Polskie skarby. Te prawdziwe i te wymarzone

Często można spotkać się z opinią, że Polska pod względem archeologicznym jest nudna. Ciężko tu o ukryte w ziemi przez tysiące czy setki lat dzieła sztuki, skarby monet, pałace albo chociaż grobowce dawnych królów.

Bursztynowa komnata. Zdjęcie sprzed 1945 r. Już wielu szukało jej w Polsce

Archeologiczne odkrycia czasami próbują zadawać kłam tym twierdzeniom. Niedawno było głośno o znalezieniu w piwnicy na Starym Mieście w Warszawie skarbu ponad 1200 monet z XVII-XVIII w. Podobnej wielkości skarb monet, ale o mniej więcej 500 lat starszy znaleźli archeolodzy w Dąbrowie Górniczej w 2006 r. Jak więc widać skarby zdarzają się i na naszych ziemiach. A te najświeższe przykłady wszak nie wyczerpują listy skarbów odkrytych nad Wisłą i Odrą.

Wymienione wyżej dwa znaleziska były dla odkrywców totalnym zaskoczeniem. Nikt nie podejrzewał, że te skarby istnieją. Jest jednak w Polsce wiele skarbów, że tak je nazwę, „oczekiwanych”. Listę stu takich skarbów sporządził w postaci mapy „Skarby ukryte w Polsce” jeden z najbardziej znanych polskich poszukiwaczy Włodzimierz Antkowiak z Międzynarodowej Agencji Poszukiwawczej z siedzibą w Toruniu. Choć trzeba zastrzec, że słowo skarb jest w tym wypadku rozumiane niezwykle szeroko, jako ciekawe rzeczy i miejsca do odkrycia.

Są w tej setce skarby, o których mówi się od lat. Są też i takie, które nie są powszechnie znane. Aż 70 powstało podczas drugiej wojny światowej. Nie ma jednak w tym nic dziwnego. Za większością skarbów kryją się właśnie wojny. Prawdę tę najlepiej ukazały statystyki odnajdywanych skarbów rzymskich monet. Okazało się, że najwięcej takich ukrytych fortun pochodzi z okresów wojen domowych i barbarzyńskich najazdów.

Podczas II wojny światowej ukrywano przeróżne rzeczy: zbiory muzealne, prywatne dobra, archiwalia czy broń. Do tajnych schronów trafiały nawet całe zakłady przemysłowe. Źródłem dla wielu opowieści o wojennych skarbach stały się budowane przez Niemców podziemne bunkry i różne sztolnie, a także wojskowe transporty przyjeżdżające ze skrzyniami do zamków i położonych w górach kopalń. Pierwszych poszukiwaczy przyciągały już w ostatnich miesiącach wojny. Było to jednak niezwykle niebezpieczne hobby. Zaraz po wojnie kilku żołnierzy radzieckich zginęło w Wałbrzychu od wybuchu miny pułapki, gdy szukali sztolni, do której Niemcy mieli znieść dziesiątki skrzyń. Czasami poszukiwania takie prowadzono na szeroką skalę. W latach 40. radzieckie wojsko otoczyło rozległy teren w Kotlinie Kłodzkiej, gdzie Niemcy mieli ukryć m.in. duże zapasy platyny przemysłowej. Efektu poszukiwań nie znamy.

W kolejnych dekadach za skarbami uganiali się nie tylko prywatni poszukiwacze, którzy działali nawet w czasach PRL, czy archeolodzy, ale też Służba Bezpieczeństwa i wojsko. Na przykład w latach 80. specjalna grupa wojskowa poszukiwała na rozkaz generała Wojciecha Jaruzelskiego podziemi pod klasztorem cysterskim w Lubiążu, w których Niemcy zorganizowali zakłady zbrojeniowe. Podziemi co prawda nie odkryto, ale znaleziono za to przypadkiem skarb złożony z ponad 1300 srebrnych i złotych monet, które cystersi ukryli najpewniej w XVIII w.

Klasztor cysterski w Lubiążu. Zdjęcie na licencji Creative Commons. Autor: Piotr J.

Wiele razy te powojenne poszukiwania kończyły się odkryciem schowanych przez Niemców muzealiów. Tak w polskie ręce trafiła np. Berlinka, czyli Pruska Biblioteka Państwowa, którą znaleziono w 1945 r. w budynkach klasztoru benedyktynów w Krzeszowie.

