Wielka Bogini i matriarchat, czyli wielka wpadka archeologii

W 1861 roku szwajcarski prawnik, profesor prawa rzymskiego na uniwersytecie w Bazylei i miłośnik kultury antycznej, Johann Jakob Bachofen opublikował książkę pod tytułem „Das Mutterrecht„. Zaprezentował w niej hipotetyczny schemat historii społecznego rozwoju ludzkości, w którym bardzo ważne miejsce przypisał środkowemu z trzech okresów. Charakteryzował się on sprawowaniem przez kobiety kluczowej roli w życiu społecznym i religijnym. Swoją hipotezę Szwajcar oparł na analizie rozmaitych tekstów antycznych.

„Wielka Bogini” z Çatal Höyük. Zdjęcie na licencji Creative Commons, Archiwum Roweromaniaka Wielkopolskiego

Zarysowany przez Bachofena hipotetyczny okres rządów kobiet, czyli matriarchatu, zrobił niebywałą karierę. Przez kolejne dekady fascynował wielu antropologów, socjologów, filozofów, historyków i archeologów, którzy do hipotezy szwajcarskiego prawnika dorzucali coraz więcej elementów.

Jednym z poważniejszych kroków w rozwoju hipotezy były koncepcje klasycystki Jane Ellen Harrison (1850-1928), która zaprezentowała utopijną wizję pradziejowego matriarchatu. Przekonywała, że mieszkańcy Europy południowo-wschodniej stworzyli w dawnych czasach „pokojową, scentralizowaną wokół kobiet cywilizację, której przedstawiciele żyli w harmonii z naturą i własnymi emocjami oddając się twórczości artystycznej. Centralnym bóstwem tego okresu miałaby być Wielka Bogini jako reprezentacja Ziemi (…). W systemie tym bóstwa męskie istniałyby tylko jako dopełnienie owej Bogini w podległych jej rolach synów lub małżonków. Kres tej idyllicznej formacji przynieść miał, jeszcze przed nastaniem czasów historycznych, najazd patriarchalnej, wojowniczej społeczności gdzieś z obszarów północnej Europy. W konsekwencji nastałby nowy ład społeczny, a Bogini zostałaby wyparta przez dominujących, męskich bogów przyniesionych przez wspomnianych najeźdźców.”*

Całkowicie hipotetyczna koncepcja pradziejowego matriarchatu stała się tak niezwykle popularna i atrakcyjna, że gdy na przełomie XIX i XX w. zaczęto odkrywać na Bliskim Wschodzie prehistoryczne figurki kobiet, niefrasobliwie uznano je za ślady po kulcie Wielkiej Bogini. Zjawisko to szybko przybrało charakter masowy. Znany angielski archeolog Arthur Evans, odkrywca pałacu w Knossos na Krecie, zinterpretował wszystkie odkryte w jego ruinach kobiece figurki, jako przedstawienia Wielkiej Bogini. Jednocześnie (o czym będzie mowa niżej) zignorował wszystkie figurki niekobiece. W efekcie uznano, że wspaniała cywilizacja minojska była dziełem społeczeństwa matriarchalnego, któremu kres przynieśli wojownicy z mykeńskiego społeczeństwa patriarchalnego. Wszystko doskonale pasowało do opowieści przedstawianej przez Harrison i innych zwolenników matriarchatu.

Bogini Węży z Knossos. Zdjęcie na licencji Creative Commons. Autor: George Groutas

Był to jednak dopiero początek wielkiego „podboju” Europy przez cywilizację matriarchalną. Z czasem wszelkie przedstawienia kobiece znajdowane na naszym kontynencie zaczęto interpretować jako dowody istnienia kultu Wielkiej Bogini, któremu kres miała położyć indoeuropejska inwazja z około 3000 r. p.n.e.

W 1945 r. cywilizacja matriarchalna rozrosła się jeszcze bardziej i zyskała kolejne elementy charakterystyczne. Archeolog Jacquetta Hawkes i jej mąż Christopher w pracy „Early Britain”, stwierdzili, że przybyli z Bliskiego Wschodu misjonarze nawrócili budowniczych megalitów na kult Wielkiej Bogini. Tym samym budowle megalityczne stały się kolejnym znakiem rozpoznawczym rządów kobiet, mimo że trudno znaleźć jakiś sensowny związek między megalitycznymi grobowcami a matriarchatem.

Przez kolejne dekady nowi autorzy dodawali argumenty i rozbudowywali hipotezę matriarchatu. Co więcej, niezwykle często prezentowano ją już nie jako hipotezę, ale potwierdzony fakt. Barwna opowieść o epoce kobiecych rządów przyciągnęła też pisarzy (np. Roberta Gravesa), co zaowocowało licznymi powieściami, które uczyniły matriarchat jednym z najbardziej rozpowszechnionych twierdzeń naukowych.

