Jak polskie odkrycie dało początek nowej dyscyplinie naukowej

W październiku 1964 roku nad średniowieczną katedrą w Faras w Sudanie można było pływać łódką. Dzięki staraniom polskich archeologów, udało się jednak ewakuować bezcenne malowidła, które niegdyś zdobiły jej wnętrza. Prawda jest taka, że naukowcy rozpoczynający wykopaliska byli przekonani, że natrafią na faraońską świątynię.

Faras

Fragment jednego z malowideł, które Polacy uratowali w Faras

W sobotę w Muzeum Narodowym w Warszawie podsumowano stan wiedzy na temat katedry w Faras oraz przypomniano historię odkrycia. Ogólnodostępna konferencja odbyła się z okazji półwiecza obecności nubijskich malowideł w Polsce. Prof. Bogdan Żurawski z Instytutu Kultur Śródziemnomorskich i Orientalnych PAN zaproponował jednocześnie, aby spotkanie zapoczątkowało coroczny cykl październikowych dyskusji w murach Muzeum Narodowego w Warszawie na temat starożytnej Nubii. Wśród wnioskowanych tematów na dyskusje w najbliższych latach wymienił ceramikę nubijską – to w Muzeum Narodowym w Warszawie znajduje się jedna z największych kolekcji tego typu zabytków na świecie. Kolejna konferencja miałaby dotyczyć szeroko pojętej tematyki konserwatorskiej, a następna – kwestiom epigraficznym.

Zabytki z Faras trafiły nad Wisłę dzięki zaangażowaniu polskich naukowców w akcję ratowania dziedzictwa, która poprzedziła na początku lat 60. XX wieku zalanie olbrzymiego obszaru w wyniku spiętrzenia Nilu, spowodowanego zbudowaniem Wielkiej Tamy Asuańskiej. Kierował nimi prof. Kazimierz Michałowski.

– W archeologii odkrycia to chleb powszedni. Każdy z nas rozpoczynając prace w terenie marzy o tym, by przyniosły wspaniale efekty. Niemniej rzeczą niezwykłą jest to, by jedno odkrycie archeologiczne było równocześnie sensacją naukową i stało się początkiem nowej dyscypliny naukowej. A tak właśnie stało się w przypadku odkryć z Faras, nazwanych przez prasę „cudem faraskim” – mówiła dr Teodozja Rzeuska, dyrektor Instytutu Kultur Śródziemnomorskich i Orientalnych PAN. Jak wyjaśniła dr Rzeuska, to właśnie badania Faras położyły podwaliny pod nubiologię. Nubia do tamtej pory traktowana była przez naukowców po macoszemu – jako skromny sąsiad znajdujący się w cieniu potężnej cywilizacji egipskiej. Badali ją początkowo głównie egiptolodzy i z tej perspektywy Nubia była postrzegana. – Dziś nubiologia cieszy się zasłużoną chwałą na równi ze swą siostrą egiptologią, a my dzięki odkryciom w Faras cieszymy się z posiadania jedynej w świecie, poza Sudanem, kolekcji malowideł faraskich – dodała.

W czasie konferencji uhonorowano postać dr. Stefana Jakobielskiego, epigrafika, nubiologa – jedynego żyjącego uczestnika kampanii w Faras. Naukowiec przybliżył również w czasie dwóch referatów znane i mniej znane fakty z badań w Faras. Przypomniał m.in. że kierujący wykopaliskami prof. Kazimierz Michałowski liczył, że w Faras odkryje świątynię faraońską, gdyż u podnóża komu (sztucznego wzgórza) znaleziono liczne bloki pokryte hieroglifami. Tym większe było jego zdziwienie, gdy ujrzał malowidła z wizerunkami chrześcijańskich świętych.

