Tajemnice jaskini Koziarnia. Część pierwsza – burzliwe losy jaskini

W tej jaskini byli neandertalczycy, sala taneczna i kręgielnia. Kiedyś na zmianę żyli w niej ludzie i niedźwiedzie jaskiniowe. Innym razem znajdowała się tam zagroda dla zwierząt. Stąd nazwa – Koziarnia… 

Widok otworu wejściowego do jaskini Koziarnia © M. Bogacki, na licencji CC BY-NC-SA 4.0
Widok otworu wejściowego do jaskini Koziarnia
© M. Bogacki, na licencji CC BY-NC-SA 4.0

Pamiętam, jak w wieku kilkunastu lat stoję przed ogromnym zakratowanym otworem wejściowym, chroniącym tajemnice jaskini Koziarnia. Pamiętam tę myśl: „chciałabym tu kiedyś prowadzić wykopaliska”. Zaciągnęłam tam mamę i brata. Szliśmy dnem Doliny Sąspowskiej. Za obserwatorium sejsmologicznym zaproponowałam, abyśmy skręcili w ciemny wilgotny wąwóz. Po kilkudziesięciu metrach wysoko na stoku zamajaczył nam ciemny kształt. Sprzed kraty niewiele można było dostrzec, ale wyobraźnia sama podsuwała młodej fascynatce archeologii obrazy:

Grupa łowców w skórzanych strojach zakrada się z pochodniami i oszczepem, aby sprawdzić, czy jest bezpiecznie, czy w końcu korytarza nie śpi czasem niedźwiedź. Zmęczony malec uwiesił się nogawki matki. Głośno pociąga nosem i pochlipuje. Chudy podrostek z trudem wspina się po stromym stoku, dźwigając ciężkie tobołki. Jaskinia jest pusta. Można wejść. Wreszcie palenisko. Miły zapach pieczonego mięsa.

Gdy stałam tak w wejściu i przyciskałam twarz do krat, miałam wrażenie, że z ciemności zaraz wyjdzie któraś z tych postaci i wpuści mnie do środka.

Jaskinia Koziarnia

Jaskinia Koziarnia – jedno z bardziej znanych jaskiniowych stanowisk archeologicznych w Polsce. Głównie za sprawą badań prowadzonych przez Profesora Waldemara Chmielewskiego pod koniec lat pięćdziesiątych i na początku sześćdziesiątych XX wieku. Ale stanowisko znane było już wcześniej – od czasu, gdy pod koniec XIX wieku z jaskini zaczęto wydobywać na dużą skalę sedyment , a następnie sprzedawać go jako nawóz. Eksploatowana ziemia zawierała olbrzymie ilości kości zwierzęcych, głównie plejstoceńskich, a zatem pochodzących z tak zwanej epoki lodowcowej (sprzed ponad 20 tysięcy lat temu). Tymi kośćmi szybko zainteresował się niemiecki geolog i paleontolog Ferdynand Roemer, który wykładał wówczas na Uniwersytecie we Wrocławiu. Był 1879 rok. Roemer zdobył pieniądze na badania i zlecił przeprowadzenie wykopalisk. Jako paleontologa interesowały go głównie kości zwierzęce, ale szczęśliwie nie przeoczył też zabytków archeologicznych. Jeszcze w 1883 roku wydał książkę prezentującą najważniejsze znaleziska. Wśród nich to, które pobudziło 70 lat później wyobraźnię Profesora Chmielewskiego – dwustronnie obrobione ostrze krzemienne w kształcie liścia.

Krzemienne ostrze liściowate znalezione przez Roemera w jaskini Koziarnia. Rysunek pochodzi z publikacji autora z 1883 roku
Krzemienne ostrze liściowate znalezione przez Roemera w jaskini Koziarnia. Rysunek pochodzi z publikacji autora z 1883 roku, Domena Publiczna

Polowanie na niedźwiedzie

Profesor Chmielewski pod koniec lat pięćdziesiątych trafił na serię podobnych ostrzy w leżącej kilka kilometrów dalej Jaskini Nietoperzowej. W 1957 roku postanowił rozpocząć wykopaliska także w jaskini Koziarnia. Cel był prosty. Chciał sprawdzić, czy znajdzie w niej to, co w Jaskini Nietoperzowej, czyli ślady obozowiska sprzed około 40 tysięcy lat z ponad setką ostrzy, ich fragmentów i olbrzymim paleniskiem, położonym zaraz za wejściem. Profesor powiązał ostrza i palenisko z olbrzymią liczbą kości niedźwiedzi jaskiniowych i postawił hipotezę, że mamy w Jaskini Nietoperzowej ślady polowania na niedźwiedzie. Palenisko w wejściu miało wypłaszać zwierzęta. Ostrza, stanowiące zapewne groty oszczepów, służyć miały łowcom, czekającym przed wejściem na – wybiegające z zadymionych korytarzy – niedźwiedzie. Obraz, jakże sugestywny, przedarł się do wyobraźni ogółu.

