Prastary dom… jak na Nową Zelandię

Europejczycy często naśmiewają się z historii Stanów Zjednoczonych, że jest taka krótka. Fakt. W przypadku państwa nie mamy nawet 250 lat dziejów, a jeśli chodzi o europejskie osadnictwo to jest to niewiele ponad 400 lat.

Jeśli jednak uwzględnić najstarsze ślady ludzi na tym terenie, to osiągamy już całkiem dobry wynik – prawie 15 tysięcy lat. Choć dla Europejczyków wciąż jest to mało, to już Nowozelandczycy nie mają nawet co marzyć o tak starych zabytkach.

Nowa Zelandia, choć jest całkiem spora i bardzo gościnna, to została zaludniona szalenie późno. Najnowsze badania wskazują, że miało to miejsce zaledwie w XIII w. n.e.

Nic więc dziwnego, że odkrycie pozostałości domostwa sprzed około 700 lat to dla nowozelandzkiej archeologii wielkie wydarzenie. Owe niezwykle cenne szczątki naukowcy odkopali w Wairau Bar na Wyspie Południowej. Jak na razie tylko dwa razy natknięto się w Nowej Zelandii na równie stare zabudowania.

Co więcej badania wskazują, że w Wairau Bar znajdowała się cała osada, zapewne jedna z pierwszych na wyspie.

Przy resztkach domu archeolodzy znaleźli trochę świetnie wykonanych toporów ciesielskich. Najpewniej mieszkaniec chaty zajmował się ich wyrobem.

W innym miejscu naukowcy natrafili na wysypisko. Leżały w nim szczątki morskich ssaków, ryb, ptaków (m.in. moa i gołębi), a także pozostałości naszyjnika z muszli, narzędzia z kości, haczyki na ryby i kości psa.

To nie pierwsze interesujące odkrycia w tym miejscu. Wiele lat temu odkopano w Wairau Bar maoryskie cmentarzysko datowane wówczas na około 1100-1350. Odnalezione szczątki zabrano w latach 1938-1959 do muzeum Canterbury. Teraz zostaną ponownie pochowane.

Zdjęcia skromnych resztek domu znajdziecie na blogu prowadzonym przez badaczy Wairau Bar. Skorzystałem też z artykułu w The Marlborough Express.