To jest moje rozumienie starożytnego Egiptu. Rozmowa z prof. Andrzejem Niwińskim o jego powieści „Hieny i lotosy”

Chciałem, by atmosferą przypominała Trylogię Henryka Sienkiewicza, a zwłaszcza „Potop”, który uwielbiałem, gdy byłem młody – mówi o swojej książce „Hieny i lotosy” egiptolog prof. Andrzej Niwiński.

Skąd pomysł, by napisać powieść?

Trochę „zawinił” mój były student, pan Andrzej Pilipiuk, który w 2004 r. po przeczytaniu kilku moich książek popularnonaukowych zasugerował bym spróbował napisać powieść. Nie potraktowałem tego poważnie. Uznałem jedynie za komplement.

Hieny i Lotosy 3

W 2009 r. pojechałem z żoną do Nowej Zelandii, by odwiedzić córkę i wnuki. Moja żona, która doskonale wie, że nawet w weekend nie potrafię oderwać się od pracy, zakazała mi zabierać na ten wyjazd jakiekolwiek zajęcia naukowe. Zastosowałem się.

Okazało się jednak, że gdy po kolacji wnuki szły spać, zaczynałem się nudzić. Szukając zajęcia przypomniałem sobie sugestię pana Pilipiuka. Kupiłem zeszyt i zacząłem planować, jak taka powieść mogłaby wyglądać. Gdy zobaczyłem, że zaczyna się to układać w całość, zacząłem pisać poszczególne sceny.

Można powiedzieć, że książka powstała na czterech kontynentach. Kontynuowałem bowiem pisanie w Azji podczas podróży powrotnej do Polski, w kraju, a także w trakcie pobytu w Egipcie. Skończyłem na początku 2011 r. i dałem do recenzji moim znajomym, a także „winowajcy”, panu Pilipiukowi. Po wprowadzeniu wielu sugerowanych zmian i poprawkach redaktora językowego na początku 2012 r. książka była gotowa.

A dlaczego egiptolog w ogóle pisze powieść?

W moim rozumieniu egiptolodzy, podobnie jak wszyscy naukowcy, to pas transmisyjny, który przekazuje uzyskaną wiedzę tym, którzy jej nie mają.

Gdy napiszę artykuł naukowy to przeczyta go jakieś 100 osób. Książkę popularnonaukową – ze dwa tysiące. Pomyślałem sobie, że jak napiszę książkę, w której będzie wartka akcja i romans, to wtedy trafi ona do szerszej grupy czytelników i przy okazji coś o starożytnym Egipcie zostanie im w głowach. Chciałem, by atmosferą przypominała Trylogię Henryka Sienkiewicza, a zwłaszcza „Potop”, który uwielbiałem, gdy byłem młody. Tak więc egiptolog pisze powieść, bo chce przekazać wiedzę o Egipcie w lekkiej formie.

Akcja „Hien i lotosów” dzieje się w tym samym czasie, co „Faraon” Bolesława Prusa. Pojawiają się nawet te same postaci, np. Herhor. Czy celowo chciał Pan nawiązać do powieści Prusa, czy też są inne powody tej zbieżności?

Pomysł ulokowania akcji w tym momencie dziejów Egiptu wynikał z tego, że całą naukową karierę poświęciłem właśnie temu okresowi. W dodatku moje wykopaliska mogą zakończyć się odkryciem grobu Herhora. A wszystko zaczęło się w 1973 r. i nie miało nic wspólnego z powieścią Prusa. Po prostu prof. Kazimierz Michałowski kazał mi opracować sarkofag z tego okresu i tak już zostało. Dopiero po jakimś czasie uświadomiłem sobie, że wchodzę w buty Prusa.

Jak dokładnie odtworzył Pan w „Hienach i lotosach” starożytny Egipt sprzed 3100 lat?

Całe tło kulturowe i historyczne powieści jest wierną rekonstrukcją tamtych czasów, będącą wynikiem 30 lat moich badań. To jest moje rozumienie starożytnego Egiptu. Gdybym pousuwał trochę dialogów i dodał przypisy, to mielibyśmy książkę naukową.