A zatem chodziło o sprawdzenie, czy w jaskini Koziarnia też praktykowano podobne łowy, czy tu również znajdą się setki ostrzy – tak zwanych ostrzy liściowatych. Dlaczego to takie ważne? Powód jest prosty. Pierwsze grupy ludzi współczesnych wchodzą nieśmiało do Europy dokładnie w tym okresie: około 40 tysięcy lat temu. Europę zamieszkuje już jednak i to od kilkuset tysięcy lat neandertalczyk. A co najciekawsze ani neandertalczyk, ani człowiek współczesny nie posługiwali się ostrzami liściowatymi lub jakimikolwiek narzędziami choćby zbliżonymi do nich. Kto zatem przy pomocy tych ostrzy polował w Jaskini Nietoperzowej? Kto porzucił ostrze w jaskini Koziarnia? Jedni z ostatnich neandertalczyków, czy też jedni z pierwszych przybywających do Europy ludzi współczesnych?

Korytarz jaskini Koziarnia. Widok współczesny. Widoczne na zdjęciu nierówności stanowią pozostałości po niezasypanych wykopach Profesora W. Chmielewskiego © M. Bogacki, na licencji CC BY-NC-SA 4.0
Korytarz jaskini Koziarnia. Widok współczesny. Widoczne na zdjęciu nierówności stanowią pozostałości po niezasypanych wykopach Profesora W. Chmielewskiego
© M. Bogacki, na licencji CC BY-NC-SA 4.0

Najdłuższa nazwa kultury archeologicznej

Po badaniach w Jaskini Nietoperzowej Profesor Chmielewski opisał odkryte przez siebie zabytki należące do owych łowców i nadał znaleziskom odrębną nazwę archeologiczną – określił je mianem kultury jerzmanowickiej (Jaskinia Nietoperzowa leży we wsi Jerzmanowice). Był 1961 rok. Z czasem połączono te znaleziska z podobnymi spotykanymi w Niemczech i Belgii (tak zwane Ranisian), i w Wielkiej Brytanii (tak zwane Lincombian) i ukuto nazwę, która jest bodaj najdłuższą nazwą kultury archeologicznej: Lincombian-Ranisian-Jerzmanowician. (Powinniście posłuchać jak koledzy z Europy Zachodniej próbują to wymówić).

Nadal pozostawało pytanie, nienależące wcale do tych bagatelnych: kto jest twórcą tych zabytków? Ostrza wykonywane były na wydłużonych odłupkach, które my nazywamy profesjonalnie wiórami. Neandertalczycy bardzo rzadko produkowali takie wydłużone wióry, a jeszcze rzadziej przerabiali je na konkretne narzędzia. Może zatem to człowiek współczesny? Ten faktycznie niemal wszystkie swoje narzędzia wytwarzał na wydłużonych wiórach. Ten sposób obróbki krzemieni był bardziej efektywny. Ale ani na Bliskim Wschodzie, skąd przyszedł, ani później w Europe nie spotyka się ostrzy liściowatych czy form nawet zbliżonych do nich. Człowiek współczesny zasadniczo nie produkował narzędzi obrabianych dwustronnie. Co innego neandertalczyk. Ten, szczególnie w Europe Środkowej, opracował technikę dwustronnej obróbki (łupania) krzemieni tak, aby w efekcie powstawało narzędzie – a dokładnie nóż – o jednej ostrej krawędzi tnącej i ostrym wierzchołku. Wszystko świetnie leżało w ręku. Od takiego noża do ostrza droga niedaleka. Technika podobna. Może zatem on? Ale dlaczego używał do tego wiórów? Przecież technologia wiórowa to człowiek współczesny… i tak koło się zamyka.

Głowiło się nad tą zagadką wiele mądrych głów, a pytanie wciąż pozostawało bez odpowiedzi. Potrzebne były nowe stanowiska, nowe znaleziska, może kości ludzkie, może jakieś inne dowody. Wszystko po to aby rozwikłać tajemnice jaskini Koziarnia..

