Karpacka Troja, czyli o długich dziejach grodu w Trzcinicy

Od czerwca będzie można zwiedzać Skansen Archeologiczny Karpacka Troja w Trzcinicy. Skansenów otwiera się ostatnio w Polsce dużo i trwają prace nad kolejnymi. Trudno jednak o taki, który mógłby prezentować równie bogate dziedzictwo.

Fragment Skansenu Archeologicznego Karpacka Troja

Założyciele

Dzieje trzcinieckiego grodu zaczęły się już około 4100 lat temu, gdy grupa ludzi postanowiła osiedlić się na wzniesieniu górującym nad doliną rzeki Ropy niedaleko dzisiejszego Jasła. Miejsce to miało świetne walory obronne, gdyż z trzech stron chroniły je strome zbocza. Do tych naturalnych fortyfikacji przybysze dołożyli wał, który zbudowali po wypaleniu miejsca na osadę.

Fortyfikacja z belek układanych między głęboko wkopanymi w ziemię słupami miała 1,8-2,5 m szerokości i chroniła osadę w miejscach, gdzie natura dała najsłabszą osłonę. Główny budulcem była dębina. Trzcinicki gródek zajmował wówczas około 56-60 arów i był jednym z najstarszych tak silnie ufortyfikowanych grodów na naszych ziemiach.

Założyciele grodu należeli do grupy pleszowskiej kultury mierzanowickiej. Grupa ta rozwinęła się pod wpływem oddziaływań południowych na grupy ludności kultury ceramiki sznurowej ze schyłkowego neolitu. Te południowe wpływy są bardzo dobrze widoczne w Trzcinicy.

Gliniane figurki zwierząt z epoki brązu (grupa pleszowska i kultura Otomani-Füzesabony)

Pierwsi mieszkańcy Trzcinicy pozostawili po sobie około 30 tysięcy zabytków. Ogromna część tej liczby to oczywiście fragmenty ceramicznych naczyń i kości zwierząt, ale nie brak też zabytków dużo ciekawszych dla zwykłych ludzi.

Na pierwsze miejsce wybijają się tu gliniane figurki zwierząt dzikich i hodowlanych oraz gliniane koła miniaturowych wozów, które tworzą unikalny na naszych ziemiach zbiór plastyki figuralnej z tego okresu. Ma on za to liczne analogie w kulturach Kotliny Karpackiej. Nie da się jednoznacznie stwierdzić do czego służyły te figurki. Mogły pełnić rolę kultową, ale równie dobrze mogły być dziecięcymi zabawkami.

Głowa glinianego idola

Wśród znalezisk z tego okresu wyróżnia się też gliniana głowa idola z wielkimi uszami, która kojarzy się ze stylistyką plastyki figuralnej basenu Morza Śródziemnego. Przedmiot prawdopodobnie był importowany z terenu Bałkanów.

Wiemy, że ludzie grupy pleszowskiej hodowali świnie, bydło, kozy i owce, a także uprawiali pszenicę. Nie gardzili też dziczyzną. Najczęściej polowali na dziki i jelenie, ale ich łupem padały też tury, bobry, czy sarny. Zajmowali się też rybołówstwem, tkactwem i garncarstwem. Najpewniej używali wyrobów z brązu, ale archeolodzy znaleźli tylko jedną zausznicę.

Współczesnemu człowiekowi życie przedstawicieli grupy pleszowskiej może wydać się niezwykle prymitywne, ale w początkach epoki brązu była to jedna z najlepiej rozwiniętych społeczności na ziemiach polskich. Trzcinica jest zaś pierwszą osadą grupy pleszowskiej, której chronologię precyzyjnie określono metodą radiowęglową.

Przybysze z południa

Około 1650-1600 r. p.n.e. w osadzie doszło do znaczących zmian kulturowych. Ich sprawcami była ludność kultury Otomani-Füzesabony, która przybyła z południa i zdaniem badaczy w sposób pokojowy zasymilowała dotychczasowych mieszkańców. Nie ma bowiem żadnych śladów zbrojnego zajęcia osiedla, a jednocześnie widać wyraźnie kontynuację ideową wielu wyrobów ludności obu kultur.

