Popłyną zobaczyć, co zostało z pancernika „Schleswig-Holstein”

Wyruszą w najbliższy piątek z Helu na statku nurkowym m/y „Nitrox”. Ich celem będzie akwen wokół najdalej na północ wysuniętej wyspy Estonii – Osmussar. Dziesięciu płetwonurków zamierza odnaleźć niemiecki okręt „Schleswig-Holstein”. Ten sam, który 1 września o godzinie 4.48 rozpoczął ostrzał Westerplatte.

Pancernik „Schleswig-Holstein” około 1930 r. Z lewej widać bliźniaczy pancernik „Schlesien”.

– To pierwsza polska ekspedycja na wrak pancernika – mówi gazecie „Polska Dziennik Bałtycki” Aleksander Ostasz ze Szczecina, który jest głównym organizatorem wyprawy. – Otrzymaliśmy zgodę władz Estonii na spenetrowanie mielizny Neugrund koło wyspy Osmussar. Obecnie nic w tym rejonie nie wystaje poza powierzchnię wody. Zamierzamy przede wszystkim sporządzić dokumentację filmową i fotograficzną wraku.

Jeszcze za czasów PRL młodzież na lekcjach historii uczyła się, że „Schleswig-Holstein”, który zatonął w gdyńskim porcie w 1945 roku, po wydobyciu trafił do polskich hut. – Prawda była jednak inna – mówi dziennikowi Jacek Żebrowski, autor książek na temat historii Westerplatte. – Bogini zemsty, Nemezis, zgotowała pancernikowi „Schleswig-Holstein” ponury los. Rosjanie po odholowaniu – w tajemnicy – pancernika do Tallina zamienili go w okręt cel. Zbierając materiały do książki, przed kilkoma laty dotarłem do Władymira Kopelmanna z muzeum w Sankt Petersburgu. Ten muzealnik, a zarazem były oficer floty radzieckiej pomógł mi ustalić, jakie były prawdziwe losy okrętu. Z kolei zaprzyjaźniony archeolog z muzeum w Tallinie przekazał dokładną pozycję, gdzie spoczywa wrak.

Na razie dokładnie nie wiadomo, co pozostało z pancernika. Informacje przekazane przez Estończyków wskazują na to, że na pewno ocalał kadłub. A to już dużo. Jeśli polska wyprawa potwierdzi te doniesienia, to być może wrak lub jego cześć mogłyby stać się elementem ekspozycji w powstającym w Gdańsku Muzeum II Wojny Światowej. Pozostaje jeszcze kwestia jego wydobycia.

– To byłoby kosztowne, ale wykonalne przedsięwzięcie – mówi Aleksander Ostasz. – Konieczna jest także zgoda Estończyków. Podejrzewam jednak, że nie powinno być z tym problemu, bo niemiecki wrak ma niewiele wspólnego z ich historią.

Więcej w Polska Dziennik Bałtycki.