Co nam mówią grzebienie z Truso?

Wyroby z poroża i kości to ta kategoria zabytków, która przyciąga dużo mniejszą uwagę niż przedmioty ze złota, srebra, bursztynu, czy choćby zwykłego żelaza bądź brązu. Tymczasem one również mają ciekawe historie do opowiedzenia.

Grzebień z Truso

Jeden z grzebieni znalezionych w Truso. Fot. M. Osiadacz

Wśród licznych zabytków odkrytych w Janowie Pomorskim niedaleko Elbląga, gdzie znaleziono pozostałości dużej skandynawskiej osady identyfikowanej jako Truso, są 602 przedmioty z poroża i kości. Właśnie im poświęcony jest II tom Studiów nad Truso „Przedmioty z poroża i kości z Janowa Pomorskiego” wydany niedawno przez Muzeum Archeologiczno-Historyczne w Elblągu we współpracy z Instytutem Archeologii i Etnologii PAN w Warszawie.

Spośród zabytków z poroża i kości najliczniejsza grupa związana jest z produkcją grzebieni. Łącznie w Truso znaleziono 73 grzebienie bądź ich fragmenty. Tworzą one bardzo zróżnicowany zbiór jeśli chodzi o ich typy i zdobnictwo.

Nie ma wątpliwości, że wiele tych grzebieni było lokalnym wyrobem. Archeolodzy znaleźli w Truso półprodukty i odpady produkcyjne, które są świadectwem funkcjonowania w VIII-X w. kilku niewielkich pracowni.

Nie był to jednak wiodący przemysł. Autor opracowanie archeologicznego dr Eugeniusz Cnotliwy (wieloletni pracownik Muzeum Narodowego w Szczecinie, znawca wczesnośredniowiecznego Pomorza, specjalista od rzemiosła rogowniczego) podkreśla, że warsztaty zajmujące się wyrobem grzebieni działały nieco w cieniu kowali, jubilerów, bursztynników, szklarzy, czy szkutników.

Grzebień z Truso2

Grzebień znaleziony w Truso. Fot. M. Osiadacz

Podobna sytuacja była w innych nadbałtyckich ośrodkach tego okresu, choć nie brak i miejsc z dużo liczniejszymi śladami produkcji grzebieni. Prym wiedzie tu Hedeby (skandynawska osada na pograniczu niemiecko-duńskim), gdzie znaleziono aż 288 tys. pozostałości po produkcji grzebieni, często skoncentrowanych w wielkich skupiskach. Jest to jednak wyjątek. W innych ośrodkach produkcja nie była prowadzona na tak masową skalę, choć Truso wypada skromnie w tym zestawieniu również w porównaniu z Rerik, Ralswiek czy Menzlin (wszystkie osady leżały w północno-wschodnich Niemczech).

Działalność wytwórców grzebieni w Truso skupiała się w przyportowej części osady, co było charakterystyczne dla wielu ośrodków nadbałtyckich.

Może to wynikać z kilku przyczyn. Przede wszystkim wytwórcy grzebieni najpewniej chcieli być w jak najbliższym kontakcie z potencjalnymi klientami, a zazwyczaj najwięcej ludzi kręci się przy porcie, gdzie oprócz miejscowych pojawiają się również przyjezdni.

Do przyjezdnych najprawdopodobniej należało również wielu działających w Truso grzebieniarzy. Wskazują na to choćby znaleziska w podłużnym budynku, który badacze Truso oznaczają rzymską cyfrą VIII. Archeolodzy znaleźli w nim trzy skupiska odpadów po produkcji grzebieni, które pochodzą z różnego czasu i wskazują na stosunkowo krótkotrwałą działalność rzemieślników pochodzących z innych miejsc.

Janow Pomorski - pionek

Zdobiony pionek do gry znaleziony w Truso. Fot. dzięki uprzejmości MAH

W jednym ze skupisk był np. element ze specyficznym zdobieniem, mający zaledwie kilka ścisłych odpowiedników odkrytych w Ralswiek, Birce, Szczecinie i Hedeby. Eugeniusz Cnotliwy podejrzewa, że wszystkie mogą być dziełem jednego rzemieślnika, który żył w IX w. i odwiedzał po kolei nadbałtyckie osady.

Inne skupisko sugeruje obecność rzemieślnika, który przyjechał z Birki. Zostały po nim fragmenty grzebieni typu skandynawskiego oraz niewykończony pionek do gry hnefatafl. Znaleziska w innym budynku sugerują zaś obecność w Truso grzebieniarza z Hedeby.