Tak więc czytelnik nie znajdzie w mojej książce stołu suto zastawionego przysmakami, bo Egipcjanie nie jedli przy stole. Nie stosuję europejskich miar długości, tylko te używane niegdyś nad Nilem. Egipcjanie nie znali pojęcia minuty, więc nigdzie w książce nie napisałem, że coś zdarzy się za kilka minut. Wszystkie pojawiające się w książce imiona istniały i były używane w tamtych czasach. Wszystkie nazwy są zgodne z zapisem hieroglificznym z tamtych czasów. Wplotłem też w „Hieny i lotosy” oryginalne teksty źródłowe z tego okresu (np. listy), czasami lekko je modyfikując.

Jednak często stawałem przed sytuacją braku źródeł. Wiadomo, że miała miejsce jakaś bitwa, ale niestety nie znamy jej przebiegu. Wtedy do głosu dochodziła moja wyobraźnia, ale funkcjonowała ona w oparciu o realia.

Na przykład u Prusa nie ma w ogóle łuczników, a procarze miotają ołowiane pociski. Tymczasem w rzeczywistości łucznicy stanowili ogromną część egipskiej armii, a procarze miotali kamyki. I ja się do tej wiedzy stosuję.

Miałem też problem z opisaniem ślubu. Wiemy jedynie, że jednym z elementów tej ceremonii było spisanie umowy dotyczącej aspektów ekonomicznych związku. Jest jednak oczywiste, że tak ważne wydarzenie musiało mieć w tamtym okresie jakieś usankcjonowanie religijne.

Skorzystałem też przy opisie ślubu z lokalnego folkloru. Wiele lat temu zauważyłem w Gurna [współczesna wioska niedaleko Ramesseum w Tebach Zachodnich – WP] obrzęd podczas którego panna młoda z innymi kobietami idzie na pobliskie wzgórze, po czym obchodzi je przy okrzykach towarzyszek. Mieszkańcy wioski mówili mi, że jest to lokalny zwyczaj. Możemy więc zakładać, że podobny istniał 3000 lat temu, gdyż 90 proc. Egipcjan to potomkowie starożytnych mieszkańców tych ziem. Dowodów na istnienie takiego zwyczaju oczywiście nie mam, ale traktuję to jako przesłankę i w książce nazywam to miejsce Wzgórzem Ślubnych Obrzędów. Tak więc są rzeczy wymyślone, ale starałem się by miały one jakąś podstawę. Nie ma w książce sytuacji nieprawdopodobnej.

Takich rzeczy zmyślonych jest jednak nie więcej niż 25 proc. Reszta jest mocno oparta na źródłach.

Kim są bohaterowie powieści?

Moja książka nie jest o faraonach, ale o zwykłych ludziach wplątanych w dramatyczne wydarzenia, które rozegrały się wówczas w południowym Egipcie. Główny bohater Suti-mes jest kapłanem niskiego szczebla i dopiero później zdobywa wysoką pozycję. To zresztą postać historyczna. Znamy jego tytuły, a sarkofag, w którym go pochowano można obejrzeć w paryskim Luwrze. Wiemy też jak nazywała się jego żona i syn. Oczywiście oboje pojawiają się w książce.

Czyli jak ktoś chce zobaczyć sarkofag głównego bohatera, to zapraszamy do Luwru. Gdzie jeszcze powinien udać się czytelnik wędrujący śladami bohaterów powieści?

W książce pojawia się chociażby kilka świątyń, których pozostałości można zwiedzić, np. Karnak i Luksor. Jeśli ktoś zechce, to zwiedzając Karnak z moją książką, może w jednym z rozdziałów przeczytać, jakie rytuały towarzyszyły przekraczaniu kolejnych bram świątyni.

Książkę można kupić bezpośrednio na stronie wydawnictwa Pro-Egipt.