O kurach i jastrzębnictwie we wczesnej Polsce

Mieszkańcy Wielkopolski już we wczesnym średniowieczu umieli hodować kury dla jajek. A na polowania wybierali się nie z sokołem, tylko z jastrzębiem – opowiada PAP dr hab. Daniel Makowiecki z Instytutu Archeologii Uniwersytetu Mikołaja Kopernika (IA UMK).

Jastrząb

Młody jastrząb. Fot. Krzych.w, Creative Commons

– Można powiedzieć, że pozyskiwanie jaj jest efektem ludzkich osiągnięć intelektualnych w zakresie hodowli zwierząt – mówi dr hab. Daniel Makowiecki z Laboratorium Rekonstrukcji Środowiska Naturalnego IA UMK. Taki wniosek płynie z badań prowadzonych w trzech osiedlach z wczesnego średniowiecza na terenie Wielkopolski: dawnego grodu i podgrodzia na Ostrowie Lednickim, osady w Dziekanowicach oraz grodu w Grzybowie.

– Proszę sobie wyobrazić tamte czasy. Skupiska grodowe zapełnione były ludźmi o wyższym statusie, dla których pracowali ludzie o statusie niższym. Wszystko musiało sprawnie funkcjonować, wszystkim trzeba było dostarczyć odpowiednią ilość pożywienia. I zawsze na czas – mówi archeozoolog. Trzymano świnie, które „świetnie nadawały się dla elit, bo dzięki wysokiej plenności zapewniały dużo soczystego oraz kalorycznego mięsa”. Masowo hodowano też kury, o których obecności świadczą badania przeprowadzone na kilku tysiącach szczątków ptasich przez prof. Makowieckiego oraz Teresę Tomek i Zbigniewa Bocheńskiego z Instytutu Systematyki i Ewolucji Zwierząt PAN w Krakowie.

Z całego dostępnego ptactwa ludność wymienionych osiedli najczęściej trzymała i jadała kury (ich szczątki stanowią 60-70 proc. wszystkich ptasich kości). – Dlaczego? Niewykluczone, że głównym powodem były jaja. Prawdopodobnie właśnie we wczesnym średniowieczu ludzie nauczyli się karmić i hodować nioski tak, by korzystać nie tylko z mięsa, ale i z jajek – tłumaczy prof. Makowiecki.

Dzika kura znosi jaja tylko w sezonie nieśnym, od ośmiu do kilkunastu w ciągu roku. Taki mechanizm zapewnia zachowanie gatunku, a jednocześnie nie przeciąża organizmu ptaka. Zbudowanie jajka wymaga bowiem od kury zgromadzenia ogromnej ilości białek i lipidów, a na wytworzenie skorupki – zapasu minerałów. W kurzych kościach sprzed stuleci ślady takich zapasów – związków wapnia i fosforu, świadczące o zwiększonej produkcji jaj – można dostrzec w kanałach szpikowych. – Nie są spotykane w szczątkach gęsi, za to często pojawiają się u kur – zauważa prof. Makowiecki, prowadzący wcześniej badania szczątków ptactwa z wykopalisk wczesnośredniowiecznych osiedli w Gdańsku i Kołobrzegu.

Na naszych terenach kury pojawiły się dość późno, ok. 750 lat p.n.e. – mówi archeozoolog. Na pewno były już tu obecne w czasach, gdy funkcjonowały grodziska typu biskupińskiego. Nie od razu jednak kura stała się ptakiem o dużym znaczeniu gospodarczym. Z początku nie miała nawet większego znaczenia w dostarczaniu mięsa, gdyż jako ptak sprowadzony na ziemie polskie była rzadko hodowana. Możliwe, że bardziej jako ptak ozdobny. Dopiero z czasem nasi przodkowie opanowali sztukę ich żywienia w takim stopniu, który pozwolił wydłużyć cykl nieśny. Mogli je karmić prosem, pszenicą, żytem.

Dopiero wraz z początkami państwa polskiego kury hodowano powszechnie. Trafiały na stoły ludzi możnych i uboższych. Dlatego też ich szczątki pojawiają się zarówno na stanowiskach archeologicznych o dużej randze społecznej, związanych z elitami, ale i w wioskach czy osadach służebnych. – Można jednak dostrzec pewne upodobania kulinarne: mięso młodszych kur częściej serwowano mieszkańcom grodu i wyspy. Na Ostrowie Lednickim, w obrębie grodu, znaleźliśmy więcej kur młodych, niż w przypadku Dziekanowic i Grzybowa – zauważa archeolog.

Badając wielkopolskie stanowiska naukowcy znaleźli też kości ptaków drapieżnych. Jak przypominają, wzmianki o takich ptakach pojawiają się w historycznych źródłach, np. u Galla Anonima w zapisie dotyczącym Bolesława Chrobrego: „Miał ptaszników z wielu dworów”.

– Historycy zawsze taktowali ten zapis jako informację o sokolnictwie. Ale to nie jest w pełni precyzyjne określenie – mówi prof. Makowiecki. – W materiałach z wykopalisk w grodach i ośrodkach grodowych nie znajdziemy szczątków sokołów, lecz przede wszystkim jastrzębi, co pozwala stwierdzić, że ówczesne „sokolnictwo” nie bazowało na sokołach, tylko na innym ptaku drapieżnym, tj. jastrzębiu.

Autorzy badań zastanawiali się, dlaczego w centrach państwa polskiego nie korzystano z sokołów – choć wiadomo, że były one popularne w państwie krzyżackim, czy na wczesnośredniowiecznych dworach Europy Zachodniej, m.in. w państwie Karola Wielkiego. – A wyjaśnienie jest proste – uważa archeozoolog. – W relacjach z tamtych czasów Polska pojawia się jako kraj lesisty, puszczański. W takim krajobrazie zdecydowanie lepiej sprawdzał się jastrząb, który poprzez technikę niskiego lotu i nagły atak dopadał ofiary na ziemi. Sokół zaś – nazywany ptakiem górnego lotu, chwytający ofiarę w powietrzu – był mniej przydatny. Niewykluczone też, że podobnie jak i dziś, był on rzadszym gatunkiem, niż jastrząb.

Aby doprecyzować relację Galla Anonima, mówiąc o czasach Mieszka I czy Bolesława Chrobrego lepiej jest używać określenia „jastrzębnictwo” – zauważa naukowiec. „Jastrzębnictwo” nie jest historycznym ewenementem. W literaturze angielskiej nawet dziś pojawia się określenie „falkonery” (sokolnictwo) i „hawking” (jastrzębnictwo).

Wyniki badań opublikowano w renomowanym czasopiśmie „International Journal of Osteoarchaeology”.

Tekst pochodzi z serwisu Nauka w Polsce.

NędzaUjdzie w tłumieŚrednieDobreBardzo dobreRewelacja (Oddanych głosów: 13, średnia ocen: 5,62 na 6)
Loading...