Trochę zapomniane morskie wojny Greków

Książka Waldemara Pasiuta „Nie tylko pod Salaminą. Wojny morskie Hellady do 355 r. p.n.e.” to niezła próba pokazania polskiemu czytelnikowi dziejów klasycznej Grecji przez pryzmat walk toczonych na morzach. Wiele osób będzie zaskoczonych skalą i częstotliwością tych zmagań, gdyż poza bitwą pod Salaminą morskie starcia Greków rzadko goszczą w podręcznikach i ogólniejszych opracowaniach.

salamina

Prawda jest taka, że w starożytnej Grecji wojny morskie odgrywały co najmniej równie istotną rolę, co działania lądowe. Było to spowodowane oczywiście czynnikami geograficznymi. Morze było najsensowniejszym szlakiem transportowym na naszpikowanym wyspami Morzu Egejskim. Było też najlepszym sposobem na utrzymywanie stałych kontaktów z pobratymcami w Azji Mniejszej i w koloniach rozrzuconych po niemal całym basenie Morza Śródziemnego.

W efekcie tylko miasto-państwo mające silną flotę mogło czuć się bezpiecznie. Przewaga lądowa nie znaczyła wiele, jeśli wróg mógł nagle pojawić się w dowolnym miejscu wybrzeża albo morską blokadą prawie całkowicie sparaliżować handel. Trudno też było samymi wojskami lądowymi pokonać przeciwnika, który mógł uciec na wyspy, bądź schronić się za potężnymi murami i morzem sprowadzać żywność dla oblężonego miasta.

To już trzecia książka historyka Waldemara Pasiuta poświęcona morskim zmaganiom w starożytności. Pierwsze dwie opisywały działania floty Aleksandra Macedońskiego i wojny morskie w czasach hellenistycznych. Najnowsza opowiada zaś o walkach morskich w czasach klasycznych, gdy Grecja dzieliła się na dziesiątki małych państw. Z tego powodu na Morzu Egejskim niemal cały czas toczyła się jakaś wojna. Czasami były to zwykłe konflikty sąsiedzkie, czasami ogólnogreckie „wojny światowe”, w których walczono o dominację nad całą Helladą, a czasami desperacka obrona przed potężną Persją.

Autor postanowił zaprezentować tematykę w sposób przystępny, tak aby książka nie była trudna w odbiorze dla laików. By to osiągnąć oparł się głównie na relacjach antycznych historyków: Herodota, Tukidydesa, Ksenofonta, Diodora i innych, nie wchodząc w dyskusje z licznymi tezami współczesnych historyków. Dzięki temu książka bardziej przypomina opowieść niż pełną polemik i przypisów rozprawę naukową.

Jest to podejście dobre i złe zarazem. Z pewnością skrytykują je historycy i osoby obeznane z tematyką, które mogą narzekać, że nie znalazły w książce niczego nowego. Jednak dla tych, którzy stykają się z tą tematyką po raz pierwszy, takie rozwiązanie jest korzystne, gdyż znacznie upraszcza prezentowany materiał, a jednocześnie pozwala dzięki lekturze jednej książki poznać nie zawsze ze sobą zgodne relacje różnych antycznych autorów.

Wszystko to jednak nie oznacza, że książka jest łatwa w odbiorze. Z jednej strony winić za to należy samą tematykę. Antyczna Grecja to dziesiątki małych państw-miast, liczne wyspy, zatoki i miasteczka. Dodatkowo każde z walczących państw miało swoich władców, wodzów i polityków. Bohaterów i miejsc akcji jest więc mnóstwo, co zawsze utrudnia lekturę.

Dodatkowo wydawca nie zrobił wiele, aby ułatwić odbiór tej skomplikowanej materii. Mapy są nieliczne, a te które znajdziemy raczej nie prezentują wielkiej wartości. Na przykład umieszczona na początku książki mapa całej Hellady i basenu Morza Egejskiego jest bardzo mała i niemal potrzeba lupy, aby odczytać nazwy miast i wysp. W dodatku i tak brakuje tam wielu miejsc pojawiających się w książce. Lepszym rozwiązaniem byłoby dodawanie w różnych miejscach map dokładniej pokazujących tereny, na których działy się opisywane w danym fragmencie wydarzenia. Być może jednak wydawca nie mógł sobie pozwolić na taką inwestycję w książkę.

Szwankuje też troszkę sam tekst. Autor co prawda pisze przystępnym językiem, ale czasami brakuje uporządkowania treści. Z pewnością bardzo pomogłoby wprowadzenie podrozdziałów pozwalających jaśniej podzielić opowieść. Na przykład autor jednocześnie opisuje działania dwóch tyranów: Pizystrata z Aten i Polikratesa z Samos. Wprowadza to pewien chaos i wymaga od czytelnika większego skupienia, tym bardziej, że imiona tyranów mogą się mylić przy nieuważnym czytaniu przez osobę, który styka się z nimi pierwszy raz. Zdecydowanie lepiej byłoby dla czytelnika, gdyby każdy z tyranów dostał swój podrozdział.

Dla osób zainteresowanych przeszłością książka z pewnością jest ciekawą pozycją, gdyż pozwala spojrzeć na klasyczną Grecję od trochę innej strony. Pokazuje chociażby, jak wielkie znaczenie dla losów egejskich państw miały morskie bitwy, w których czasami uczestniczyło nawet kilkadziesiąt tysięcy osób – żołnierzy, marynarzy i wioślarzy. Były to morskie batalie o ogromnej skali. Zgromadzenie takich flot było wielkim wyzwaniem dla europejskich krajów nawet w czasach nowożytnych.

Duże znaczenie w morskich zmaganiach greckich państw miały też rajdy niewielkich eskadr, nękających wroga łupieżczymi atakami na nadmorskie miejscowości. Takie działania niczym w zasadzie nie różniły się od pirackich napaści. Mocną stroną książki Waldemara Pasiuta jest właśnie to, że pokazuje nam też te wszystkie drobne akcje i wyprawy, które są pomijane w wielu opracowaniach. Tymczasem miały one znaczący wpływ na życie tysięcy mieszkańców klasycznej Grecji i stanowiły dla nich większe zagrożenie, niż dla nas współczesny terroryzm.

Autor: Waldemar Pasiut
Tytuł: „Nie tylko pod Salaminą. Wojny morskie Hellady do 355 r. p.n.e.”
Wymiary 160 × 230 mm
Liczba stron 336
Okładka twarda
ISBN 978-83-65310-53-8
Cena: 39,90 zł
Kup książkę w księgarni Tetraerica.pl!