Cały czas przybywało też symboli kultu Wielkiej Bogini. Dopatrywano się ich w licznych znakach abstrakcyjnych i wzorach zdobniczych stosowanych przez prehistoryczne kultury. Z czasem wszystkie trójkąty, koła, kropki i spirale stały się symbolami Wielkiej Bogini. Tym samym domniemane efekty działalności jej wyznawców były już dosłownie wszędzie.

Za ostatniego wielkiego teoretyka matriarchatu uznać należy litewską uczoną z USA Mariję Gimbutas. W 1974 r. po raz pierwszy zaprezentowała swoją koncepcję wielkiej pokojowej cywilizacji społeczeństwa rolników wyznających kult Wielkiej Bogini. Cywilizacja ta miała kwitnąć w Europie Środkowej mniej więcej od 7000 do 3000 lat p.n.e., by ulec w końcu najazdowi lubujących się w wojnie koczowniczych pasterzy ze wschodu. Przez kolejne 20 lat, aż do śmierci, Gimbutas przedstawiała kolejne elementy swojej hipotezy. W tym czasie jednak koncepcja matriarchatu i kultu Wielkiej Bogini dorobiła się już licznej rzeszy krytyków.

Przede wszystkim skrytykowano uznawanie wszystkich kobiecych figurek z Bliskiego Wschodu i Europy za przedstawienia Wielkiej Bogini. I jest to krytyka ze wszech miar słuszna. Równie dobrze archeolodzy przyszłości mogliby wszystkie zdjęcia w Playboyu i sklepowe manekiny interpretować jako objawy kultu Wielkiej Bogini. Nie możemy nawet być pewni, że wszystkie kobiece przedstawienia są dziełami o charakterze kultowym. Wszak mogą to być zabawki, ozdoby, dzieła o charakterze pornograficznym czy przedstawienia ważnych postaci (np. królowych). Nawet jeśli takie figurki mają znaczenie kultowe, to nie muszą przedstawiać bóstw. Mogą reprezentować np. zmarłe matki i żony. Kult przodków był przecież w przeszłości dość częsty, a i teraz bliscy zmarłego chętnie stawiają w widocznym miejscu jego zdjęcie. Pod rozwagę należy też wziąć używanie figurek w rytuałach inicjacyjnych albo podczas jakichś magicznych obrzędów (np. związanych z leczeniem). A jeśli już figurki przedstawiają bóstwa, to na jakiej podstawie uznaje się, że na całym przeogromnym terenie jest to jedna i ta sama bogini?

Jednym z głównych łowców luk w argumentach zwolenników istnienia kultu Wielkiej Bogini był Peter J. Ucko, który już w latach 60. XX wieku wykazał błędy w interpretacji figurek z Bliskiego Wschodu i Krety. Okazało się np., że w materiałach z Knossos znajdowało się co prawda tylko 6 figurek przedstawiających mężczyzn (czyli posiadających zaznaczonego penisa) i aż 33 figurki żeńskie (o wyraźnie zaznaczonych piersiach), ale największą grupę stanowiły w rzeczywistości figurki o płci nieokreślonej, których było aż 42. Także na wielu innych stanowiskach bardzo licznymi grupami figurek były te o nieokreślonej płci. Trudno więc mówić, że dominują wizerunki kobiet. Zresztą nawet jeśli kobiece figurki byłyby najliczniejszą grupą, to nie świadczy to o istnieniu kultu Bogini Matki i matriarchatu. Jest wiele innych sposobów na wytłumaczenie przewagi kobiecych przedstawień (np. erotyka).

Inni krytycy wskazali, że w ikonografii minojskiej w ogóle nie występuje tematyka związana z macierzyństwem, które miało odgrywać wielką rolę w kulcie Wielkiej Bogini. Można też wskazać na ogromną różnorodność w wizerunkach najsłynniejszych „Wielkich Bogiń”. Wystarczy choćby spojrzeć na „Wielką Boginię” z Çatal Höyük w dzisiejszej Turcji i mającą również przedstawiać to bóstwo figurkę z Knossos znaną jako Bogini z Wężami, których zdjęcia zdobią tekst.

Ostrej krytyki nie uniknęła również Gimbutas. Przeciwnicy zarzucali jej pomijanie niewygodnych zabytków (np. fortyfikacji, broni i ofiar z ludzi w okresie, w którym miała istnieć jej pokojowa cywilizacja), arbitralne przypisywanie znaczenia wybranym przedmiotom, wysuwanie niczym niepopartych skojarzeń, ignorowanie kontekstu opisywanych znalezisk i budowanie na tej bardzo wątłej bazie szczegółowego obrazu systemu społeczno-religijnego neolitycznej Europy. Większość tych zarzutów można zresztą swobodnie skierować pod adresem innych propagatorów istnienia kultu Wielkiej Bogini. Np. często deprecjonowali oni albo nawet pomijali znaleziska, które można było wiązać z kultem bóstw męskich.

