Latem 986 r. 14 łodzi ze skandynawskimi osadnikami z Islandii wylądowało u wybrzeży Grenlandii. Na ich czele stał Eryk Rudy, który cztery lata wcześniej odkrył ten ląd, gdy musiał opuścić Islandię wypędzony za zabójstwo.
Zbudowana kilka lat temu replika pierwszego kościoła na Grenlandii w Brattahlíð, jednej z najważniejszych osad średniowiecnzych kolonistów.
Skandynawska kolonia na Grenlandii kwitła przez kilka stuleci osiągając w swoim najlepszym okresie około 5 tys. mieszkańców. Jednak w połowie XIV w. klimat znacząco się ochłodził i kolonia wymarła.
O dziejach grenlandzkiej kolonii słyszymy najczęściej w związku z dyskusjami o ociepleniu klimatu. Często można spotkać argument, że zmianami klimatu nie ma się co przejmować, gdyż kiedyś było ciepło i Skandynawowie uprawiali zboże na Grenlandii.
Problem w tym, że nigdy nie znaleziono żadnych śladów tych upraw, więc mieliśmy tutaj bardziej do czynienia z mitem, niż potwierdzonym faktem.
Jak donoszą islandzkie media, możliwe, że mamy właśnie do czynienia z przełomem w kwestii uprawy zbóż na Grenlandii. Archeolodzy z duńskiego Muzeum Narodowego znaleźli pozostałości spalonego jęczmienia w średniowiecznym gnojowisku.
Odkrycie tak zafascynowało duńskich badaczy, że postanowili przewieźć aż 300 kg kilogramów zabytkowego gnoju do laboratorium w Danii, aby go dokładnie przebadać.
Możliwe więc, że wkrótce naukowcy będą w stanie rozstrzygnąć kwestię uprawiania zboża na Grenlandii.
O odkryciu doniósł serwis IceNews.


(Oddanych głosów: 10, średnia ocen: 5,80 na 6)
Zboże owo niby teoretycznie mogło pochodzić z importu, ale podejrzewam, że znacznie podniosłoby to jego cenę – zanadto, by znalazło nabywcę. Zresztą „od zawsze” byłem zwolennikiem uprawy zbóż na Grenlandii, a to dlatego, iż nie mogło mi się w głowie pomieścić, aby Wikingowie mogli egzystować bez piwa.
I może dlatego płacili za sprowadzane zboże :D
Odrobinę więcej istotnych informacji u źródła:
http://www.kristeligt-dagblad.dk/artikel/447014:Danmark–Sensationelt-kornfund-beviser-nordboernes-agerbrug
wynika z tego artykułu, że znaleziono co prawda mikroskopijne (dziesiąte części miligrama) ale jednak ości jęczmienia. To o tyle ważne, że ości są częścią plew, które jak wiadomo są odpadem w procesie omłotu i w ziarnie znajduje się ich niewiele. Jeżeli sprowadzano zboża to najpewniej samo ziarno, a obecność plew sugeruje miejscowe pochodzenie ziarna. Jednak tak małe pozostałości plew mogły być równie dobrze zanieczyszczeniami więc trzeba czekać aż znajdą pozostałości całego kłosa.
Mitem nazwał bym samo „globalne ocieplenie” – gdyby chodziło tylko o mit – ale Europa już tak ma iż co jakiś czas wpada w obłęd i albo walczy z czarami paląc czarownice, albo z globalnym ociepleniem zakazując spalania węgla. Zdecydowanie mniej tragicznie w skutkach jest gdy Europa tańczy Danse Macabre.
Wybaczcie ale „naukowe” orzekanie o procesach które trwają tysiąclecia na podstawie szacunkowych pomiarów zebranych w ciągu niecałych 150 lat – przy czym dopiero w ostatnich dziesięcioleciach są to pomiary wiarygodne i na stosunkowo szeroką skale prowadzone – jest zgoła problematyczne.
Maciej, proponuję jednak doczytać sobie o podstawowych faktach dotyczących tego, jak bada się klimat i jego zmiany, a dopiero potem wypowiadać się na ten temat, bo najwyraźniej nie masz na ten temat nawet zielonego pojęcia.
To, czy na Grenlandii uprawiano zboże, nie ma większego znaczenia dla oceny obecnie zachodzących zmian klimatu. Wiadomo, że zmieniał się on w przeszłości wielokrotnie z różnych przyczyn, ale to w żaden sposób nie przeczy temu że tym razem zmienia się z powodu spalania przez człowieka paliw kopalnych. Twierdzenie, że jest inaczej, to ordynarny błąd logiczny.
