Dlaczego portale piszą bzdury o nauce

W komentarzu pod tekstem o podaniu przez niektóre nasze media archeologicznego newsa sprzed 12 lat pojawiło się pytanie o przyczyny słabego poziomu dziennikarstwa (w domyśle naukowego na portalach, bo padł przykład gazety.pl jako kopalni pseudoodkryć). Zacząłem pisać krótką odpowiedź, ale się trochę rozpędziłem, więc postanowiłem dać to jako notkę.

Na początek ogólna uwaga. Fatalny poziom newsów naukowych dotyczy nie tylko gazeta.pl. Świetnie się w tym realizują m.in. dziennik.pl, onet i inne polskie portale ogólnotematyczne. A polskich portali naukowych z prawdziwego zdarzenia niestety wciąż się nie doczekaliśmy (no dobrze, chociaż jednego).

1. Portale ogólnotematyczne mają naukę generalnie głęboko gdzieś. Daje stosunkowo mało kliknięć. Lepiej dawać Dody i Jole R. niż coś o odkryciach naukowych. Trochę podobnie wygląda to w TV, np. informacyjnych, choć tam miejsce Dody i Joli zajmują np. Palikot i Kurski.

Tematy Dodowo-Palikotowe są łatwe i przyjemne zarówno w robieniu jak i w odbiorze. Nie trzeba się męczyć, by zrozumieć. Nie trzeba nic sprawdzać, kopać, weryfikować, czy też główkować, jak jasno i krótko wytłumaczyć jakieś tam C14. Ot rzucamy cytat, trochę backgroundu i parę pustych zdań i materiał dający kliknięcia, czy oglądalność gotowy. Czytelnik też się nie zmęczy chłonąć newsa, więc pewno wróci.

2. No ale jednak czasami coś o nauce się pojawia. Wtedy – zwłaszcza, gdy portale czy TV same robią sobie newsa – mamy zazwyczaj morze głupstw. A wynika to głównie z dwóch powodów.

Po pierwsze ze względu na pkt 1. nie ma w redakcjach portali, TV, a czasami nawet gazet, ludzi, którzy się na danej tematyce znają. Tematy pod tytułem Doda, czy Palikot łatwo opanować, ale swobodne poruszanie się w archeologii czy paleontologii wymaga całkiem sporej wiedzy, której nie da się zdobyć w godzinę. W dodatku portale nie są zbyt bogate. Dlatego ogromna część dziennikarzy to studenci bądź absolwenci. Pewien znany portal informacyjny opiera się na słabiutko opłacanych studentach, których teksty czyta garstka trochę bardziej doświadczonych redaktorów. Co więcej te niedoświadczone i nie znające tematyki osoby muszą tworzyć materiały bardzo szybko. Takie są wymagania internetu…

Po drugie taki materiał musi być strawny dla czytelników, czy widzów o zerowej wiedzy w danej dziedzinie. Najlepiej, żeby był o czymś, co ludzie kojarzą np. z filmów. Do tego materiał musi być sensacyjny. Dlatego też najwięcej głupot dotyczy takich tematów jak ludożerstwo (sensacja), Nefretete, Kleopatra (znane z filmów i popkultury), Jezus (bohater najpoczytniejszej książki wszechczasów ;) ) albo wielkich zagrożeń (sensacja), jak np. Wielki Zderzacz Hadronów, który zdaniem niektórych mediów miał zniszczyć Ziemię. Dlatego do wielu znalezisk na siłę podciąga się znane postacie czy filmy (np. kopalnie króla Salomona wg tvn24.pl, które z tym królem wspólnego wiele nie miały)

3. Media te korzystają też z depesz PAP. Tu pojawia się inny problem. Co prawda PAP jest w miarę rzetelny, bo dosłownie tłumaczy doniesienia mediów zagranicznych, ale jednak tłumaczeń również dokonują osoby nie znające tematyki. Efekty? Np. poinformowanie w jednym ze zdań depeszy, że starożytni Persowie uprawiali kukurydzę. Skąd ta bzdura? Ano tłumacz widząc angielskie słowo corn napisał kukurydza zamiast zboże. Osoba znająca oprócz angielskiego także historię błędu takiego raczej by nie zrobiła.

Zresztą tłumaczeniowe błędy PAP-u to małe piwo. Rekord ma bezsprzecznie dziennik.pl, który podał, że minerał przypominający składem zmyślony na potrzeby historii o Supermenie kryptonit znaleźli saperzy w serbskiej minie. Tak naprawdę chodziło o górników (miners) i serbską kopalnię (mine)

Wiele zależy też od tego z jakiego źródła PAP skorzysta. Jeśli jest to zachodnia agencja prasowa, to zazwyczaj jest dobrze. Ale i tu bywają mocne wpadki jak np. informacja o odkryciu w Danii rzymskiego cmentarza. Skąd Rzymianie w Danii?? Otóż dziennikarz piszący angielskojęzyczną depeszę w oparciu o duńską gazetę nie za dobrze zrozumiał duński odpowiednik naszego terminu „okres wpływów rzymskich”. Na tę minę PAP szczęśliwie nie wpadł.

Ale PAP ma też zwyczaj korzystać z różnych gazet i serwisów z egzotycznych krajów. Ja oczywiście też z nich korzystam, ale różnica leży w tym, że trochę lepiej znam tematykę niż PAP-owscy tłumacze. Nie daję się więc złapać na takie numery jak informacje z lokalnego serwisu macedońskiego o tabliczce z napisem w języku macedońskim sprzed 4000 lat (i to do tego najwyraźniej zapisana alfabetem greckim! – polecam zdjęcie).

Depesze PAP mają też jeszcze jedną wadę. Otóż bywają zazwyczaj dość nieciekawie napisane. Dlatego portale czasami próbują je podrasować. A że nie znają tematu, to często solidnie przesadzają.

4. Niestety wpadki zdarzają się też mediom, które powinny mieć materiały dużo lepszej jakości, a więc np. tzw. dziennikom opinii. Czasami jest to nieuwaga, czasami zbytnia ufność w źródła internetowe, czasami przeszarżowanie z ufajnianiem tekstu, bo do gazet też dotarła moda na bardzo lekkie podawanie naukowych wieści. Często dziennikarze naukowi pisują o dziedzinach, o których mają blade pojęcie, bo kolega był na urlopie, bo nie ma w redakcji nikogo od tej działki. A są to sytuacje częste, bo działy naukowe są malutkie, nierzadko obsadzone przez stażystów, początkujących dziennikarzy, czy osoby, które trafiły tam przypadkiem. A media, zwłaszcza polskie, nie mogą sobie pozwolić na zbyt mocną obsadę, gdyż to sporo kosztuje (spotkałem się z działem naukowym w kształcie zabiegany kierownik i stażystka), a dochody mediów są u nas mimo wszystko dość skromne.

5. Dużo lepiej jest w mediach zachodnich. Bardzo cenię sobie choćby BBC czy National Geographic. Jest też wiele innych serwisów, na których w zasadzie mogę spokojnie polegać.

Szczególnie podoba mi się NG. Choćby dlatego, że stara się prawie zawsze podpytać o opisywany temat jakiegoś innego naukowca, by mieć dwugłos. Jakżeż chciałbym mieć czas na taką zabawę!

Ale i tym dużo lepiej obsadzonym personalnie zachodnim mediom zdarzają się błędy. Przykładem niech będzie wpadka BBC i NG z brzydotą Kleopatry, którą stwierdzono w oparciu o jedną(!) monetę. I tego już za cholerę wytłumaczyć nie mogę.

Wszystkie podane w tekście przykłady wpadek są prawdziwe.