Ukryte skarby archeologii

W pewnym sensie są dwie archeologie. Pierwsza, którą można nazwać naukową, prowadzi badania w pieczołowicie wybranych wyjątkowych miejscach dających duże szanse na najciekawsze odkrycia i najdonioślejsze naukowo ustalenia. Druga archeologia, którą można nazwać zawodową, zajmuje się realizowaniem zleceń wynikających z nałożonych na inwestorów obowiązków badań archeologicznych, jeśli prowadzone inwestycje (np. budowa osiedla mieszkaniowego, autostrady) naruszają warstwy ziemi zawierające zabytki.

Niegdyś istniała w zasadzie tylko archeologia naukowa. Jednak coraz częstsze przypadki niszczenia stanowisk archeologicznych podczas różnych inwestycji doprowadziły z czasem do obciążenia inwestorów obowiązkiem badań archeologicznych. A to spowodowało pojawienie się firm, które prowadziły badania archeologiczne nie dla odkryć i naukowych laurów, ale po prostu dla pieniędzy, tak jak przy inwestycjach pracują dla pieniędzy murarze, inżynierowie, zbrojarze i inni specjaliści.

W „Nature” ukazał się właśnie artykuł poświęcony archeologii zawodowej i jej znaczeniu. Jak się okazuje już ponad 90 proc. badań archeologicznych prowadzonych w Wielkiej Brytanii to dzieło archeologów zawodowych. Tymczasem dostęp do informacji o wynikach tych badań jest bardzo utrudniony. Niezwykle często nie są one nigdzie publikowane i raporty z badań leżą zapomniane w siedzibach firm albo urzędach lokalnych władz.

Tymczasem zawierają one wiele bezcennych dla archeologów-naukowców danych. Przekonał się o tym prof. Richard Bradley z Uniwersytetu Reading, gdy zbierał materiały do książki o prehistorii Brytanii. Przekopując się przez raporty z wykopalisk, do których udało mu się dotrzeć, przekonał się, że wiedza uniwersytecka na temat epoki brązu w Wielkiej Brytanii jest kompletnie błędna.

W oparciu o badania archeologii naukowej uznano swego czasu, że w epoce brązu nastąpił w Brytanii znaczący spadek liczby ludności. Tymczasem zazwyczaj niepublikowane, a tym samym trudno dostępne, raporty archeologów zawodowych kryły informacje o wielkiej liczbie osad z tamtego okresu, które jasno świadczą o tym, że żadnego spadku nie było.

Często badania zawodowe dostarczają też wielu informacji, których prawie w ogóle nie ma w materiale z badań archeologii naukowej. Do badań naukowych dobierane są wyjątkowo ciekawe i interesujące miejsca. W praktyce badań nad rzymską Brytanią były to często wille, obozy i fragmenty miast. Tymczasem zawodowi archeolodzy kopią tam, gdzie są inwestycje. W efekcie nierzadko natykali się na pozostałości zwykłych wiosek z czasów rzymskich. Jednostkowo takie stanowiska archeologiczne nie mają szans dostarczyć tak fascynujących znalezisk, jak miejsca celowo dobierane przez archeologów naukowych. Jednak zgromadzone wyniki badań wielu takich miejsc ukazały naukowcom rzymską Brytanię, której dotąd nie znali. Jest to Brytania tubylczej ludności, żyjącej na wsiach w takich samych domach, w jakich mieszkali jej przodkowie przed przybyciem Rzymian, ale używającej na co dzień wielu wyrobów rzymskiego pochodzenia.

Jak czytamy w „Nature”, coraz więcej archeologów-naukowców zamiast kopać w ziemi zaczyna kopać w ogromnych stosach raportów z badań archeologów zawodowych. I jak widać dokonują tam wielu odkryć, które znacząco zmieniają dotychczasową wiedzę.

Podejmowane są również wysiłki, które mają ułatwić dostęp do raportów z badań zawodowych archeologów.

Dużo więcej w obszernym tekście w Nature. Myślę, że dla wielu archeologów będzie to bardzo ciekawa lektura, gdyż sytuacja w Polsce staje się dość podobna.