Scena przemarszu grupy ludności kultury Otomani-Füzesabony przez bramę prowadzącą do grodu

Przybysze rozbudowali osadę i wzmocnili fortyfikacje. Za ich czasów gród osiągnął powierzchnię 2 ha.

Kultura Otomani-Füzesabony w początkach epoki brązu była łącznikiem między światem anatolijsko-bałkańskim, a obszarem Morza Bałtyckiego. Na terenie Słowacji, Węgier i Rumunii jej przedstawiciele budowali wielkie kompleksy osadnicze, rozwinęli metalurgię brązu i złota oraz handel dalekosiężny.

W Polsce najlepszym przykładem ich osadnictwa jest właśnie Trzcinica. Ludność Otomani-Füzesabony zostawiła w niej około 90 tys. zabytków. Do tych najciekawszych należą gliniane figurki zwierząt (m.in. baranów, dzika, krowy żubra konia, byka, krowy), przedstawienie kobiety z jedną piersią, elementy modeli wozów, zdobiona kościana sprzączka do uprzęży, a także paciorek z bursztynu. Wśród znalezisk z tego okresu jest też zdecydowanie więcej przedmiotów metalowych niż z wcześniejszego. Archeolodzy znaleźli wyroby brązowe: czekan, sztylet, szpile, dłuta, fragment siekiery, tarczkowatą naszywkę na ubranie i zausznice.

Intencjonalnie przełamana siekierka

Szczególnie intrygującym znaleziskiem była siekiera z podniesionymi brzegami przełamana intencjonalnie na pół. Jej dwie części leżały w odległości kilkudziesięciu centymetrów od siebie. Złożono je prawdopodobnie w jakichś pojemnikach z materiałów organicznych. Choć leżały niedaleko siebie, to obie części siekiery były w innym otoczeniu chemicznym i utleniły się na różne kolory, co doskonale widać na zdjęciu powyżej. Archeolodzy nie wykluczają, że części siekiery były otoczone czymś w rodzaju konstrukcji słupowej i miały prawdopodobnie charakter kultowy

Godny uwagi jest też wspomniany już czekan. Analogie dla niego można znaleźć na terytorium Węgier i Rumunii. Zdaniem badaczy był to nie tylko wyrób użytkowy. Czekan pełnił też prawdopodobnie ważne funkcje jako atrybut władzy.

Czekan z brązu

Wykopaliska i analizy specjalistów pozwoliły ustalić, że ludzie ci uprawiali różne rodzaje pszenicy, jęczmień i proso. W celach budowlanych używali przede wszystkim drewna dębu. Jedli te same dzikie i hodowlane zwierzęta co poprzednicy.

W osadzie działał też odlewnik. Archeologom udało się natrafić na jego dom. – Odkryliśmy tam ogromną ilość zabytków, m.in. nasiona zbóż, dyszę odlewniczą, skarb naczyń glinianych. Podłoga domu była wypalona najpewniej wskutek pożaru – opowiada Jan Gancarski, który przez wiele lat kierował wykopaliskami, a od 1998 r. jest dyrektorem Muzeum Podkarpackiego w Krośnie. Trzciniecki skansen należy do tej placówki.

Około 1350 r. p.n.e. osada opustoszała na bardzo długo z nieznanych powodów. Archeolodzy znaleźli co prawda ślady pożaru, ale nie znamy jego przyczyn. Warto wyobrazić sobie ten ogromny szmat czasu. W chwili opuszczenia trzcinickiego grodu w Grecji kwitła kultura mykeńska, w Anatolii żyli Hetyci, a miasto identyfikowane z tą prawdziwą, homerycką Troją, było jeszcze przez ponad wiek kwitnącym ośrodkiem. Setki lat po opuszczeniu grodu w Trzcinicy powstał Rzym, pojawiła się klasyczna kultura grecka oraz – na bardzo krótko, bo najpewniej tylko kilkadziesiąt lat – osada w Biskupinie. Później Rzym podbił cały rejon Morza Śródziemnego, pojawiło się chrześcijaństwo, a ze wschodu przybyli budzący grozę Hunowie. W końcu Cesarstwo Rzymskie rozpadło się i na jego gruzach powstały nowe państwa. Przez cały ten czas w miejscu dawnego grodu nic się nie działo. Dzięki temu doskonale zachowały się układy stratygraficzne i resztki obwarowań.