Wytwórcy ci mogli być żeglarzami, członkami załóg łodzi kupieckich, którzy na dłuższych postojach, może w okresach zimowych, gdy lód skuwał morze, podejmowali na małą skalę produkcję i sprzedaż grzebieni. To tłumaczyłoby koncentrację tych małych pracowni wokół portu, gdyż żeglarze najpewniej mieszkali w jego pobliżu. Schroniskiem przeznaczonym dla tych ludzi mógł być chociażby wspomniany już podłużny budynek VIII z pozostałościami działalności trzech grzebieniarzy.

Nie można jednak wykluczyć, że te małe warsztaty są pozostałością po wyspecjalizowanych wytwórcach, którzy celowo wędrowali od osady do osady aktywnie szukając nabywców na swoje produkty.

„Poszukiwanie rynku zbytu zmuszało do wędrówki, do okresowych pobytów produkcyjnych w różnych ośrodkach. Z tego też powodu wielu badaczy jest zdania, że działalność ta nie może być uznawana za rzemiosło w pełnym tego słowa znaczeniu. Jak jednak określać specjalistów, często wysokiej miary, próbujących w ten sposób wykorzystywać swoje umiejętności dla pozyskania niezbędnych środków do życia?” – pisze dr Cnotliwy.

Na taki wędrowno-dorywczy charakter produkcji wskazuje też to, że większość pracowni działała na niewielką skalę. Duże pracownie występują rzadko i to w dodatku w nielicznych ośrodkach.

„Wyrób grzebieni nie był z całą pewnością zajęciem całorocznym, stanowiącym podstawę utrzymania” – pisze dr Cnotliwy. Wskazuje na to choćby dość częste łączenie wyrobu grzebieni z zupełnie innymi rzemiosłami. W Truso było tak tylko w jednym przypadku, gdzie znaleziska wskazują na jednoczesną obróbkę bursztynu. Jednak przykłady takiego łączenia różnych działalności znane są z kilku osad. Na przykład w Rerik oraz Ralswiek wyrób grzebieni łączono z kowalstwem. Także w Menzlinie oraz Starej Ładodze (północna Rosja) znaleziono ślady swego rodzaju przedsiębiorstw rzemieślniczych, w których wyrób grzebieni był tylko jednym z kilku zajęć.

Podsumowując, z analizy pracowni w Truso wynika, że w osadzie działali prawie wyłącznie rzemieślnicy wędrowni, powiązani przede wszystkim z ośrodkami rozlokowanymi w zachodniej części Bałtyku, a w mniejszej mierze z osadami północnoskandynawskimi.

Stosunkowo niewielka produkcja w Truso wynikała najpewniej z niewielkiego miejscowego zapotrzebowania. Część produkcji mogła trafiać do innych ośrodków za pośrednictwem kupców, żeglarzy i samych wędrownych grzebieniarzy, na co wskazuje znaczne rozproszenie podobnie zdobionych grzebieni.

Jednak niektóre grzebienie znalezione w Truso najwyraźniej nie są miejscowymi wyrobami, ale importami z Birki, z Norwegii oraz ośrodków fryzyjskich.

Inne wyroby z kości i poroża znalezione w Truso to oprawki, pionki do gry, grociki, szydła i igły. Sporą kategorię stanowią łyżwy wyrabiane z kości śródręcza bydła, których znaleziono aż 25. Intrygującym przedmiotem jest zachowany w całości malutki młoteczek z poroża o niejasnym przeznaczeniu. Być może służył do jakiejś precyzyjnej pracy, ale nawet na to wydaje się trochę za mały.

Ciekawostką są małe fragmenty płytki wykonanej z kości morświna bądź wieloryba, które mogą być pozostałościami kompasu żeglarskiego. Niestety, zachowane fragmenty są tak niewielkie i nieliczne, że niemożliwa jest pełna rekonstrukcja.

Analizy archeozoologiczne wykazały, że w spośród poroży i kości w Truso najchętniej wykorzystywano poroża jelenia i jego krewniaków. Oprócz nich najliczniejsze, ale około dziesięciokrotnie mniejsze grupy stanowiły wyroby i półwytwory z kości bydła oraz świń. Kolejne miejsca zajęły konie oraz walenie i morsy.

Autorem analizy archeozoologicznej jest prof. Daniel Makowiecki z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Całość wstępem opatrzył odkrywca Truso, dr Marek Franciszek Jagodziński, pracownik Muzeum Archeologiczno-Historycznego w Elblągu.

Elbląskie muzeum prowadzi sprzedaż swoich publikacji we własnym sklepiku oraz poprzez Allegro.

NędzaUjdzie w tłumieŚrednieDobreBardzo dobreRewelacja (Oddanych głosów: 8, średnia ocen: 5,75 na 6)
Loading...