Jak w Egipcie pozbywano się ofiar wielkiej zarazy

„Albowiem straszne boleści, wewnętrzny ogień gorączki, nieustanne wymioty, zapalenie oczu, gnicie nóg i innych członków ciała, ogólne osłabienie, które chód utrudnia, głuchota, oślepienie – to wszystko służyć powinno do umocnienia wiary.”

Tymi słowami św Cyprian, biskup Kartaginy zwracał się do chrześcijan, gdy w 252 r. n.e. straszliwa zaraza dotarła do miasta. Kartagina nie była jednak jedyną ofiarą epidemii. W latach 250-271 zabójcza choroba (prawdopodobnie ospa) przeszła przez całe imperium rzymskie. W samym Wiecznym Mieście w najgorszych okresach miało umierać ponad 5 tys. osób dziennie. Ofiarami zarazy padli nawet cesarze Hostylian i Klaudiusz II Gocki.

Cyprian w dziele „O śmiertelności” (De mortalitate) pisał, że jest to zapowiedziany koniec świata i pocieszał współwyznawców: „A że z naszych wielu umiera w czasie tej zarazy – toć znaczy, że wielu z więzienia świata na wolność się wydostaje. Bo śmiertelność ta tylko dla żydów i pogan i wrogów Chrystusowych zarazą jest, ale dla prawdziwych sług Bożych szczęśliwą podróżą. Z tego, że niesprawiedliwi i sprawiedliwi bez różnicy umierają, nie wynika bowiem, by śmierć ich jednaką była. Sprawiedliwych Bóg wtedy wzywa do ochłody, podczas gdy niesprawiedliwych oprawcy na męki porywają.”

Choć zaraza nie okazała się zapowiadanym końcem świata, to dzieło Cypriana przeszło do historii, a epidemia z połowy III w. n.e. jest nawet nazywana jego imieniem.

O tym, że pozostały po niej nie tylko historyczne relacje, przekonali się włoscy archeolodzy pracujący w egipskich Tebach (Luksorze).

Podczas badań prywatnego kompleksu grobowego na cmentarzysku el-Assasif, które leży dokładnie naprzeciwko Deir el-Bahari, naukowcy natrafili na ślady świadczące o zorganizowanym procesie szybkiego pozbywania się ciał.

Były to między innymi liczne szczątki ludzkie przykryte grubą warstwą wapna, którego w dawnych czasach używano jako środka odkażającego. Archeolodzy natrafili również na resztki stosu, na którym palono ciała zmarłych oraz trzy piece służące do wypalania wapna.

Leżąca w tym miejscu ceramika nie pozostawia wątpliwości, że znaleziska pochodzą właśnie z połowy III w. n.e., gdy w Imperium Romanum szalała zaraza Cypriana.

Zespół, którego pracami kieruje Francesco Tiradritti, pierwsze ślady tego wyjątkowego jak na egipskie warunki procederu znalazł już w 1997 r. Ich badania trwały jednak kilkanaście lat, a teraz archeolodzy zaprezentowali najnowsze ustalenia na łamach magazynu „Egyptian Archaeology”.

Badany kompleks grobowy, oznaczony przez egiptologów symbolem TT37, powstał już w VII w. p.n.e., jako miejsce spoczynku Harwy. Był on wysokim urzędnikiem najwyższej kapłanki Amona, księżniczki Amenirdis I z XXV dynastii. W kolejnych stuleciach miejsce było wykorzystywane do kolejnych pochówków, a inny urzędnik – Akhimenru – dodał do niego własny grobowiec (TT404).

Ostatnie pochówki pochodzą właśnie z czasów zarazy Cypriana. Później nikt już z kompleksu nie korzystał. Badacze sądzą, że miejsce porzucono, gdyż ulokowanie instalacji do masowego pozbywania się ciał ofiar zarazy przydało mu złej sławy.

Uderzające jest, że badając pozostałości z połowy III w. n.e. włoscy archeolodzy nie znaleźli żadnych śladów rytuałów pogrzebowych. W ocenie Tiradrittiego w obliczu zarazy starano się jak najszybciej pozbyć ciał i wszelkie reguły religijne po prostu ignorowano.

O najnowszej publikacji wyników badań grobowca Harwy napisał serwis Live Science.

Pełny tekst św Cypriana „O śmiertleności” znajdziecie Państwo na stronie www.ultramontes.pl skąd pochodzą cytaty użyte w powyższym materiale.

NędzaUjdzie w tłumieŚrednieDobreBardzo dobreRewelacja (Oddanych głosów: 14, średnia ocen: 5,71 na 6)
Loading...