Zamiast Krymu Zakaukazie

Na Krymie nie pracuje obecnie żadna polska misja archeologiczna. Zakazuje tego prawo międzynarodowe, gdyż półwysep posiada status terytorium okupowanego, zresztą – jak mówią archeolodzy – „nie pozwala na to zwykła ludzka przyzwoitość”. W efekcie punkt ciężkości zainteresowań naukowych przeniósł się na wschód: ku Gruzji i Armenii.

W tym roku mija czwarta rocznica rozpoczęcia przez Polaków regularnych badań archeologicznych na terenie Gruzji i Armenii. Obecnie w terenie działają cztery misje badawcze związane z Instytutem Archeologii Uniwersytetu Warszawskiego (IA UW) i Centrum Archeologii Śródziemnomorskiej (CAŚ) UW. Każde z przedsięwzięć posiada własną specyfikę, określoną przez kierownika badań oraz miejsce, w którym się ono odbywa. Badania prowadzone są od nadmorskich wykopalisk w Gonio koło kurortu Batumi w Gruzji – po prace w głębi lądu, wśród pół uprawnych kilkadziesiąt kilometrów od Erewania w Armenii.

Obecność polskich archeologów na Zakaukaziu zaczęła się trochę od przypadku, a trochę od wielkiej polityki. Można powiedzieć, że nasi naukowcy dokonali desantu na Zakaukazie ze wschodnich brzegów Morza Czarnego. Sprawcą całego zamieszania jest dr Radosław Karasiewicz-Szczypiorski z IA UW, naukowiec płynnie władający językiem rosyjskim, i któremu niestraszne zakaukaskie uczty trwające po pięć godzin. A tylko w czasie takich na pół formalnych spotkań z lokalnymi archeologami i decydentami można dopiąć sprawy na ostatni guzik, a czasem otworzyć nowe horyzonty badawcze.

Konikiem tego badacza jest obecność Rzymian na wschodnich krańcach świata śródziemnomorskiego, dlatego przez wiele lat prowadził intensywne badania na Krymie. Wśród jego najciekawszych odkryć można wymienić znalezienie w Bałakławie siedziby dowódcy garnizonu rzymskiego na Krymie sprzed ok. 1800 lat oraz łaźni legionistów.

– Charakterystyczne dla Rzymian było to, że w każdym miejscu, gdzie stacjonowało wojsko, wznoszono łaźnię. Można śmiało powiedzieć, że była to najczystsza armia świata. Podobne standardy higieniczne inne armie wprowadziły powszechnie dopiero w XX w. – komentuje dla PAP dr Karasiewicz-Szczypiorski.

Dlatego pierwsza polska misja, jaka ruszyła w Gruzji, rozpoczęła badania właśnie na terenie rzymskiego fortu w Gonio koło Batumi nad Morzem Czarnym. Był to najdalej wysunięty przyczółek Cesarstwa na jego północno-wschodnich rubieżach.

Pozostałe projekty, w które zaangażowali się Polacy, dotyczą nie tylko obecności Rzymian na Zakaukaziu, ale jeszcze starszych dziejów regionu.

Obecnie żadna polska misja archeologiczna nie pracuje na Krymie. – Zakazuje nam tego prawo międzynarodowe – Krym posiada status terytorium okupowanego – mówi dr Radosław Karasiewicz-Szczypiorski z Instytutu Archeologii (IA) UW w rozmowie z PAP. – Nie pozwala nam na to też zwykła ludzka przyzwoitość – dodaje prof. Wojciech Nowakowski, dyrektor IA UW. Siłą rzeczy punkt ciężkości badań naukowych przeniósł się nieco dalej na wschód.

Do intensyfikacji badań terenowych na Zakaukaziu przyczyniło się nie tylko zajęcie Krymu, ale i niestabilna sytuacja na Bliskim Wschodzie. Dlatego w projekty realizowane na tym terenie włączyło się Centrum Archeologii Śródziemnomorskiej UW, którego wiele misji pracowało dotychczas w Syrii, a jeszcze wcześniej – w Iraku.

W Gruzji i Armenii polscy naukowcy nie muszą zaczynać „od zera” – mogą kontynuować prace badawcze dotyczące zagadnień, nad którymi już wcześniej pracowali. W ten sposób wizja okresu grecko-rzymskiego w tym rejonie – w czasach, gdy najpierw dotarli tu greccy koloniści, następnie Aleksander Wielki, a potem rzymscy legioniści – układa się w wielkie, coraz bardziej kompletne puzzle.

Tekst pochodzi z serwisu Nauka w Polsce.

NędzaUjdzie w tłumieŚrednieDobreBardzo dobreRewelacja (Oddanych głosów: 3, średnia ocen: 4,67 na 6)
Loading...