Oddajcie zabytki!

Sto lat temu zbiory muzeów w bogatych krajach Zachodu rosły jak na drożdżach. Przywożono do nich całe skrzynie zabytków po cywilizacjach Egiptu, Mezopotamii, Grecji, Iranu czy prekolumbijskiej Ameryki. Czasami wywożono je za zgodą miejscowych władz, które nie zdawały sobie sprawy, jak cenne skarby wypuszczają z rąk, czasami po prostu przemycano.

elgin_marbles_east_pediment

Rzeźby ze wschodniego przyczółka ateńskiego Partenonu w British Museum w Londynie. Część tzw. marmurów Elgina. Zdjęcie na licencji Creative Commons Attribution ShareAlike 2.0 Autor: Andrew Dunn

Teraz wielkie muzea muszą bronić się przed coraz liczniejszymi żądaniami zwrotu zabytków. Najnowszą odsłoną w tej walce dawnych centrów cywilizacji o zagrabione skarby jest pozew złożony w grudniu przez Peru przeciwko szanowanemu amerykańskiemu Yale University.

Władze Peru żądają zwrotu ponad 40 tysięcy zabytków, które odkrywca Macchu Picchu, Amerykanin Hiram Bingham, wywiózł ze słynnego miasta Inków. Zabytki co prawda opuściły Peru legalnie, ale miały być wypożyczone tylko na rok. Jednak mimo upływu ponad 90 lat wciąż są w posiadaniu Yale.

Peruwiańczycy zaczęli domagać się ich zwrotu w 2006 r. Rok później zawarto ugodę. Yale zgodziło się zwrócić około 350 zabytków o wartości muzealnej i trochę pozostałych. Zabytki z Machu Picchu to bowiem w większości potrzaskane skorupy naczyń oraz szczątki ludzi, które nie nadają się do muzealnych gablot. Ugoda wywołała oburzenie części Peruwiańczyków. Padły oskarżenia o neokolonializm. Sytuacja zaostrzyła się, gdy wyszło na jaw, że zbiory Yale są liczniejsze, niż przypuszczano. W tej sytuacji Peru zerwało porozumienie i zażądało wszystkich zabytków.

Gdyby nie spór o zabytki z Machu Picchu mało kto pamiętałby jeszcze o ich istnieniu. Nie ma bowiem wśród nich wielkich dzieł sztuki. Podobne spory, choć na razie o mniejszym natężeniu, toczą się jednak o zabytki dużo bardziej znane.

Marmury Elgina, Nefretete i skarb Priama

Najsłynniejszy konflikt dotyczy tzw. marmurów Elgina. Są to rzeźby wycięte w latach 1801-1812 z ateńskiego Partenonu na polecenie brytyjskiego ambasadora w Turcji lorda Elgina. To jedne z najwspanialszych przykładów greckiej rzeźby. Część tych dzieł przypisuje się słynnemu Fidiaszowi. Wywiezione przez lorda Elgina z należącej jeszcze wtedy do Turków Grecji trafiły w końcu do British Museum i stały się jednym z największych skarbów tej instytucji.

Marmury z Partenonu są przedmiotem najdłuższej batalii o oddanie zabytków. Grecja pierwszy raz zażądała ich zwrotu już w 1833 r., trzy lata po odzyskaniu niepodległości. Ale British Museum jest nieugięte. Jego zdaniem marmury usunięto za zgodą władz tureckich, więc trafiły do Londynu legalnie. Jednak potwierdzające to dokumenty budzą pewne wątpliwości.

Kolejne słynne dzieło sztuki, o które toczy się spór, to wspaniałe popiersie królowej Nefretete odnalezione w 1912 r. w Tell el-Amarna, dawnej stolicy Egiptu. Niemieccy archeolodzy wywieźli je do Berlina. Ich zdaniem za zgodą tureckich władz, które uznały rzeźbę za mało wartościową. Egipcjanie twierdzą jednak, że Nefretete po prostu przemycono. Władze Egiptu pierwszy raz zażądały jej zwrotu już w latach 30. XX wieku, ale Adolf Hitler je wyśmiał. Niedawno kolejny raz zapowiedziały walkę o rzeźbę. Niemcy jednak ani myślą oddać królową, gdyż uznają ją za symbol berlińskiego Altes Museum. Faktem jest, że to niezwykle znane popiersie przyciąga do muzeum ogromne tłumy i przynosi fortunę ze sprzedaży reprodukcji. W ubiegłym roku Niemcy nie zgodzili się nawet wypożyczyć jej na wystawę do Egiptu. Oficjalnie stwierdzili, że jest zbyt delikatna, by podróżować. Jednak zdaniem wielu prawdziwym powodem były obawy, że Egipcjanie nie wypuściliby już królowej w powrotną drogę.