Zamiast komentarza do komentarza cytat:
„Jak wynika z przedstawionej w poprzednim rozdziale tabeli nr 1, decydujący wpływ na powstanie i ewolucję życia na Ziemi, obok wielu innych czynników, miał klimat. Od chwili powstania naszej planety jej klimat ulegał ciągłym zmianom, o których decydowało bardzo wiele przyczyn. Przejawem tych zmian były wahania temperatury na Ziemi i tak na przykład, w Mezozoiku 248-65 milionów lat temu średnia temperatura była o około kilkanaście stopni Celsjusza wyższa niż obecnie, po czym rozpoczął się okres schładzania.
Przyczyną pierwszą i najważniejszą, która powodowała bardzo wolne, bo liczone w dziesiątkach milionów lat wahania temperatury, jest z całą pewnością trwający nieustannie dryf kontynentów. Od około 360. do około 286. milionów lat temu wszystkie kontynenty tworzyły jeden olbrzymi, usytuowany w większości na półkuli południowej ląd, podczas gdy półkulę północną pokrywał ocean. Ponieważ biegun południowy znajdował się wówczas niemal w centrum tego lądu, powstała tam gigantyczna lodowa czapa, w której uwięzione zostały olbrzymie ilości wody. Ten gigantyczny lodowiec stał się jednocześnie olbrzymim magazynem zimna, który spowodował znaczne ochłodzenie klimatu. Kulminacja tego ochłodzenia miała miejsce około 300 milionów lat temu, kiedy to prawie cały ląd pokryty był lodem, a ocean osiągnął najniższy w dziejach Ziemi poziom. Zlodowacenie to trwało prawie 60 milionów lat i zakończyło się około 240 milionów lat temu. Przyczyną główną ocieplenia klimatu był ciągły dryf Pangei ku północy, co sprawiło, że centrum kontynentu, które 60 milionów lat wcześniej znajdowało się na biegunie południowym, przemieściło się w okolice równika. Lodowce stopniały i zapanował bardzo suchy klimat, a poziom oceanu osiągnął swoje maksimum. Średnia temperatura podniosła się o kilkanaście stopni Celsjusza wyżej niż temperatura notowana obecnie.
Stopniowo Pangea ulegała rozłamowi na dwa kontynenty: Laurazję na północy i Gondwanę na południu, lecz ciągle jeszcze oba bieguny znajdowały się na oceanach, co bardzo utrudniało proces powstania lodowców okołobiegunowych. Dzięki temu zjawisko ochładzania klimatu następowało bardzo powoli. Tworzące się na biegunach pola lodowe, były niesione prądami morskimi i bez przeszkód wędrowały w kierunku równika, gdzie ulegały stopieniu.
Usytuowana na północy ziemskiego globu Laurazja uległa rozciągnięciu, co doprowadziło, około 65 milionów lat temu, do powstania Oceanu Lodowatego, który jednak miał szerokie połączenie ze znacznie większym niż obecnie Pacyfikiem.
Natomiast na południe od równika zaszły bardzo duże zmiany. Gondwana rozpadła się i powstały cztery oddzielne kontynenty: Ameryka Południowa – przemieszczająca się w kierunku północno-zachodnim; Afryka z Półwyspem Arabskim – przemieszczająca się w kierunku północnym; Indie – dryfujące oddzielnie w kierunku północnym oraz Australię z Antarktydą – przemieszczające się na południe. W wyniku tych przemieszczeń biegun południowy znalazł się ponownie na lądzie. Zaistniały, więc warunki do powstania lądolodu i stopniowego narastania jego grubości. Temperatura zaczęła dość szybko spadać do poziomu wyższego o około 10 stopni Celsjusza niż, to ma miejsce obecnie. Pomiędzy 55. a 37. milionami lat temu Ameryka Północna oderwała się od Eurazji i Ocean Lodowaty zyskał połączenie z Oceanem Atlantyckim, a Australia oddzieliła się od Antarktydy i przemieszcza się ku równikowi. Około 45 milionów lat temu Indie zderzyły się z Eurazją, powodując wypiętrzenie się Himalajów i Tybetu. Opisane tu procesy geologiczne wpływały na dalsze obniżenie się temperatury, która pomiędzy 37. a 24. milionami lat temu była ciągle o około 7° Celsjusza wyższa, niż obecnie. Z kolei 17 milionów lat temu Afryka i Arabia zderzyły się z Eurazją. Ocean Tetydy został wtedy podzielony na Ocean Indyjski i Morze Śródziemne.