Marija Gimbutas szuka śladów kultu Wielkiej Bogini w Newgrange w Irlandii, 1989 r. Zdjęcie na licencji Creative Commons. Autor: Michael Everson

Krytycy wskazali też, że nie znamy żadnego systemu religijnego, w którym na czele panteonu stałaby kobieta, a także, że popularność żeńskiego bóstwa nie wpływa automatycznie na pozycję kobiet w społeczeństwie (przykładem jest tu np. Grecja epoki klasycznej z wieloma popularnymi boginiami i jednocześnie dość niską pozycją kobiet).

Świetnym przykładem tworzenia na siłę zabytków kultowych okazały się badania w Çatal Höyük. Kopiący tam pół wieku temu James Melaart dopatrzył się w pozostałościach tej neolitycznej osady wielu sanktuariów poświęconych oczywiście kultowi Bogini Matki. Nowsze o kilka dekad analizy wykazały jednak, że w tych „sanktuariach” jest wiele śladów zwykłego zamieszkania. Domy te różnią się co prawda od pozostałych obecnością m.in. ozdób mogących mieć charakter kultowy, ale w nich też mieszkali ludzie.

O tym jak lekko i beztrosko snuli swoje hipotezy zwolennicy matriarchatu najlepiej chyba świadczą jej polskie wątki. Otóż wykazanie istnienia matriarchatu nad Wisłą i Odrą okazało się dość trudne, gdyż brakowało kobiecych figurek i innych „standardowych znaków rozpoznawczych” tego systemu społecznego. Wyjątkiem mogą być tutaj grobowce megalityczne, ale jak na złość są one wiązane z uznawaną za pasterską (czyli patriarchalną), kulturą pucharów lejkowatych. Z tego też powodu bardzo często jedynym prezentowanym „dowodem” istnienia matriarchatu na naszych ziemiach w okresie neolitu jest to, że przecież wszystkie społeczności tej fali osadniczej w Europie posiadały taki właśnie system kulturowo-religijny. I tu już osiągamy skrajny absurd. Istnienie matriarchatu i kultu Wielkiej Bogini w południowej i zachodniej Europie wykazano na podstawie argumentacji całkowicie pozbawionej krytycznego podejścia i zawierającej wiele bardzo swobodnych założeń, a następnie przeniesiono już sam efekt tych działań na obszar, gdzie nie można było znaleźć nawet tych naciąganych dowodów. To już jest działanie charakterystyczne dla pseudonauki.

Mimo że analiza źródeł historycznych, jak i badania etnograficzne i archeologiczne nie potwierdzają występowania w jakimkolwiek okresie dziejów matriarchatu, to stworzone przez Harrison, Hawkes, Gimbutas i innych autorów koncepcje żyją wciąż w kulturze masowej, a nawet pojawiają się w pracach mających charakter naukowy.

Tymczasem matriarchat i Wielka Bogini nigdy nie powinny zagościć w archeologicznych pracach naukowych. Obie koncepcje powstały bowiem jako byty całkowicie teoretyczne poza archeologią i to w dodatku w czasach, gdy wiedza o prehistorii była niezwykle szczątkowa. Niestety, matriarchat i powiązany z nim kult Wielkiej Bogini stały się koncepcjami bardzo popularnymi i chętnie omawianymi wśród inteligencji. Nic więc dziwnego, że archeolodzy z początku XX wieku – a więc działający w czasach, gdy aparat naukowy archeologii dopiero się rodził – ulegali tym koncepcjom interpretując swoje znaleziska. W efekcie na dziesiątki lat wiele zagadnień naszej przeszłości zdominowały kompletnie błędne twierdzenia.

Cała sprawa matriarchatu i kultu Wielkiej Bogini ma też szerszy charakter. Pokazuje ona, że trzeba umieć powstrzymać się przed pokusą wyjaśniania wszystkiego. Musimy się pogodzić z tym, że pewnych informacji z zabytków nie da się wyczytać. Należą do nich m.in. niektóre kwestie związane z wierzeniami i stosunkami społecznymi. Czasami naprawdę lepiej powiedzieć „Nie wiem”, niż snuć wyssane z palca opowieści.

*Cytat za artykułem Macieja Szymkiewicza „Od Bachofena do Świętej Historii. Archeologia i antropologia wobec koncepcji matriarchatu i Wielkiej Bogini”, który ukazał się w wydawanym przez Uniwersytet Warszawski wyborze esejów „Antropologia Religii” (Tom 4, 2010, pdf). Tekst ten był zresztą podstawowym źródłem powyższego felietonu. Z ważniejszych źródeł warto wymienić też artykuł The New York Times z 1990 r. poświęcony sporom wokół koncepcji Gimbutas.