Gdy widok sępa sprawiał radość

Dla naszych przodków i wymarłych krewnych sylwetka sępa na niebie zwiastowała posiłek. Dziś ptakom tym grozi wymarcie, głównie z winy człowieka. Relacje ludzi i sępów, obejmujące ponad 2,5 mln lat ewolucyjnej historii, podsumowali naukowcy z Polski, Wielkiej Brytanii i Argentyny w piśmie „Anthrozoös”.

Sęp brunatny

Sęp brunatny w rezerwacie Moremi Game w Botswanie. Fot. MarnixR, Creative Commons

Nie są miłe jak pandy czy koale, ale nie mniej zasługują na ochronę: ze względu na ważną rolę, jaką pełnią w środowisku, i na historyczny dług, jaki zaciągnął wobec nich rodzaj Homo – zauważają w nowej publikacji prof. Frederico Morelli z Uniwersytetu Zielonogórskiego, Anna Maria Kubicka z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu, prof. Piotr Tryjanowski z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu i dr Emma Nelson z Uniwersytetu Liverpoolu (Wielka Brytania).

Sępy nie mają dziś dobrej opinii – zauważają naukowcy. W kreskówkach z automatu przypadają im role szwarccharakterów, a związane z nimi skojarzenia językowe (sępić, zlot sępów, uczta sępów itp.) są bez wyjątku niechlubne. Badania skamieniałości nie pozostawiają jednak złudzeń: nasi przodkowie i ich wymarli krewniacy interesowali się sępami co najmniej 2,5 mln lat temu. Widok kołującego po niebie sępa mógł być dla nich dosłownie elektryzujący – stanowił prehistoryczny odpowiednik sytuacji, w której strudzony kierowca widzi na horyzoncie szyld sieci barów szybkiej obsługi.

Istnieją teorie, według których nasi przodkowie ewoluowali jako padlinożercy. Było to w czasach, kiedy Homo dopiero uczył się polować, a panowanie nad ogniem wciąż było kwestią przyszłości. – Padlinę trzeba jednak znajdować, ale pod względem zmysłu węchu, w stosunku do innych gatunków jesteśmy wręcz upośledzeni. Mamy za to niezły wzrok i zdolność przemieszczania się na duże odległości – zauważa prof. Tryjanowski.

Dlatego nasi przodkowie z uwagą wypatrywali sępów, z bezpiecznego miejsca, nie ryzykując wędrówek po odkrytej sawannie i spotkań z drapieżnikami. – Interakcje pomiędzy ludźmi a sępami zaczęły się za czasów Homo erectus, który miał stosunkowo duży mózg, większą masę i był dobrze przystosowany do biegu. Miał też większe zapotrzebowanie na energię z tłuszczu i wysokowartościowe białko. Jednym z najlepszych źródeł mogła być padlina – mówi Anna Kubicka. – Na podstawie znalezisk paleoantropologicznych czy badań śladów na kościach możemy twierdzić, że nawet jeśli została częściowo zjedzona, to H. erectus i tak opłacało się wędrować w kierunku krążących na niebie ptaków, by zdobyć szpik bogaty w kalorie.

– Za hipotezą o padlinożerności dawnych Homo przemawiają odkrycia skamieniałych kości z nacięciami, których nie zostawiły zęby czy szpony zwierząt. Widać, że to ślady zostawione przez narzędzia – zauważa antropolog.

Autorzy publikacji przypominają, że później ludzie zaczęli na sępy również polować. Dowodem są kości tych ptaków, znajdowane na stanowiskach archeologicznych sprzed kilkudziesięciu tysięcy lat. Odkrycia w jaskiniach we Włoszech czy na Gibraltarze świadczą, że kości sępów używali choćby neandertalczycy (np. do robienia elementów oszczepów). Dawni ludzie jedli też mięso sępów i korzystali z ich piór.

Związane z sępami motywy są jak refren w sztuce starożytnego Sumeru, Egiptu i Asyrii, ale też Peru i Meksyku. – Mamy tu kawał historii człowieka, i w każdym momencie gdzieś się sęp przewija – zwraca uwagę Anna Kubicka.

Prof. Tryjanowski zauważa jednak, ta historyczna relacja Homo i sępów była bardzo jednostronna, i przynosiła korzyści jedynie człowiekowi. – To, co można dziś zrobić, żeby sępom odpłacić, jest ochrona – podkreśla.

Sprawa jest pilna, bo ptakom, które tak mocno zaznaczyły się w historii człowieka, grozi wymarcie. – Główną przyczyną problemu były leki stosowane u zwierząt hodowlanych (osobniki, które mimo leczenia padły, były zjadane przez sępy, dla których te środki farmaceutyczne okazywały się zabójcze – PAP), jak i restrykcje sanitarne nakazujące sprzątać padlinę, zwłaszcza w Hiszpanii czy Grecji. Kontrolowane wykładanie padliny jest oczywiście bez sensu; lepiej zostawić sytuację taką, jaka była przez wieki. Trzeba jednak znaleźć argumenty, które do tego przekonają ludzi. Cała unijna debata o ochronie sępów sprowadza się do kwestii restrykcyjnych przepisów sanitarnych – opowiada prof. Tryjanowski.

Zagrożenie jest powszechne, a sępy żyjące w Azji i Afryce już zostały dosłownie zdziesiątkowane. – W Indiach czy Hiszpanii w ciągu ostatniego ćwierćwiecza zniknęło aż 90 proc. populacji sępów – mówi profesor. – Cała nadzieja w programach ochrony, które w Hiszpanii dają już niezłe efekty. Pojawiły się też silne naciski, żeby nie używać określonych substancji chemicznych.

Jeśli nie chronimy sępów ze względu na pradziejowy sentyment, róbmy to z powodów praktycznych – sugerują autorzy publikacji. I przypominają, jak ważną rolę higieniczną pełnią te ptaki. Szybko i sprawnie likwidują padlinę, dzięki czemu nie roznoszą się bakterie i choroby. Rola sępów jest krytyczna zwłaszcza w krajach rozwijających się, położonych w tropikach, np. w Indiach, gdzie z sępami o padlinę konkurują inne zwierzęta. Jeśli tych pierwszych zabraknie, ich miejsce zajmą zdziczałe psy i szczury, które roznoszą wściekliznę i mogą stanowić zagrożenie dla zdrowia publicznego.

– To, czy sępy na świecie istnieją, czy nie, oznacza olbrzymią różnicę dla naturalnych ekosystemów trawiastych – mówi prof. Tryjanowski. – Istnieją co prawda inni padlinożercy, ale nikt nie dorównuje sępom pod względem adaptacji. Większość zwierząt padlinożercami nie jest przez cały czas, tylko nimi bywa, jak choćby nasz bielik. Nie są ani tak świetnymi wykrywaczami padliny w środowisku, ani tak doskonałymi czyścicielami.

Tekst pochodzi z serwisu Nauka w Polsce.

NędzaUjdzie w tłumieŚrednieDobreBardzo dobreRewelacja (Oddanych głosów: 11, średnia ocen: 5,45 na 6)
Loading...