Egipcjanie walczą też o wiele innych zabytków, a wśród nich przechowywany przez British Museum słynny kamień z Rosetty, który posłużył do odcyfrowania egipskich hieroglifów.

Jedna z najbardziej skomplikowanych spraw dotyczy tzw. skarbu Priama, czyli zbioru wyrobów ze złota, srebra i brązu, które Heinrich Schliemann znalazł w 1870 r. w ruinach Troi. Niemiec wywiózł je z Turcji nielegalnie i podarował muzeum w Berlinie. Podczas II wojny światowej skarb zniknął. Dopiero w 1993 r. świat dowiedział się, że zabytki są w Moskwie. Teraz ich zwrotu chcieliby zarówno Turcy jak i Niemcy.

Muzea walczą

W ostatnich latach żądania zwrotu zabytków są coraz częstsze, gdyż wiele krajów dostrzegło, że skarby przeszłości to świetny interes. Zarabia się nie tylko na reprodukcjach, ale również na turystach chcących na własne oczy zobaczyć zabytki, o których uczono ich w szkole.

Wielkie muzea Europy Zachodniej i USA bronią się jak mogą, ale często muszą skapitulować, gdy okazuje się, że zabytki pochodziły z nielegalnych źródeł. Broniąc się często powtarzają, że Egipt, Grecja, czy Peru nie są w stanie zapewnić zabytkom odpowiednio dobrych warunków. Dlatego Grecy zbudowali w Atenach supernowoczesne muzeum, w którym jest specjalna sala na marmury z Partenonu. Egipcjanie budują podobne muzeum w Kairze, a Peruwiańczycy chcą postawić taki budynek w Cuzco.

Dwa lata temu życie dostarczyło zachodnim muzeom doskonałego argumentu. W latach 1987-1993 muzealniczy świat żył wojną Turcji ze słynnym nowojorskim Metropolitan Museum of Art. Zażarty bój toczył się o tzw. skarb Krezusa, który rządził w VI w. p.n.e. położoną w dzisiejszej Turcji Lidią. Ostatecznie muzeum przyznało, że miało świadomość iż kupuje zabytki z nielegalnego źródła i zgodziło się je oddać. Prawniczy triumf kosztował Turcję 40 mln dol.

Pieniędzy zabrakło jednak na zabezpieczenie skarbu. Zabytki trafiły do maleńkiego muzeum w Usak. W 2006 r. wybuchła bomba. Okazało się, że złote przedstawienie mitycznego hippokampa – najcenniejszy zabytek skarbu – znikło z muzeum, a w jego miejsce podłożono kopię. Turecka policja aresztowała 10 osób w tym dyrektora placówki. Kontrola w innych muzeach wykazała, że nie był to jednostkowy przypadek. Z innego zniknęło ponad 500 rzadkich perskich monet. Kradzieży nie ustrzegło się też słynne muzeum w Pałacu Topkapi w Stambule, które straciło w niejasnych okolicznościach ponad 40 zabytków. Co więcej, okazało się, że przez 5 lat muzeum w Usak odwiedziło 769 osób. Nowojorskie Met ma każdego dnia ponad 20 razy więcej gości.To wymarzony przykład na poparcie kolejnego argumentu zachodnich muzeów: u nich zabytki oglądają tłumy, a w krajach pochodzenia mało kto się nimi interesuje. Tym samym oddanie zabytków w rzeczywistości osłabia promowanie bogatej przeszłości krajów, z których pochodzą.

W sporach o zabytki rację po trochu mają obie strony. Egipt, Peru, Turcja, Grecja i inne kraje mają pełne prawa do korzystania ze swojej przeszłości i dzieł swych przodków. Jednak i wielkie muzea Zachodu słusznie twierdzą, że nie tylko mieszkańcy tych krajów mają prawo obcować z dorobkiem dawnych kultur, gdyż stał się on dziedzictwem całej ludzkości. Na sensowne rozwiązanie tej kwestii wskazała Sharon Waxman w swojej wydanej kilka tygodni temu książce „Loot: The Battle Over the Stolen Treasures of the Ancient World” (Grabież: bitwa o skradzione skarby starożytnego świata). Napisała w niej: „Jedyną realistyczną drogą jest współpraca biednych państw, które są tak bogate w dziedzictwo, z uprzemysłowionymi narodami, które mają pieniądze i doświadczenie konieczne do zachowania tego dziedzictwa”.

Problem w tym, że przez blisko dwa stulecia bogate państwa bez pardonu zabierały zabytki z biednych, więc poziom nieufności i lista krzywd są całkiem spore.

Skrócona wersja tego tekstu ukazała się w „Gazecie Wyborczej”.