Jednym z najczęściej szukanych w Polsce skarbów jest Bursztynowa Komnata – najgłośniejszy nieodkryty skarb z II wojny światowej. Jak podliczył Włodzimierz Antkowiak jako miejsce jej ukrycia w Polsce wskazywano już co najmniej 17 lokalizacji – są to m.in. zamki w Bolkowie, Lidzbarku Warmińskim, Pasłęku i Człuchowie, wrak statku „Wilhelm Gustloff” czy twierdza Srebrna Góra.

– Nie można wykluczyć obecności Bursztynowej Komnaty na terenie Polski. To jest możliwe. Mam przekonanie, że komnata istnieje i że Niemcy doskonale wiedzą, gdzie jest ukryta – mówi Antkowiak.

Ale skarby ukrywali nie tylko Niemcy. Gdzieś na leśnej polanie w Bodzentynie partyzanci mieli zakopać złotą biżuterię i inne cenne przedmioty, które Niemcy zrabowali Polakom, ale utracili w walce z partyzantami. Trzy osoby, które znały dokładne miejsce ukrycia kosztowności, wkrótce potem zginęły i skarb – jeśli istnieje – wciąż tkwi gdzieś w ziemi. Na terenie twierdzy w Grudziądzu polscy żołnierze mieli zaś zakopać w 1939 r. biżuterię żon oficerów. Za skarb można też uznać dokumenty dotyczące życia w warszawskim getcie ukryte w trzech miejscach w 1943 r. Z trzech części archiwum odkryto tylko dwie. Nie odnaleziono też wciąż ukrytego w Warszawie archiwum powstańczego z 1944 r. z tysiącami zdjęć.

Wiele tych wojennych skarbów może być jedynie dziełem wyobraźni. Kosztowną porażką okazało się np. zawierzenie informacjom pewnej osoby, że w górze Sobiesz znajduje się pociąg wypełniony złotem, brylantami i elementami Bursztynowej Komnaty. Informacjami zainteresowali się w latach 90. wysocy urzędnicy państwowi, w tym minister środowiska, i biznesmeni, którzy wyłożyli pieniądze na poszukiwania. Niczego jednak nie znaleziono.

– Istnienie części skarbów z tej setki należy uznawać za dość wątpliwe – przyznaje Włodzimierz Antkowiak. – Ludzie czasem zmyślają, najczęściej nie z chęci wprowadzenia kogoś w błąd, tylko żeby się popisać, przydać sobie ważności. Tym niemniej uważam, że warto wszystko odnotować, bo co wydrukowane, to już nie zaginie, ta informacja przetrwa. Nawet jeśli teraz nie ma możliwości technicznych, to ktoś kiedyś będzie je miał i sprawdzi to – twierdzi Antkowiak.

W Polsce mają się jednak kryć też dużo starsze skarby. Krążą opowieści o skrzyniach zakopywanych przez napoleońskich żołnierzy, arsenałach i złocie powstańców styczniowych czy skarbie Łokietka zatopionym w Jeziorze Sadłużek.

Są też nieodkryte zabytki, których istnienie potwierdzają dawne relacje. Do tej grupy należą m.in. krzyżackie statki, które zatonęły w Jeziorze Drużno oraz w Zalewie Wiślanym, albo bombarda wielkiego księcia litewskiego Witolda, która najpewniej wciąż leży gdzieś w Jeziorze Gołubskim.

– Informacje dotyczące ostatniej wojny często dostawałem od ludzi z pierwszej ręki, dziś już wielu z nich nie żyje. MAP przygotowuje się teraz do poszukiwania „trofeów” Napoleona, zrabowanych z Moskwy i porzuconych w czasie odwrotu w 1812 roku. Będziemy szukać (jeśli otrzymamy zgodę Rosjan i Białorusinów) w oparciu o informacje wyłuskiwane, czasem po jednym zdaniu, z dzienników i pamiętników żołnierzy Wielkiej Armii – na szczęście panowała wówczas moda na pisanie dzienników i wielu żołnierzy robiło zapiski, wielu też – jeśli przetrwali – pisało pamiętniki. Dziś, po dwustu latach, są to dla nas bezcenne wskazówki. Dlatego uważam, że warto zapisywać informacje także dzisiaj, bo za 50, 100 czy 200 lat nasze notatki będą miały podobną wartość dla poszukiwaczy, którzy przyjdą po nas – mówi o swojej liście Antkowiak.