O postępie

W „Science” ukazały się wczoraj wyniki badań, z których wynika, że współczesne zachowania stały się u ludzi powszechne dopiero, gdy osiągnięta została odpowiednia gęstość zaludnienia.

Idea, że demografia ma wpływ na rozwój ludzkich zachowań, nie jest nowa. Teraz jednak naukowcy wsparli ją modelami komputerowymi, do których wykorzystali dane uzyskane dzięki genetyce i archeologii.

Badania miały pomóc w znalezieniu odpowiedzi na nękające naukę od dawna pytanie dlaczego Homo sapiens, którzy pojawili się jakieś 200 tys. lat temu, nie byli początkowo tacy jak my pod względem intelektualnym, choć anatomicznie byli prawie tacy sami. Nie tworzyli ozdób, dzieł sztuki, zaawansowanych technologicznie narzędzi, itp.

Pierwsze w miarę wyraźne ślady takich zachowań pojawiają się dopiero około 90 tys. lat temu w Afryce, a naprawdę duży ich rozwój widać dopiero około 45-40 tys. lat temu w Europie.

Wielu naukowców tłumaczyło to pojawienie się współczesnych zachowań zmianami genetycznymi, które „unowocześniły” nasze mózgi.

Jednak według trzech brytyjskich naukowców, autorów pracy w „Science”, współczesne zachowania pojawiły się nie dzięki zmianom genetycznym, ale dzięki odpowiedniej gęstości zaludnienia.

Dzięki genetyce brytyjscy naukowcy uzyskali przybliżone informacje o liczebności ludzkich populacji w określonych rejonach świata dziesiątki tysięcy lat temu, a archeologia dostarczyła im przykładów współczesnych zachowań. Za pomocą tych danych ustalili, że nowowczesne zachowania pojawiały się zawsze po osiągnięciu odpowiedniej gęstości zaludnienia, albo odpowiedniego poziomu migracji między poszczególnymi grupami ludzi. Co więcej zachowania takie potrafiły zaniknąć, gdy gęstość ludności zmalała.

Jak to działa w praktyce? W każdej grupie może się zdarzyć jednostka, która wymyśli jakąś innowację. 100 tys. lat temu takimi innowacjami było zdobienie ciała, wprowadzenie lepszych narzędzi, ozdób, czy broni miotanej. Jednak przy małej gęstości zaludnienia i znikomych kontaktach między grupami ludzi innowacje nie rozprzestrzeniają się i łatwo mogą zniknąć.

Gdy osiągnięta zostanie odpowiednia gęstość zaludnienia, rozprzestrzenianie się innowacji staje się dużo łatwiejsze, a im więcej ludzi zaadoptuje określone zachowanie (zdobienie ciała, wyrób określonych narzędzi), tym większa szansa, że innowacja nie zaginie.

Na podstawie Live Science/Yahoo. Abstrakt materiału w Science.

Przeprowadzone symulacje są z pewnością bardzo niedoskonałe. Dane genetyczne i archeologiczne mogą bowiem być obarczone bardzo wieloma błędami. W przypadku archeologii trzeba np. pamiętać o tym, że liczba i rozmieszczenie odkrytych przez nas zabytków niekoniecznie musi prawidłowo odzwierciedlać dawną rzeczywistość. Ślady pewnych społeczności mogły np. w ogóle nie przetrwać. Jednak ogólna logika hipotezy trójki Brytyjczyków jest moim zdaniem całkowicie słuszna. Przy czym sądzę, że istotna jest nie tylko sama gęstość zaludnienia, ale możliwości przekazywania wiedzy. W zasadzie śmiem twierdzić, że ta druga kwestia jest dużo ważniejsza, a co istotne zależy ona nie tylko od gęstości zaludnienia.

W czasach prehistorycznych łowców-zbieraczy wiedza w danej grupie była przekazywana z pokolenia na pokolenie ustnie, a może wcześniej nawet tylko manualnie. Do innych grup trafiała jedynie, gdy doszło między nimi do kontaktu.

Większa gęstość zaludnienia zwiększała prawdopodobieństwo spotkania się grup. Gdy w danej grupie ktoś wymyślał jakieś lepsze rozwiązanie, to szybko adaptowały je inne. Oczywiście wiele zależy tu od technologicznej komplikacji rozwiązania. Łatwo skopiować od innej grupy noszenie strzał w kołczanie zamiast w ręce. Dużo trudniej domyśleć się, jak zrobiła klej, którym przymocowała kamienne ostrza do drzewca.

Moim zdaniem im więcej jest ludzi, między którymi krążą informacje, tym postęp staje się szybszy. Wzrasta bowiem prawdopodobieństwo, że jakieś nowe świetne rozwiązanie trafi do osoby, która będzie miała pomysł, by uczynić je jeszcze lepszym, bądź zastosować je w nowatorski sposób. Tak usprawnione trafi do kolejnej osoby, która wpadnie na jeszcze inny pomysł, i tak dalej, i tak dalej.

