprzeczny z twierdzeniem, że zmiana jest powodowana przez długotrwałą presję zewnętrzną. Jeśli zmiana zachodzi dzięki presji zewnętrznej, to katastrofa jest anomalią, jeśli zmiana zachodzi przez katastrofę, to długotrwałe oddziaływanie czynników zewnętrznych nie występuje lub jest nieistotne.
    Podobnie jest z następowaniem po sobie gatunków, cywilizacji, państw czy wierzeń. Wiele osób wypowiadających się powyżej zakłada, że to co nastąpiło po tym co zostało zastąpione jest „lepsze”, a taki pogląd nie ma – jak sądzę – żadnych obiektywnych podstaw. To zawsze subiektywna ocena. Można powiedzieć – tylko i aż, że to co nastało jest lepiej przystosowane do aktualnych warunków. Ciężko przecież stwierdzić, czy państwa powstałe na gruzach Zachodniego Cesarstwa były „lepsze” od tegoż. Nie możemy obiektywnie ustalić, czy powstanie Imperium Arabskiego – w czym zapewne pomogła dżuma – było wydarzeniem pozytywnym czy nie.
    Myślę, że katastrofa nie daje możliwości przystosowania się, pozwala jedynie zwyciężyć tym, którzy już są gotowi do życia w nowych realiach. Jeśli np. uznamy, że dżuma była zabójcza dla „miejskiej” cywilizacji Rzymu (to dywagacja na potrzeby dyskusji), to żyjący w „wiejskiej” cywilizacji Germanie, czy koczowniczy Arabowie mieli przewagę „na starcie”, nie musieli się przystosowywać. Katastrofa to oczywiście czynnik zmiany, nie można jej jednak wartościować, czy postrzegać jako zdeterminowanego „marszu” w konkretnym kierunku.

    1. Podsumowując ciąg moich poprzednich wypowiedzi o wpływie katastrof na upadki różnych cywilizacji chciałbym zauważyć że nie można stwierdzić że katastrofy były jedynym katalizatorem zmian społecznych, oczywiście odegrały w tym procesie swoją dosyć istotną rolę lecz, raz większą raz mniejszą w zależności od omawianej cywilizacji jednak nie możemy zapominać o innych czynnikach które przesądzały o ich upadkach lub były powodem znaczących zmian społecznych.

  22. Teoria katastrofizmu ma bardzo dużo sensu. Zmiany w środowisku sieją spustoszenie wśród wielu gatunków, ale są czynnikiem rozwoju dla ludzkości. Ludzie mają niesamowite umiejętności przystosowywania się do zmian pomimo przeciwności i wymierania dużych ich społeczności (np. z powodu pandemii)

  23. Wielka szkoda, że przez tysiące lat katastrofy naturalne i epidemie były uznawane za „gniew bogów” spowodowany grzechami ludzi. Są ludzie, którzy nadal tak sądzą. Gdyby nie takie podejście może ludzkość lepiej nauczyłaby się walczyć ze skutkami katastrof i pandemiami?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *