Polski badacz o wymieraniu wielkich ssaków epoki lodowej

Przekonanie o istnieniu w okresie ostatniej epoki lodowcowej zwartej, jednolitej grupy megafauny plejstoceńskiej nie ma racji bytu – uważa prof. Adam Nadachowski.

Dzikie konie, mamuty i nosorożce włochate w Hiszpanii podczas epoki lodowej. Ilustracja na licencji Creative Commons. Autor: Mauricio Antón. Źródło. PLoS Biology, C. Sedwick „What Killed the Woolly Mammoth?”

– Nie ma czegoś takiego, jak zespół zwierząt stepotundry plejstoceńskiej. To zbiór indywidualnych historii różnych gatunków, a każdy gatunek w inny sposób reagował na zmiany klimatu i środowiska – przekonuje prof. Nadachowski z Instytutu Systematyki i Ewolucji Zwierząt PAN w Krakowie i Zakładu Paleozoologii na Wydziale Biologii Uniwersytetu Wrocławskiego.

W powszechnej świadomości epoka lodowcowa kojarzy się z mamutami i innymi wymarłymi dziś zwierzętami, zimnem i bezkresem śniegu. Żyjący wtedy przedstawiciele tzw. megafuany, mieli wymrzeć około 12 tysięcy lat temu wraz z początkiem epoki holocenu, w której właśnie żyjemy.

Kontynent europejski w okresie ostatniej epoki lodowcowej znacząco różnił się od jego dzisiejszego kształtu. Poziom mórz był w czasie maksimum zlodowacenia o około 100 metrów niższy, co determinowało formę linii brzegowej. Poza tym kontynent zajęty był w dużej części przez lądolód skandynawski.

– Ówczesny ekosystem między czołem lodowca a łukiem Karpat i Alp cechowała strefowość peryglacjalna. Oznacza to, że środowisko drastycznie zmieniało się na przestrzeni kilkuset kilometrów. Tuż przy lądolodzie rozpoczynała się stepotundra, gdzie zamieszkiwały mamuty, nosorożce włochate czy renifery – wyjaśnia prof. Nadachowski.

Jak podkreśla naukowiec, najważniejszą cechą stepotundry, niespotykaną we współczesnej tundrze czy stepach, była duża produktywność pierwotna – ekosystem ten produkował względnie dużą biomasę roślinną mogącą wyżywić dużych roślinożerców i znaczną różnorodność gatunkową roślin i zwierząt. Latem temperatury sięgały plus 10 st. Celsjusza, zimą – minus 20 st. C.

Największym zwierzęciem żyjącym w tej strefie był mamut, dlatego często określana też jest mianem stepu mamuciego. Mamuty masowo zaczęły wymierać ok. 15 tys. lat temu. Dłużej przetrwały tylko w północno-wschodniej Rosji na Wyspie Wrangla, bo aż do III tysiąclecia p.n.e. – do czasów budowy piramid w Egipcie; ale były to odosobnione stada. Poza tym mamuty te były skarłowaciałe – dwukrotnie mniejsze niż kontynentalne, co nastąpiło na skutek wsobnego krzyżowania się.

– Mamuty co prawda wymarły w Europie, ale inne gatunki współegzystujące z nim – jak renifer, piżmowół, piesiec, wilk, rosomak czy hiena jaskiniowa – przetrwały koniec epoki lodowcowej. Dlatego uważam, iż nie należy dłużej mówić o czymś takim, jak wymarcie fauny plejstoceńskiej, bo takiego wydarzenia po prostu nie było – dodaje naukowiec.

Prof. Nadachowski nie przeczy, że część gatunków wymarła wraz z końcem epoki plejstocenu, ale ich zniknięcie następowało stopniowo. Co podkreśla, każdy z gatunków ma inny wzór wymierania, co oznacza, że wymarcie nie nastąpiło jednocześnie. Na przykład niedźwiedź jaskiniowy wymarł jeszcze przed maksymalnym rozwojem lądolodu skandynawskiego, ok. 25 tysięcy lat przed mamutem. Paleontolodzy obecnie zaczynają wskazywać na współwystępowanie różnych gatunków fauny w strefie stepotundry, które obecnie nigdy nie występują razem. Naukowcy nazywają to zjawisko „zmieszaniem fauny”.