Z czasem mogły zrodzić się centra rozprowadzania innowacji. Niektórzy naukowcy podejrzewają np., że prehistoryczne sanktuarium w Göbekli Tepe mogło mieć wpływ na szybkie rozprzestrzenienie sie uprawy pszenicy na Bliskim Wschodzie około 10 tys. lat temu. Mogli bowiem przybywać do niego ludzie z dość dużego obszaru, a badania genetyczne wykazały, że pszenica pochodzi od dzikich roślin rosnących w tym samym rejonie Turcji, w którym jest Göbekli Tepe.

Teoria o wpływie gęstości zaludnienia na postęp świetnie pasuje też do powstania cywilizacji. W Starym Świecie rodziły się one w dolinach wielkich rzek. Pogorszenie klimatu około 6000 lat temu zapędziło mieszkańców Sahary do doliny Nilu a Bliskiego Wschodu nad Eufrat i Tygrys. W ten sposób jeszcze bardziej wzrosła gęstość zaludnienia i łatwość rozpowszechniania się innowacji. Wkrótce tereny te dają nam dwie pierwsze cywilizacje, które w stosunkowo krótkim czasie tworzą świat prawie taki, jak nasz. Z miastami, administracją, złożoną strukturą społeczną, rozwiniętym rzemiosłem, a także prawem i pismem. Ten ostatni wynalazek dodatkowo ułatwił przekazywanie wiedzy. Teraz bowiem uczeń nie musiał osobiście spotkać nauczyciela, a genialne rozwiązania jednej osoby mogły trochę łatwiej trafić do kogoś, kto mógł je rozwinąć.

Jednak przez bardzo długi czas pismo nie gwarantowało zachowania wiedzy i tylko nieznacznie ułatwiało jej rozprzestrzenianie się. Nawet jeśli ktoś zapisał swoje innowatorskie pomysły czy odkrycia, to nie oznaczało to, że trafią one kiedyś do osoby potrafiącej je rozwinąć, czy choćby tylko zastosować. Zazwyczaj bowiem były jedynie na jednej kopii dokumentu, który leżał gdzieś w bibliotece bądź świątyni. Tak utrwalona wiedza zawarta w dokumentach trafiała tylko do nielicznych, którzy nie dość, że potrafili czytać, to jeszcze byli w tym samym miejscu, co dokument. Co prawda dokument można było kopiować, ale było to bardzo pracochłonne i kosztowne.

Dlatego właśnie mocno już rozwinięta wiedza Greków i Rzymian w ogromnym stopniu wyszła z użycia, gdy zawalił się starożytny świat. Dlatego też nikt nie podchwycił pomysłu Herona z banią kręcącą się dzięki parze i nie stworzył starożytnych maszyn parowych. Dlatego też świat zapomniał o takich niesamowicie zaawansowanych urządzeniach jak mechanizm z Antykithiry.

Kolejny wielki skok ludzkości następuje wraz z pojawieniem się druku. Kopiowanie dokumentów stało się dużo łatwiejsze i wiedza zaczęła się coraz szybciej rozprzestrzeniać. Prawdopodobieństwo, że dana innowacja trafi do osoby, która będzie potrafiła ją rozwinąć, wzrosło w sposób niewyobrażalny. Postęp znacznie przyspieszył.

Kolejna faza to pojawienie się współczesnych środków łączności: radia, telegrafu, telefonu i przekształcanie się świata w globalną wioskę. Ostatnim i niezwykle cennym „dopalaczem” postępu jest internet. Dzięki tym narzędziom postęp stał się szybki, jak nigdy dotąd. Czyjaś innowacja może nawet w kilka sekund trafić do kogoś, kto ją rozwinie i to nawet, jeśli ta osoba jest na zupełnie innym kontynencie. W wirtualnym sensie gęstość zaludnienia wzrosła do 7 miliardów ludzi na jedną jaskinię. Wszyscy staliśmy się jedną grupą.

Efekty tego są niesamowite. Postęp stał się tak szybki, że codzienność może zmieniać się w ogromny sposób już nawet nie w ciągu życia jednej osoby, ale kilka razy w ciągu jej życia. Są jeszcze na świecie ludzie, którzy rodzili się w czasach, gdy nie było radia i telewizji, o komputerach nie wspominając. Gdy wchodziłem w dorosłość mało kto w Polsce wiedział o internecie, a komórki mieli tylko nieliczni bogacze. Gdy zacząłem korzystać z internetu nie było mowy o tym, by komuś przesłać piosenkę na maila, strony otwierały się czasami kilka minut, a filmiki były malutkie, arcypodłej jakości, wymagały instalowania odtwarzaczy i jeśli w ogóle się uruchomiły, to i tak co chwilę się zacinały. Strach pomyśleć co będzie, gdy zacznę życie emeryta :).