O oddzielaniu skały od kości, czyli żmudna strona paleontologii i paleoantropologii

Paleontolog, który za pomocą igły pneumatycznej preparuje znalezione skamieniałości, musi być dokładny niczym chirurg. Od jego precyzji zależy los pozostałości sprzed setek milionów lat. Jednak niewielkich zniszczeń nie unikną nawet doświadczeni naukowcy.

Preparowanie

Paleontolog preparuje kość europozaura, czyli roślinożernego dinozaura, który 150-155 mln lat temu żył na naszym kontynencie. Fot. Nils Knötschke, Creative Commons

– Preparowanie kości może trwać od kilku tygodni do nawet dwóch miesięcy, jeśli jest to jakiś bardzo skomplikowany okaz. Bardzo dużo zależy od sprawności preparatora. Ja preparowałem kość do swojej pracy magisterskiej i zajęło mi to trzy miesiące, ale jeszcze nie mam wprawy – powiedział PAP Dawid Dróżdż z Instytutu Paleobiologii Polskiej Akademii Nauk.

Podczas Pikniku Naukowego w Warszawie prezentował on liczącą 215 mln lat kość ramieniową dicynodonta znalezioną w Lisowicach koło Lublińca w województwie śląskim. Dicynodonty to gady ssakokształtne, które osiągały rozmiary współczesnych słoni.

Jak mówił Dawid Dróżdż, kiedy znajdzie się taką kość trzeba ją odpowiednio zabezpieczyć, np. przy pomocy opatrunku złożonego z papieru toaletowego, gipsu i specjalnej siatki. Tak zabezpieczoną skamieniałość zawozi się do laboratorium. – Skamieniałości z Lisowic często w momencie wydobycia oblepione są twardszą skałą osadową. Abyśmy o tej kości mogli się czegoś dowiedzieć, poznać jej morfologię, musimy oddzielić skałę osadową od właściwej skamieniałości – opisał Dróżdż.

Badacze mogą to robić tradycyjnie za pomocą młotka i dłuta, ale dużo częściej używają specjalnych narzędzi preparacyjnych – igieł pneumatycznych. – Taka igła działa jak malutki, wibrujący młotek pneumatyczny. Trzymając ją tak jak długopis można bardzo precyzyjnie wypreparować i oddzielić kość od skały – powiedział rozmówca PAP.

Następnym etapem po wypreparowaniu jest stworzenie rekonstrukcji kości. Jest ona fotografowana, a potem odtwarza się jej kształt i wygląd, aby pokazać jak wyglądała w czasie życia zwierzęcia.

W trakcie preparacji skamieniałości nie da się uniknąć uszkodzeń. – Paleontolog, kiedy zaczyna pracę nad skamieniałością od razu wie, że coś się zniszczy. Sedno sprawy polega na tym, aby zniszczyć jak najmniej. Początkujący preparatorzy biorą do pracy okazy, które są gorszej jakości i można sobie pozwolić na ich stratę. Jednak im większa praktyka, tym zniszczeń jest coraz mniej – wyjaśnił Dawid Dróżdż.

Tekst pochodzi z serwisu Nauka w Polsce.

Podane w powyższym materiale czasy preparowania skamieniałych szczątków bynajmniej nie są rekordowe. Paleoantropolodzy nierzadko spędzają wiele lat nad oddzielaniem skały od kości wymarłych homininów. Tak było na przykład ze szczątkami Ardi (samicy z gatunku Ardipithecus ramidus), które odkryto w 1994 r.

Naukowcy musieli poświęcić wiele lat na wydobycie i zabezpieczenie jej kości, gdyż były one w bardzo złym stanie. Prawdopodobnie po śmierci Ardi jej szczątki zostały zmiażdżone i wbite w błoto przez inne zwierzęta (np. hipopotamy). W takiej postaci skamieniały, a potem w wyniku procesów geologicznych dostały się na powierzchnię ziemi wraz z zamienionym w skałę błotem.

By nie stracić szczątków, naukowcy wycięli cały blok skalny, a następnie precyzyjnymi narzędziami przez wiele lat oddzielali skałę od kości i składali w całość zmiażdżone, popękane szczątki. Ogromną rolę odegrały nowoczesne metody komputerowej rekonstrukcji trójwymiarowej. Świat o odkryciu mającego 4,4 mln lat szkieletu dowiedział się dopiero w 2009 r., gdy większość tych prac była zakończona i badacze mogli wreszcie zaprezentować znalezisko na łamach naukowego czasopisma.

Podobnie było też ze szczątkami trzyletniego australopiteka nazwanego Selam. Częściowe usunięcie oblepiającej szkielet skały zajęło naukowcom 5 lat.

W ostatnich latach badacze zyskali jednak nową metodę, która uwalnia ich od żmudnego czyszczenia kości, a jednocześnie chroni je przed jakimikolwiek uszkodzeniami. Zespół naukowców badających szkielet Australopithecus sediba poznał wnętrze jego czaszki dzięki bardzo dokładnym trójwymiarowym skanom, które wykonano za pomocą nowoczesnego synchrotronu we francuskim Grenoble.

Trójwymiarowa rekonstrukcja czaszki Australopithecus sediba. Witwatersrand University/K. Carlson

NędzaUjdzie w tłumieŚrednieDobreBardzo dobreRewelacja (Oddanych głosów: 4, średnia ocen: 6,00 na 6)
Loading...