– Początkowo myślano, że współwystępowanie mamuta – gatunku przystosowanego do zimna, i jelenia – zwierzęcia ciepłolubnego i leśnego, na tym samym stanowisku wynika z tego, że ich szczątki pochodzą z różnych okresów. Jednak po szczegółowych analizach okazało się, że próbki są jednoczasowe – mówi badacz.

Prof. Nadachowski podkreśla, że współwystępowanie w tych samych środowiskach, np. jeleni i mamuta, należy traktować jako regułę w tym nieistniejącym już ekosystemie, pomimo tego, że każdy z tych gatunków był inny i inaczej reagował na zmiany klimatyczne i środowiskowe. Taki pogląd – wedle którego nie uznaje się ówczesnych zwierząt jako monolitu, identycznie reagującego na zmiany, tylko traktuje jako oddzielne przypadki – określa się mianem koncepcji indywidualistycznej.

– Jednak ekolodzy zespołów, w tym przypadku zespołu fauny plejstoceńskiej, tak zdominowali myślenie, że nie udało się od niego długo oderwać. Współwystępowanie formacji roślinnych tundrowych, stepowych i leśnych oraz towarzyszącej jest silnie zróżnicowanej fauny w ekosystemie stepotundry plejstoceńskiej po dziesiątkach lat badań i analiz należy uznać za w pełni uzasadnione – uważa naukowiec.

Zdaniem prof. Nadachowskiego podstawową przyczyną wymierania wielu gatunków zwierząt były czynniki klimatyczne, powiązane z końcem epoki lodowcowej. Stałocieplne zwierzęta nie były w stanie zaadaptować się do szybko zmieniających się warunków. Jednak moment ten zbiegł się także w czasie z przybyciem na kontynent europejski człowieka – Homo sapiens sapiens. Człowiek, według uczonego, zwłaszcza ze społeczności kultur graweckiej i magdaleńskiej, mógł być lokalnie odpowiedzialny za wybicie gatunków, ale nie miał globalnego wpływu na wymieranie megafauny.

Nowe dane, zwłaszcza dotyczące datowania znalezionych szczątków megafauny, wskazują, że tzw. wielkie wymieranie nie było nagłe. Był to proces trwający 20-30 tysięcy lat, związany ze zmniejszającym się areałem stepotundry, co wspiera wersję modelu indywidualistycznego.

Zagadką natomiast jest fakt, że kiedyś współwystępujące zwierzęta w strefie stepotundry, obecnie kojarzone są z innymi strefami ekosystemu. – Dla niektórych ekologów nie do pomyślenia jest fakt, że kiedyś mogło być inaczej – kończy prof. Nadachowski.

Tekst pochodzi z serwisu Nauka w Polsce.

Komentarz

Pogląd o konieczności rozdzielnego traktowania różnych gatunków zwierząt żyjących w Europie w epoce lodowej zyskuje ostatnio mocne argumenty. Duże znaczenie miały tutaj badania opublikowane w 2011 r. w „Nature”, które pokazały odmienne losy sześciu gatunków zwierząt licznie występujących w plejstoceńskiej Europie (czyt. Co zgładziło giganty epoki lodowej? (subskrypcja)). Okazało się, że badania nie wskazały jednej przyczyny ani wzorca wymierania różnych przedstawicieli megafauny. Gatunki wymierały z różnych powodów, a w okresach, gdy jedne przeżywały ciężkie czasy, innym wiodło się całkiem dobrze. – Nasze odkrycia kładą kres hipotezom zakładającym jedną przyczynę wymierania megafauny – komentował wówczas kierownik zespołu badawczego, Eske Willerslev z Uniwersytetu Kopenhaskiego.

NędzaUjdzie w tłumieŚrednieDobreBardzo dobreRewelacja (Oddanych głosów: 13, średnia ocen: 5,46 na 6)
Loading...