W najnowszej Archeologii Żywej…

ok

Już w sprzedaży najnowszy numer magazynu Archeologia Żywa. Można w nim przeczytać m.in. o pogańskich obyczajach pogrzebowych w średniowiecznym grodzie Ryczyn na Dolnym Śląsku, o tym jak Piastowie brutalnie wprowadzali nowe porządki na zajętych ziemiach, o udziale Skandynawów w narodzinach państwa polskiego, o aborygenach z wyspy Cejlon, kaplicy czaszek w Kutnej Horze, współczesnych wyznawcach pogańskiej bogini i rumakach z elbląskiego cmentarzyska.

W potężnym grodzie Ryczyn płonęły stosy, na których palono zmarłych. Po zakończeniu obrzędu, uczestnicy ceremonii wybierali kości, chowając je w „kurhanie” lub miejscu kultu na przygotowanego górce z gliny. Ważną częścią pogrzebu były uczty ofiarne. Śladem po takich biesiadach są stosy kości ułożone warstwami – najwyżej dużych zwierząt, najniżej ryb. Dlaczego kultywowano pogańskie zwyczaje w czasie, gdy na Dolnym Śląsku powinno już panować chrześcijaństwo? Dlaczego zmarłych palono w grodzie, wśród żywych – te frapujące zagadki próbują rozwikłać archeolodzy, prof. Sławomir Moździoch i Magdalena Przysiężna – Pizarska, w tekście „Tajemnice grodu Ryczyn”.

“Słowianom od początku nie wychodziła organizacja polityczna. Byli zaciekli w boju, natomiast by stworzyć podwaliny państwa, potrzebowali Awarów lub Germanów… Nasze państwo zorganizowali nam Skandynawowie, ale nie ci z północy. Według mnie była to ekspansja ze wschodu – dowody na to możemy znaleźć przede wszystkim w Lednicy”. Kontrowersyjne spojrzenie na dzieje Słowian i początki państwa polskiego przedstawia Zdzisław Skrok, znany popularyzator archeologii w rozmowie „Wandalowie i Goci – nasi przodkowie?” Pisarz postuluje też, by słynnego Światowida z Muzeum Archeologicznego w Krakowie umieścić na liście zabytków podejrzanych.

Pierwszy koń, którego udało się nam odsłonić na cmentarzysku pod Elblągiem, dosłownie powalił nas na kolana. Choć zniszczony orką, to jednak bardzo ładnie zachowany szkielet, wzbudził w całej ekipie ogromne emocje. Żeby „wyrzeźbić” go z twardej jak skała gliny, 10 osób pracowało po 12, a czasem i 16 godzin dziennie przez 6 kolejnych dni. Dzięki temu ukazał się naszym oczom szkielet rumaka, który niewątpliwie towarzyszył swemu panu w ostatniej drodze. Na ostatnią drogę założono mu paradną uprząż, bogato zdobioną brązowymi okuciami. Dzięki nim udało się zrekonstruować całe odświętne ogłowie. Szkielety wojowników, którzy na małych rumakach udawali się „Konno w zaświaty” obróciły się w proch.

Piastowie spacyfikowali te ziemie, zniszczyli funkcjonujące struktury plemienne, spalili grody i osady, przesiedlili ludność, nie oszczędzili i zwyczajów religijnych. Wraz z podbojami i tworzeniem zrębów państwowości nastąpił koniec świata plemiennego, a opuszczone grody i spalone wsie stały się niemymi świadkami tego procesu. Historia dwóch stanowisk, z pozoru odległych, wyznacza istotne momenty w historii niewielkiej gminy leżącej w zachodniej Wielkopolsce. Pierwsze, dotyczy badań małego grodziska w Sędzinku, świadczy o bogactwie i rozwoju, a zarazem upadku świata plemiennego. Drugie zaś, związane z odkryciem cmentarza szkieletowego w Podrzewiu, wyznacza początek nowej epoki – budowy i kształtowania się państwa polskiego. Więcej o fascynujących procesach dowiecie się z tekstu „Koniec świata w gminie Duszniki”

Współczesne feministki próbują wskrzesić kult żeńskiego bóstwa. Argumenty dają im do rąk narracje archeologów, inspiracją zaś są praktyki i idee środowisk neopogańskich. Kult taki kwitnie w Glastonbury − miasteczku na południu Anglii, które można nazwać centrum współczesnego kultu bogini. Współcześni wyznawcy bogini dążą do przywrócenia należnego jej miejsca oraz odtworzenia równowagi między płciami, która uległa zagubieniu w religiach patriarchalnych. O rozkwicie coraz bardziej popularnego na zachodzie kultu dowiecie się z tekstu „Bogini żyje w Glastonbury!”.

Krajobraz, w którym umieszczono cmentarze, osady czy miejsca kultu może zawierać informacje, prowadzące do poznania kultur prehistorycznych społeczności. Niektórym głazom, strumieniom czy dolinom ludzie przypisywali treści, które decydowały o tym, czy włączano je do sfery sacrum czy też profanum. Kluczem do odczytania znaczeń przypisywanych elementom krajobrazu mogą być ich nazwy. Pytanie o możliwości dotarcia do dawnych znaczeń kulturowych (treści przypisywanych wytworom materialnym) stanowi zasadniczy problem współczesnej archeologii. Ma to także miejsce w przypadku podejmowanych w różnych rejonach świata badań nad sztuką naskalną, o czym dowiecie się z tekstu „Archeologia krajobrazu w badaniach nad sztuką naskalną gór Nuratau”.

Sri Lanka jest dla Polaków synonimem rozległych plaż czy miejscem kultu Buddy. Zbaczając z najruchliwszych szlaków można odkryć niemal dziewiczy świat tutejszych aborygenów. Nietrzymając się popularnych tras, uderzamy na mniej gościnny wschód, gdzie czas, wydaje się, zatrzymał się wieki temu. Pokonanie niecałych 50 km zajmuje niemal trzy godziny. Po drodze przejeżdżamy przez burą rzekę Maduru, służącą mieszkańcom pobliskich wiosek za zbiorową toaletę, pralnię i myjnię. Wreszcie w sercu dziczy odnajdujemy wioskę Weddów (Veddahs) – jedynego plemienia, spokrewnionego z aborygenami, które żyje poza Australią. O życiu ginącego plemienia piszemy w tekście „Na tropie cejlońskich aborygenów”.

Zaraz po wejściu do kaplicy w Kutna Hora, zobaczyliśmy „sznury” ludzkich czaszek, zestawione z kośćmi długimi kończyn, przymocowane do ścian, i wiszące u sufitu. Schodząc w głąb kostnicy, mimo upału na zewnątrz, czuliśmy narastający chłód… W lewej części kaplicy znajdował się, wykonany w całości z kości, herb Schwarzenbergów, z charakterystyczną ludzką głową (tutaj czaszką z kilkoma żebrami wystającymi z wierzchołka), której ptak (cały z ludzkich kości) wydłubuje oko. Tekst „Pod czujnym okiem czaszek” przypomina memento mori…