Słowianie

Dopiero w drugiej połowie VIII w. n.e., czyli po ponad dwóch tysiącach lat, w dolinie Ropy pojawili się ludzie, którzy uznali trzcinickie wzniesienie ze śladami dawnych fortyfikacji za świetne miejsce na gród. Dzięki datowaniu dendrochronologicznemu wiemy, że miało to miejsce w latach 770-780.

Rekonstrukcja wczesnośredniowiecznego obrzędu ciałopalenia

Zbudowany przez Słowian gród był dużo większy niż konstrukcje z epoki brązu. Nowi osadnicy wykorzystali dawne fortyfikacje (majdan i pierwsze podgrodzie nakładają się na gród z epoki brązu), ale zbudowali jeszcze dwa podgrodzia. Tym samym zyskali świetnie ufortyfikowaną osadę o powierzchni 3 ha. Był to jeden z pierwszych słowiańskich obiektów obronnych w Polsce.

Wały były drewniano-ziemne o konstrukcji przekładkowej, palisadowej lub plecionkowej. Łącznie miały 1250 m długości. Do ich budowy użyto 25 tys. m sześć budulca, w tym 5-6 tys. m sześć drewnianych belek. Uzupełnieniem fortyfikacji były fosy.

Choć gród był rozległy, to najwyraźniej nie mieszkało w nim zbyt wielu ludzi. Archeolodzy znaleźli bowiem na terenie grodziska stosunkowo mało zabytków z wczesnego średniowiecza. Czyżby więc był tylko niezamieszkanym na co dzień schronieniem dla okolicznej ludności? – Gród był na tyle duży, że pełnił nie tylko funkcję refugialną, ale zapewne był też siedzibą jakiegoś lokalnego księcia – uważa dyrektor Gancarski.

Słowiańscy mieszkańcy grodu uprawiali proso, jęczmień, żyto, pszenicę, bób i groch. Hodowali głównie bydło i świnie oraz w mniejszych ilościach owce lub kozy. Najczęściej polowali na dziki, a także sarny i jelenie.

Skarb

Podobnie jak Troja, Trzcinica też ma swój skarb. Archeolodzy natrafili w niej na ponad 550 zakopanych w ziemi przedmiotów ze srebra (placki, siekańce, monety i ozdoby o łącznej wadze 1,36 kg) i dwa ze złota. Większość zabytków znajdowała się w nieckowatej jamie. Reszta była rozrzucona na terenie o powierzchni 50 m. kw. Wchodzące w skład skarbu monety pochodzą z lat 980-1020. Najliczniejsze są numizmaty niemieckie, wśród których przeważają te z mennic z południowej części tego kraju.

Najwspanialszym elementem skarbu jest srebrne okucie pochwy miecza, jedno z pięciu tego typu zachowanych na świecie. Jedno z nich znaleziono w grobie książęcym w Cerkwi Dziesięcinnej w Kijowie na Ukrainie. Pozostałe trzy są na Litwie, w Łotwie i w Estonii. Zdaniem specjalistów jest to wyrób rzemieślnika z plemienia Liwów – Finów Zachodnich.

Srebrna pochwa miecza

Wszystko wskazuje na to, że skarb trafił do ziemi w wyniku jednego zdarzenia. W ocenie archeologów doszło do tego najpewniej w ostatnich chwilach istnienia grodu, czyli gdzieś po 1020 r. (data najmłodszych monet). Badacze znaleźli liczne ślady pożaru, po którym Trzcinicy już nie odbudowano. Można przypuszczać, że do zniszczenia grodu doszło w okresie wewnętrznych zaburzeń na terenie Polski w latach 1034-1039.

Badania

Po słowiańskim grodzie pozostały potężne wały ziemne zwane od wieków przez okoliczną ludność „Wałami Królewskimi”. Te potężne nasypy jeszcze dzisiaj dochodzą do 10 m wysokości licząc od podstawy, Miejscowi opowiadali legendy o podziemnych lochach prowadzących stąd do Biecza oraz o żelaznej bramie i wizycie królowej Jadwigi. Nie brakowało też znalezisk. W 1812 r. Gazeta Lwowska napisała, że w Trzcinicy znaleziono trzy metalowe bożyszcza pogańskie wysokości około 10 cm, które trafiły do gabinetu osobliwości księżnej Jabłonowskiej. Niestety całą jej kolekcję strawił pożar.