Zdjęcia z badań Profesora Chmielewskiego w jaskini Koziarnia (1958-1963) Zdjęcia ze zbiorów Archiwum Katedry Epok Kamienia Wydziału Archeologii Uniwersytetu Warszawskiego Domena publiczna
Zdjęcia z badań Profesora Chmielewskiego w jaskini Koziarnia (1958-1963)
Zdjęcia ze zbiorów Archiwum Katedry Epok Kamienia Wydziału Archeologii Uniwersytetu Warszawskiego
Domena publiczna

Kręgielnia i podest do tańca

Profesor Chmielewski kopał w jaskini Koziarnia przez pięć sezonów. Łącznie otworzył wykopy o powierzchni 120 metrów kwadratowych. Spodziewał się znaleźć wiele. Miał przecież ostrze odkryte przez Ferdynanda Roemera. Wiedział, że coś musi tam być. I nie znalazł nic. A na pewno nie to, czego szukał. Ani jednego ostrza. Ani jednego zabytku, który mógłby powiązać z kulturą jerzmanowicką. Po kilku latach badań nie był w stanie w końcowej publikacji wskazać warstwy, która mogłaby odpowiadać temu okresowi. Wprawdzie jedna z nich była wręcz czarna od węgli, ale nie znalazł tam ani jednego zabytku. Ostatecznie uznał, że to mogła być warstwa „jerzmanowicka” – przez analogię z wielkim paleniskiem z Jaskini Nietoperzowej. Jedynie w najniższych warstwach glin znalazł nieliczne zabytki, które można było wiązać z wcześniejszym okresem: klasyczne ślady obozowiska neandertalczyka z dwustronnie obrobionymi nożami, z odłupkami. Nie miałam sposobności nigdy porozmawiać z Profesorem Chmielewskim, ale myślę, że mógł być mocno zawiedzony jaskinią Koziarnia.

Skąd to niepowodzenie? Metodyka badań, którą stosował (opowiem o tym w innym artykule), jak na tamte czasy była dość precyzyjna. Przyczyna leżała jednak zapewne w historii samej jaskini. Na początku XX wieku właściciel hotelu o szumnej nazwie Szwajcaria położonego dokładnie po drugiej stronie wąwozu postanowił zagospodarować jaskinię na potrzeby gości i wybudował w niej kręgielnię, a po kilku latach w największej komorze, zaraz za wejściami, stworzył salę taneczną. Przed wejściem postawił ławki i mały kantorek.

Kręgielnia!? Podest do tańca!? O tak! Oba przedsięwzięcia wymagały wyrównania powierzchni namuliska (tak nazywamy osady jaskiniowe). Dopiero na podłoże, przygotowane w ten sposób, położono odpowiednie konstrukcje drewniane. Zachowały się pocztówki, na których widać fragment podestu tanecznego, ławki przed wejściem i kantorek. Czy takie prace mogły zaszkodzić, spytacie. Niestety tak. I to potężnie.

Pocztówki z początku XX wieku przedstawiające wejście do jaskini Koziarnia. Na zdjęciu po prawej stronie widoczny jest fragment podestu sali tanecznej, ławki i kantorek stojące na tarasie przed jaskinią. W tle widoczny budynek hotelu Szwajcaria Domena publiczna
Pocztówki z początku XX wieku przedstawiające wejście do jaskini Koziarnia. Na zdjęciu po prawej stronie widoczny jest fragment podestu sali tanecznej, ławki i kantorek stojące na tarasie przed jaskinią. W tle widoczny budynek hotelu Szwajcaria
Domena publiczna

Dalsze losy jakini Koziarnia

Tak się składa, że ludzie w pradziejach, podobnie jak nasz właściciel hotelu, naturalnie koncentrowali swoją aktywność w strefie blisko wejścia do jaskiń. Gdyż tam trafia relatywnie najwięcej światła słonecznego. Dym z palenisk ma jak uciekać na zewnątrz, więc trudniej się zaczadzić. Jest też zauważalnie suszej i nieco cieplej niż w głębi jaskini. A sufit chroni w razie czego przed deszczem. Zatem podczas wykopalisk w jaskiniach skupiamy się na wejściu: wykopy zakładamy przed wejściem i zaraz za nim. Tam też znajdujemy zazwyczaj najwięcej zabytków.

