Świszczące pociski Rzymian

Ołowiane pociski do proc, które przeraźliwie świszczały w trakcie lotu, odkryli archeolodzy podczas wykopalisk na terenie grodu obronnego w Szkocji.

procarze

Procarze służący w rzymskich oddziałach pomocniczych na kolumnie Trajana

Wzgórzu Burnswark znajduje się kilka kilometrów na północ od Wału Hadriana, słynnej linii fortyfikacji, którą Rzymianie zbudowali, aby ochronić przed barbarzyńcami zajęte tereny Brytanii. Już wiele lat temu zauważono u podnóża tego wzniesienia pozostałości dwóch rzymskich obozów. Legioniści zbudowali je w II w. n.e., gdy cesarstwo próbowało przesunąć swą granicę bardziej na północ.

Obozy najpewniej osłaniały wojska uczestniczące w oblężeniu zbudowanej na wzgórzu celtyckiej warowni, choć parę dekad temu wysuniętą także hipotezę, że miejsce to było poligonem rzymskiej armii, na którym ćwiczyła szturmowanie umocnień. O walkach (bądź manewrach) świadczyły liczne pociski z proc i balist odkrywane na wzgórzu.

Niedawno szkockie stowarzyszenie historyczne Trimontium Trust podjęło największe od pół wieku wykopaliska w Burnswark, aby lepiej poznać historię wzgórza. W trakcie badań archeolodzy znaleźli m.in. kolejne kilkaset pocisków do proc i łącznie dysponują już pokaźnym zbiorem liczącym 700 sztuk.

Są wśród nich ważące 60 gramów pociski w kształcie cytryny oraz troszkę lżejsze – w kształcie żołędzi. Oba te typy badacze znali od dawna. Okazało się jednak, że około jedna piąta znalezionej amunicji jest jeszcze mniejsza i ma otwory o średnicy 5 mm i takiej samej głębokości. Takich pocisków badacze jeszcze nie widzieli.

Archeolog John Reid początkowo podejrzewał, że otwory były przeznaczone na truciznę. Taką hipotezę wysunięto bowiem w przypadku znalezionych w Grecji ceramicznych pocisków z otworami pochodzących z III-II w. p.n.e.

procarz

Procarz z Balearów. Rys. Johnny Shumate

Reid nie był jednak przekonany. Ważące czasami nawet mniej niż 20 gramów pociski z Burnswark miały małą szansę na przebicie skóry, a więc zastosowanie trucizny wydawało się mało sensowne. Na nowy trop naprowadził go brat, który jest rybakiem i zauważył że podobne otwory na ciężarkach do żyłek rybackich dają dość niemiły dla ucha świst.

Próbne strzelanie replikami pocisków potwierdziło, że w trakcie lotu świszczą dość głośno, podczas gdy normalne pociski do proc były niezwykle ciche. Zdaniem badaczy szum miał wpływać na psychikę ostrzeliwanych wojsk i zmuszać na przykład obrońców do chowania się za wałami, dzięki czemu atakujące oddziały były mniej narażone na ostrzał.

Eksperymenty ujawniły także, że procarz mógł miotać trzy-cztery małe pociski naraz, co w walce na krótki dystans mogło być bardziej efektywne niż jeden ciężki pocisk.

Proce nie robią wrażenia groźnej broni, ale to tylko pozory. W rzeczywistości były niezwykle niebezpieczne, a trafienie w głowę mogło łatwo zgruchotać kości czaszki. Specjaliści oceniają, że „żołądź” o wadze 50 gramów wysłany przez sprawnego miotacza miał niewiele mniejszą energię kinetyczną niż amunicja .44 Magnum, a więc jedne z najpotężniejszych pocisków używanych w krótkiej broni palnej.

Procarze wchodzili w skład oddziałów pomocniczych armii rzymskiej przez wiele wieków. Za najlepszych przedstawicieli tej formacji uchodzili mieszkańcy Balearów.

O pociskach z Brunswark napisał magazyn „Current Archaeology”. Pod tekstem jest plik z dźwiękiem świszczących pocisków. Wywiad Reida dla BBC, który również zaczyna się świstem starożytnej amunicji.

NędzaUjdzie w tłumieŚrednieDobreBardzo dobreRewelacja (Oddanych głosów: 12, średnia ocen: 5,75 na 6)
Loading...