Pierwsze próby badań wykopaliskowych podjęto w XIX w., a potem trochę kopano w XX w., ale prawdziwe odkrywanie dziejów Trzcinicy zaczęło się w 1991 r. i Jan Gancarski prowadził je z kilkuletnią przerwą aż do 2009 r. Wykopaliska objęły łącznie 1902 m kw i miały charakter interdyscyplinarny. Do współpracy zaproszono paleobotaników, paleozoologów, dendrochronologów, geomorfologów, geologów i innych specjalistów. To dlatego potrafimy teraz tak wiele powiedzieć o życiu ludzi, którzy mieszkali w Trzcinicy 3500-4000 lat temu.

Archeolodzy badali nie tylko sam gród, ale również jego okolice. Pozwoliło to ustalić, że w okresie kultury Otomani-Füzesabony oraz we wczesnym średniowieczu obszary w pobliżu grodu były zajęte przez osadnictwo otwarte.

– „Wały Królewskie” w Trzcinicy to obecnie jeden z lepiej przebadanych pradziejowych obiektów obronnych w Polsce – przekonuje Jan Gancarski.

Łącznie podczas badań grodu odkryto ponad 160 tysięcy zabytków. Największą grupę stanowią oczywiście fragmenty ceramiki i kości, ale część znalezisk (jak wspomniana już srebrna pochwa miecza) to zabytki wyjątkowe na naszych ziemiach.

Jest jednak jeszcze w Trzcinicy miejsce na dalsze odkrycia. Mimo wielu lat badań nie udało się np. na razie znaleźć żadnego powiązanego z grodem cmentarzyska.

Dlaczego Karpacka Troja?

Badacze nazwali gród w Trzcinicy Karpacką Troją. Jan Gancarski prezentuje bogate uzasadnienie dla tej nazwy. – Mamy w Trzcinicy związki z basenem Morza Śródziemnego, znaleźliśmy tutaj zabytki, które mają proweniencję anatolijsko-bałkańską w postaci idola i kobiety z jedną piersią. Jest też tutaj, podobnie jak w Troi, wiele warstw archeologicznych. Nie bez znaczenia jest też jakość znalezisk i odkryć – tłumaczy archeolog.

Widowisko inaugurujące działalność skansenu

Rejestracja na specjalnie widowisko plenerowe inaugurujące działalność skansenu archeologicznego w Trzcinicy rozpocznie się w poniedziałek 6 czerwca 2011 r. o godzinie 10.00. Jak zapewniają organizatorzy widowisko pt. „Karpacka Troja – Dwa Oblicza”, którego premiera odbędzie się 24 czerwca 2011 r. o godz. 22.00 (wejście od 20.30) w ramach imprezy otwarcia skansenu w Trzcinicy, już od momentu pojawienia się pierwszych wzmianek o nim wzbudza ogromne zainteresowanie.

W trakcie spektaklu widzowie zobaczyć będą mogli m.in. inscenizacje najważniejszych wydarzeń z historii grodu w Trzcinicy (wśród których znajdować się będą unikatowe, dotychczas właściwie przez nikogo nie odgrywane sceny dotyczące wczesnej epoki brązu), pokazy świetlne, w tym narodziny i zagłada grodu oraz materiał filmowy, który w znacznej części będzie materiałem nowym, dokręconym specjalnie na potrzeby widowiska. Obejmuje on m.in. sceny budowy grodu z wczesnej epoki brązu i wczesnośredniowieczny obrzędu ciałopalenia.

Rejestracja prowadzona będzie poprzez oficjalną stronę imprezy otwarcia Karpackiej Troi, która znajduje się pod adresem www.karpackatroja.pl/festiwal.

Wszystkie zdjęcia oraz rysunek Łukasza Szozdy dzięki uprzejmości Muzeum Podkarpackiego w Krośnie.

NędzaUjdzie w tłumieŚrednieDobreBardzo dobreRewelacja (Oddanych głosów: 23, średnia ocen: 5,48 na 6)
Loading...