Okazuje się, że mimo półwiecza badań nad malowidłami z Faras, nadal kryją one przed naukowcami liczne zagadki. W kilku wystąpieniach zasygnalizowano postępy badawcze nad tymi dziełami sztuki. Zarówno Bożena Mierzejewska z Muzeum Narodowego w Warszawie i Dr Dobrochna Zielińska z Instytutu Archeologii UW zwróciły uwagę na to, że katedra w Faras funkcjonowała nieprzerwanie przez 700 lat. Dzięki temu możliwe są szczegółowe badania zmieniającej się ikonografii. Zdaniem Bożeny Mierzejewskiej katedra w Faras była dużą świątynią jak na warunki nubijskie – należała do kategorii kościołów metropolitarnych, biskupich, a więc ogólnodostępnych. Mogła pomieścić sporo wiernych. Jak zauważyła Mierzejewska, forma bazyliki z nawą poprzeczną na wysokości środkowego przęsła nadała wnętrzu kształt krzyża, a podział na nawy ułatwiał tradycyjny podział kongregacji według płci – kobiety i mężczyźni modlili się oddzielnie, czemu odpowiadały postaci świętych odwzorowane na malowidłach. Przykładowo w części kościoła z malowidłem ukazującym m.in. św. Annę ustawiały się kobiety.

Naukowcy wskazali na duże znaczenie inskrypcji przy interpretacji poszczególnych malowideł, przestrzeni liturgicznej, kalendarza liturgicznego czy wzorców pobożności. Na przykładzie malowidła przedstawiającego św. Annę z Faras (to jedno z najbardziej znanych malowideł z Faras) dr Magdalena Łaptaś z Instytutu Historii Sztuki UKSW unaoczniła trudności interpretacyjne malowideł, których zrozumienie warunkuje właściwe odczytanie towarzyszących im inskrypcji. Ale inskrypcja to nie wszystko – równie ważny jest kontekst malowidła, jego położenie względem innych wyobrażeń. A przy interpretacji istotne jest zawsze świeże spojrzenie i weryfikowanie dawnych ustaleń – wyjaśniała.

Natomiast prof. Adam Łajtar z Instytutu Archeologii UW poinformował, że wspólnie z dr. Grzegorzem Ochałą i we współpracy z dr. Stefanem Jakobielskim przygotowuje kompletną monografię zawierającą wszystkie inskrypcje odkryte w Faras – a tych jest około 700. Dotychczas opublikowano około połowę z nich, ale w rozproszonych wydawnictwach. Tom będzie zawierał zarówno napisy powstałe pierwotnie, czyli w momencie, gdy malowano postaci, jak również te wykonane przez wiernych w czasie modłów w katedrze – te ostatnie najczęściej wydrapywano.

Ślady po niszczącej działalności zwierząt, powstałe jeszcze w Sudanie – termitów czy os, jak i ludzi – okopcenia z lampek oliwnych wiernych gromadzących się katedrze, są do dziś widoczne w eksponowanych malowidłach. Jednak nie zagrażają ich bezpieczeństwu – o tym, że malowidła z Faras eksponowane w Muzeum Narodowym w Warszawie są w bardzo dobrym stanie, przekonywały konserwatorki – Agnieszka Kijowska i Katarzyna Rachuta-Wierniewska. Jednocześnie zaznaczyły, że należy stale prowadzić nadzór nad ich kondycją.

Prof. Adam Łukaszewicz z Instytutu Archeologii UW podsumowując obrady stwierdził, że nadeszła pora na „nową młodość Faras”, czyli dokończenie rozpoczętych badań.

– Historia badań nad malarstwem i epigrafiką z Faras to dzieje wielkich osiągnięć, ale i dzieje rozmaitych potknięć, roboczych hipotez, z których trzeba było się wycofywać – opowiadał prof. Łukaszewicz. – Faras pozostaje, mimo wielkiego znaczenia innych odkryć, największą przygodą polskiej archeologii, co w świadomości publicznej jest chyba za mało doceniane, a jest to coś na miarę Tutanchamona – stwierdził.

Konferencja „Malowidła z Faras – 50 lat w Polsce” odbyła się 10 października w Muzeum Narodowym w Warszawie.

Tekst pochodzi z serwisu Nauka w Polsce

NędzaUjdzie w tłumieŚrednieDobreBardzo dobreRewelacja (Oddanych głosów: 7, średnia ocen: 5,86 na 6)
Loading...