Statek zaginionej ekspedycji

Niedaleko Wyspy Króla Williama w kanadyjskiej Arktyce znaleziono wrak statku należącego do ekspedycji, która blisko 170 lat temu próbowała lepiej poznać tamtejsze wody.

John_Franklin

Sir John Franklin, dowódca zaginionej ekspedycji

Latem 1845 r. na wody amerykańskiej Arktyki wpłynęły brytyjskie statki „Erebus” i „Terror” ze 129 osobami na pokładzie. Świetnie wyposażoną ekspedycją dowodził doświadczony badacz Arktyki sir John Franklin. Zadaniem wyprawy było odkrycie północnego szlaku łączącego Atlantyk z Pacyfikiem.

W lipcu ekspedycja dotarła do Morza Baffina, gdzie spotkali ją wielorybnicy. Potem oba statki zgodnie z planem popłynęły dalej na zachód. Nigdy jednak nie wróciły.

W tamtych czasach wielomiesięczny brak informacji o wyprawie morskiej nie był niczym dziwnym, dlatego pierwsze ekspedycje poszukiwawcze wyruszyły dopiero w 1848 r.

Po dwóch latach, gdy Arktykę przeczesywało już 11 statków poszukiwawczych z Wielkiej Brytanii i USA, na niewielkiej wyspie Beechey odkryto groby trzech członków ekspedycji. Wciąż jednak nie było wiadomo, co stało się z resztą 129-osobowej załogi i statkami.

Kolejne informacje o losie Franklina i jego ludzi zdobył dopiero w 1854 r. John Rae i to w dodatku z drugiej ręki. Dowiedział się od grupy Inuitów żyjących na Wyspie Króla Williama, że ich pobratymcy spotkali cztery wiosny wcześniej grupę około 40 białych wędrujących po lodzie na południe i ciągnących łódź, a parę miesięcy później znaleźli porzucony obóz i ciała 35 osób. Wspomnieli też, że widziano tonący okręt. Na potwierdzenie tych słów Rae uzyskał od Inuitów wiele przedmiotów, które należały do członków ekspedycji.

Więcej informacji o losie wyprawy Franklina zdobył w 1859 r. zespół poszukiwaczy, którym kierował Francis Leopold McClintock. Na Wyspie Króla Williama natrafili na celowo ułożony stos kamieni z kartką papieru pozostawioną przez ludzi Franklina.

Ekspedycja Franklina

Znaleziona w 1859 r. kartka, dzięki której poznaliśmy los ekspedycji

Były na niej dwie notatki. Pierwsza z maja 1847 r. informowała, że wszystko jest w porządku, a ekspedycja zimowała przy wyspie Beechey oraz w następnym roku przy Wyspie Króla Williama. Drugą informację napisano w kwietniu 1848 r. To dzięki niej dowiedzieliśmy się, że w czerwcu 1847 r. zmarł Franklin, a „Erebus” i „Terror” przez półtora roku były uwięzione przez lód. W końcu, na kilka dni przed napisaniem tej notatki, 105 pozostających przy życiu członków ekspedycji postanowiło porzucić okręty i wyruszyć pieszo na południe.

Kolejne ekspedycje znajdowały kości i przedmioty mogące należeć do załóg obu statków. Ostatnich odkryć dokonano w latach 80. i 90. XX w. Badania znalezionych wówczas szczątków ludzkich dostarczyły dowodów wskazujących na to, że niektórzy członkowie ekspedycji uciekli się do kanibalizmu. Nigdy jednak nie natrafiono na pozostałości „Erebusa” i „Terrora”.

Odkrycie wraku jednego z tych okrętów (na razie nie wiadomo którego) zawdzięczamy ociepleniu klimatu, które zaczęło topić lody blokujące przejścia między wyspami północnej Kanady, co znacząco ułatwiło przeczesywanie dna morskiego. W 2008 r. władze Kanady wznowiły poszukiwania pozostałości ekspedycji. Wrak zlokalizowano za pomocą sonaru na dnie Cieśniny Victorii obok Wyspy Króla Williama.

Dla Kanady jest to bardzo ważne odkrycie, o czym dobitnie świadczy to, że o zlokalizowaniu wraku poinformował osobiście premier tego kraju Stephen Harper. Wyraził przy tym zadowolenie, że rozwiązano jedną z największych zagadek Kanady.

Brytyjski archeolog William Battersby powiedział nawet, że to największe odkrycie archeologiczne od czasów znalezienia grobowca Tutanchamona, co bardzo chętnie cytują liczne media. Jest to jednak gruba przesada.

Znalezienie wraku to dopiero początek badań. Statek wydaje się być w dobrym stanie, co daje nadzieję, że na jego pokładzie jest wciąż wiele przedmiotów należących do ekspedycji. W zimnej arktycznej wodzie mogły zachować się nawet notatki, rysunki i być może jedne z najstarszych zdjęć na świecie. Ekspedycja miała bowiem dagerotyp – wczesny typ aparatu fotograficznego, będący wówczas nowinką techniczną zaprezentowaną zaledwie sześć lat przed wypłynięciem sir Johna Franklina w jego ostatni rejs. Nie ma więc wątpliwości, że jeśli dojdzie kiedyś do badań wraku, to mogą się one okazać jednymi z ciekawszych w dziejach archeologii podwodnej.

O odkryciu napisały m.in. BBC i National Geographic. W obu serwisach znajdziecie sonarowy obraz wraku.

AKTUALIZACJA

30 września archeolodzy podwodni zidentyfikowali wrak jako HMS Erebus

NędzaUjdzie w tłumieŚrednieDobreBardzo dobreRewelacja (Oddanych głosów: 13, średnia ocen: 5,62 na 6)
Loading...