Symonia, czyli gdzie jest granica między przekupstwem a pobożnością?

Wręczanie darów w celu otrzymania godności kościelnej – czyli symonia – było u schyłku starożytności rzeczą rozpowszechnioną – mówi znawczyni starożytności, prof. Ewa Wipszycka. Podkreśla ona jednak, że w świetle ówczesnych obyczajów zjawiska tego nie należy uważać zawsze za przejaw korupcji i zepsucia.

symonia

Opat dopuszczający się symonii. XII-wieczna rycina z Francji

W czasach średniowiecza symonia jako handel dobrami duchownymi – głównie urzędami biskupimi i odpustami – stała się jedną z kościelnych plag. Sprzyjała temu ówczesna sytuacja kleru – gdyż z władzą biskupa wiązały się liczne świeckie posiadłości i przywileje. Problem ten przyczynił się do wielkiego rozłamu w Kościele w XVI wieku i narodzin protestantyzmu.

Wszakże fenomen symonii – jak zauważa prof. Wipszycka, wybitna badaczka starożytności i wczesnego chrześcijaństwa – narodził się u kresu antyku – w pierwszych wiekach chrześcijaństwa.

Sama nazwa „symonia” pochodzi z Ewangelii – od Szymona Maga, który, według Dziejów Apostolskich (Dz 8, 9-25) chciał od świętych Piotra i Jana kupić władzę udzielania Ducha Świętego.

U schyłku starożytności – tłumaczy badaczka – niektórzy kandydaci na te urzędy wręczali dary pieniężne (lub inne materialne) po to, aby uzyskać stanowisko kościelne. Samo przyznawanie godności odbywało się poprzez akt liturgiczny, w czasie którego biskup kładł ręce na głowie wyświęcanego, przekazując mu w ten sposób dary Ducha Świętego.

O pojawieniu się symonii w początkach chrześcijaństwa świadczą zachowane do dziś dokumenty kościelne. Wyraźnie potępił symonię sobór chalcedoński w 451 roku jako bluźnierstwo i „brudną chęć zysku”. W dokumencie soborowym mowa o tym, że jeśli ktoś wyświęci za pieniądze nowego biskupa czy innego duchownego, to powinien być pozbawiony stanowiska.

Ze zjawiskiem wyświęcania ludzi za pieniądze próbował walczyć także św. Bazyli z Cezarei (329-379) i św. Jan Chryzostom (ok.350-407) patriarcha Konstantynopola. Z kolei nieco później papież Grzegorz Wielki (ok. 540-604) stwierdził, że biskupom nie wolno brać niczego w zamian za wyświęcanie.

Prof. Wipszycka zauważa jednak, że, choć moraliści chrześcijańscy potępiali symonię, to w praktyce ówczesne społeczeństwo późnego antyku często przymykało na nią oczy. Teksty antyczne wskazują, że zjawisko było rozpowszechnione. Z dokumentów wiemy np., że wspomniany św. Jan Chryzostom zdjął jednorazowo ze stanowisk pod zarzutem symonii aż 16 biskupów. Jednocześnie wszakże nie potraktował ich zbyt surowo, bo pozbawiając urzędu, pozostawił w stanie kapłańskim.

Badaczka kładzie nacisk na to, że – inaczej niż dziś – u schyłku starożytności składanie darów przez kandydatów do godności świeckich i duchownych było normą, a nie przejawem korupcji.

– Społeczeństwo starożytne było społeczeństwem daru. W starożytności elity wykładały pieniądze na miasto, fundowały np. szpitale, pomniki, fontanny. Każdy właściciel majątku dawał pieniądze na budowę kościołów – to była rzecz oczywista w tamtej rzeczywistości społecznej – podkreśla prof. Wipszycka.

Dlatego mamy dziś problem, jak wyznaczyć w antyku granicę między przekupstwem a pobożnością. – Nie można powiedzieć jednoznacznie, że symonia była wówczas złem. Rozumowano wówczas, że dary same w sobie nie są czymś złym – ważna jest ich intencja i to, kim jest darczyńca – jeśli spodziewano się, że będzie dobrym biskupem, to przymykano oczy na to, że swoje wyświęcenie opłacił darem. Podobnie było w średniowieczu – zaznacza historyk.

Jej zdaniem, w powszechnym odczuciu symonia stała się synonimem zepsucia dopiero wiele wieków później, zwłaszcza w okresie wystąpienia Marcina Lutra i soboru trydenckiego (1545-1563). – Kiedy dziś badamy czasy późnego antyku, musimy rozumieć, że tamto społeczeństwo wręcz „stało” na wręczaniu darów. Nie powinniśmy patrzeć ze wstrętem na symonię, bo niewiele zrozumiemy. Musimy się temu przyjrzeć, zobaczyć, dlaczego ci ludzie tak działali, zamiast ich tylko potępiać – konkluduje badaczka.

***

Podstawą artykułu jest wykład wygłoszony przez prof. Wipszycką podczas sesji na Uniwersytecie Warszawskim (20-21 listopada) poświęconej pamięci prof. Izy Bieżuńskiej–Małowist w 20. rocznicę jej śmierci.

Tekst pochodzi z serwisu Nauka w Polsce.

NędzaUjdzie w tłumieŚrednieDobreBardzo dobreRewelacja (Oddanych głosów: 6, średnia ocen: 5,17 na 6)
Loading...