Zagłada północnoamerykańskiej megafauny przyszła z kosmosu?

Prawie dwa lata temu dość głośno było o teorii, że zagłada wielu północnoamerykańskich wielkich ssaków, była wynikiem uderzenia w naszą planetę jakiegoś ciała niebieskiego. W ostatnim „Science” ukazała się praca przedstawiająca najnowszą wersję tej hipotezy.

mastodon_color

Mastodont – jedna z ofiar przybysza z kosmosu? Rysunek: Heinrich Harder, ok. 1920 r.

W artykule naukowcy z USA i Japonii skupili się na „nanodiamentach”, których warstwę odkryli w kilku miejscach Ameryki Północnej.

Ich zdaniem powstała ona około 12 900 lat temu w wyniku zahaczenia o naszą planetę roju komet bądź bogatych w węgiel meteorytów. Wytworzona w wyniku zderzenia wysoka temperatura i ciśnienie przekształciły węgiel w niewielkie diamenty.

Uderzenie spowodowało zdaniem naukowców ogromne zmiany w klimacie. Doszło do wielkich pożarów i destabilizacji lodowców w Ameryce Północnej. Ogromne masy wody z lodowców wpadły do Atlantyku, co na pewien czas zakłóciło prądy morskie. W efekcie nadeszła trwająca 1300 lat fala zimna, której nie przetrwało wiele gatunków ssaków. Uczeni spekulują, że wśród ofiar mogli też być ludzie należący do północnoamerykańskiej kultury Clovis.

Faktem jest, że w tym czasie wyginęły w Ameryce Północnej m.in. mamuty, mastodonty, koty szablozębne, wielkie leniwce, wszystkie koniowate, wielbłądy oraz gigantyczny niedźwiedź krótkopyski.

Autorzy artykułu w „Science” podkreślają, że żadnych szczątków tych ssaków nie znaleziono w warstwach leżących powyżej tej z „nanodiamentami”.

Nie wszyscy naukowcy są przekonani argumentacją zaprezenowaną w „Science”. Pojawiły się m.in. głosy, że „nanodiamenty” niekoniecznie muszą świadczyć o katastrofie spowodowanej przez kosmicznego przybysza.

Na podstawie National Geographic.