Myśliwiec: Polski Indiana Jones? To nie ja!

– Uprawianie archeologii to przygoda, a nawet awanturnictwo, ale nie takie filmowe. Pracujemy w miejscach, gdzie wrogów mamy na każdym kroku. Najgroźniejsze są wszechobecne koszmarne komary i węże. Kto się do nich nie przyzwyczai, nie ma czego szukać w Egipcie.

Odkrycia nie są też tak romantyczne. Każde oznacza ciężką pracę od świtu do późnej nocy. Najpierw w wykopie, potem nad książkami, bo wszystko trzeba umieścić we właściwym kontekście historycznym. To żmudna praca. Rzadko prowadzi do sukcesu. Bywa, że nie daje satysfakcji – powiedział prof. Karol Myśliwiec w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”.

– Media i inni badacze usiłują mi wmówić, że największe nasze osiągnięcie to odnalezienie grobowca wezyra Merefnebefa. Do 1997 roku była to zupełnie nieznana postać historyczna. Sam grobowiec jest z jednej strony wspaniałym zabytkiem, a z drugiej pozwala poznać dosyć ciemną część historii starożytnego Egiptu.

Jednak to podczas wcześniejszych wykopalisk w Tell Atrib – gdzie znaleźliśmy dzielnicę rzemieślników i artystów – dokonaliśmy odkryć nadzwyczajnych z naukowego punktu widzenia. W niej wyodrębniliśmy niezakłócone warstwy archeologiczne z lat od 332 p.n.e., czyli od panowania w Egipcie Aleksandra Wielkiego, po słynną Kleopatrę VII, a zatem do roku 30 p.n.e. Monety oraz stemple na imadłach importowanych amfor odkrywane w konkretnych warstwach archeologicznych pozwoliły nam datować zabytki – figurki i naczynia z gliny czy fajansu, rzeźby z egipskiego wapienia czy z importowanego marmuru – z dokładnością nawet do kilku lat. Wcześniej kierowano się wyłącznie pewnymi cechami stylu. Powodowało to nawet kilkusetletnie przesunięcia w czasie. Nasze odkrycie było więc przełomowe dla badań nad rzemiosłem i sztuką w III-I w. p.n.e. – tłumaczy prof. Myśliwiec.