W przypadku Koziarni całe osady komory głównej zostały zniszczone na początku XX wieku. Pierwsze ślady nieprzemieszanych warstw Profesor Chmielewski uchwycił dopiero w końcowej części komory – około 20 metrów od wejścia – w strefie już niemal całkowicie ciemnej. Szanse na znalezienie w tym miejscu zabytków były już niewielkie. Na tarasie przed wejściem do jaskini Profesor natrafił na osady o wiele młodsze niż te, których szukał. Najstarsze warstwy miały najwyżej 20 tysięcy lat, te starsze najpewniej spłynęły już wcześniej w dół wąwozu. Roemer miał zatem szczęście. Prowadził prace w Koziarni zanim osady w komorze głównej zostały zniszczone. Stąd zapewne pochodzi znalezione przez niego ostrze. Profesor Chmielewski wszedł zatem ze swoimi badaniami za późno. Tak się niestety często zdarza w archeologii. Co ciekawe, na tym nie zakończyły się burzliwe losy jaskini Koziarnia.

Po badaniach Profesora Chmielewskiego do groty weszli geofizycy, ale bynajmniej nie po to, aby prowadzić badania archeologiczne. Na końcu jaskini umieścili sejsmograf. Budynek starego hotelu Szwajcaria przerobili na obserwatorium sejsmologiczne. Otwór wejściowy zasłonili grubą kratą i przez kilkadziesiąt lat prowadzili tu swoje prace pomiarowe.

A Koziarnia pozostała niezweryfikowanym stanowiskiem, na którym znaleziono w XIX wieku jedno ostrze liściowate. Aż do 2017 roku… kiedy wróciliśmy do badań w tej jaskini i postawiliśmy sobie te same pytania, co Profesor Chmielewski 60 lat wcześniej. O tym, co udało nam się ustalić, opowiem w kolejnej części tekstu.

 

Artykuł ten można bezpłatnie przedrukować, ze zdjęciami, z podaniem źródła.

 

Autor:

Małgorzata Kot – archeolog. Fascynuje ją świat neandertalczyków i ich relacje z denisowiańczykami i ludźmi współczesnymi. Prowadzi badania na zachodnich przedgórzach Tienszanu w Azji Centralnej. Bada też jaskinie Jury Krakowsko-Częstochowskiej, które kryją o wiele więcej ciekawych historii niż tylko tajemnice ostatnich neandertalczyków.

ReasearchGate

Więcej tekstów tej autorki

Tekst powstał w ramach dofinansowania projektu „From caves to public: A series of popular science articles published on the archeowieści.pl blog, showing a multidisciplinary approach in archaeology, based on the results of our researches in the Ojców Jura” z programu Inicjatywa Doskonałości – Uczelnia Badawcza. Badania jaskiń Doliny Sąspowskiej były finansowane przez Narodowe Centrum nauki w ramach projektu SONATA BIS 2016/22/E/HS3/00486.

Literatura: 

 

Redakcja: A.B.

Korekta Językowa: A.J.

Rozpowszechniaj

2 odpowiedzi na “Tajemnice jaskini Koziarnia. Część pierwsza – burzliwe losy jaskini”

  1. Czy dzisiaj można określić, że tak zdewastowana kontekstowo jaskinia była istotnie miejscem polowania na wybiegające niedźwiedzie, czy też raczej miejscem przeróbki tych upolowanych? Czy neandertalczykom nie łatwiej było zabijać śpiące niedźwiedzie w okresie zimy?

    1. Druga część tekstu będzie odpowiedzią na Pana pytanie. Uchylając rąbka tajemnicy- na niedźwiedzie jaskiniowe raczej nie polowano. Kości niedźwiedzi rzadko noszą ślady cięć czy obróbki. W Koziarnia nie mamy ani jednej takiej kości. A daty z kości niedźwiedzi rozjeżdżają się z datami z węgli nawet,
      gdy pochodzą z jednej warstwy, co świadczy o tym, że ludzie i niedźwiedzie użytkowali jaskinie w różnych okresach, starając się nie wchodzić sobie w drogę. Niedźwiedzie umierały w jaskiniach z przyczyn naturalnych w trakcie hibernacji. Hipotezę o wypędzeniu ich przy pomocy dymu raczej trzeba odłożyć na bok. Są oczywiście wyjątki i pewne świadectwa rytualnego traktowania kości niedźwiedzi, ale to wyjątki.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.