W okolicach podbiegunowych w wyniku dalszego ochładzania się klimatu ponownie powstały lodowce. Na południu czynnikiem sprzyjającym powstawaniu lodowców było to, że biegun południowy znalazł się niemal w centrum kontynentu Antarktydy, a powstające tam kolejne warstwy lodu, znajdując solidne oparcie na lądzie i na szelfie kontynentalnym, akumulowały coraz większe ilości wody, stając się, tak jak w bardzo odległej przeszłości, akumulatorem zimna. Na północy sytuacja była odmienna, gdyż biegun północny znalazł się na środku Oceanu Lodowatego. W tej sytuacji lądolód tworzył się na oddalonej od bieguna Grenlandii, której obszar jest znacznie mniejszy niż obszar Antarktydy, oraz na kilku niewielkich, skalistych archipelagach. Sam Ocean Lodowaty pokrywa pływająca warstwa lodu o grubości zaledwie kilku metrów. Lód ten powstaje głównie na wielkich rzekach Syberii, które biorą swój początek w wysokich górach wypiętrzonych w wyniku opisanej powyżej kolizji Indii z Eurazją i w nieznacznie mniejszych ilościach na rzekach Ameryki Północnej. Spływająca w okresie wiosny i lata tymi rzekami kra gromadzi się na powierzchni Oceanu Lodowatego, a ponieważ wymiana wód z Atlantykiem jest bardzo powolna, nie spływa ona w całości na południe i powiększa jeszcze swoją objętość wskutek zimowych opadów śniegu. Jednocześnie unoszący się na powierzchni oceanu lodowiec topnieje od spodu, gdyż jest obmywany przez cieplejsze i słone wody z głębi. Mimo tego, i tu na półkuli północnej miały miejsce wielkie zlodowacenia. Podczas tych zlodowaceń grubość lodu dochodziła do 3. tys. metrów, a więc była porównywalna z lodowcem Antarktydy. O powstawaniu lodowców w tym regionie decydowały jednak inne, niż ruch kontynentów przyczyny, które powodowały wahania temperatury o zaledwie kilka stopni Celsjusza rocznie. Do takich przyczyn możemy zaliczyć wahania ilości gazów cieplarnianych w atmosferze.
W skład gazów cieplarnianych wchodzą, między innymi: dwutlenek węgla, metan i para wodna.
Gazy cieplarniane tworzą wokół Ziemi otulinę, która utrudnia wypromieniowywanie nadmiaru ciepła w przestrzeń kosmiczną i wywołuje zjawisko zwane efektem cieplarnianym.
Efekt cieplarniany objawia się wzrostem średniorocznej temperatury, a w efekcie tego topnieniem lodowców podbiegunowych i górskich oraz stepowaceniem, a następnie pustynnieniem okolic podzwrotnikowych. Na obszarach lądowych o klimacie umiarkowanym szybko przemieszcza się wtedy granica między tundrą, a tajgą. Kurczy się również obszar lasów równikowych. O ilości gazów cieplarnianych w atmosferze decyduje bardzo dużo czynników. Jednym z nich jest aktywność wulkaniczna. I tak na przykład, do znacznego ocieplenia klimatu pod koniec paleozoiku doszło na skutek przemieszczenia się Pangei w kierunku równika. Zapoczątkowany wtedy proces topnienia największego w dziejach Ziemi lodowca uległ znacznemu przyspieszeniu, gdy około 250 milionów lat temu na obszarze Syberii, który stanowił wówczas usytuowaną w strefie podzwrotnikowej część Pangei, doszło do erupcji wulkanu. Utworzył on w skorupie ziemskiej długą na około 400 kilometrów szczelinę. W wyniku długotrwałej aktywności tego wulkanu giganta ziemię pokryły znaczne ilości lawy, a do atmosfery przedostały się olbrzymie ilości popiołu wulkanicznego, pary wodnej oraz tworzących gazy cieplarniane i kwaśne deszcze tlenków węgla i siarki. Po chwilowym ochłodzeniu klimatu, które zostało spowodowane zapyleniem atmosfery, temperatura na naszej planecie zaczęła szybko rosnąć do poziomu wyższego o kilkanaście stopni Celsjusza, niż notowana obecnie. Podobny, gigantyczny wulkan wybuchł około 50 milionów lat temu na Dekanie w Indiach. Jego erupcja trwała nieprzerwanie około miliona lat.
Identyczny, lecz krótkotrwały impuls dla zaburzeń klimatycznych mogły mieć kolizje Ziemi z bardzo dużymi meteorytami. Jedna z takich kolizji, której ślady odnaleziono w Ameryce Północnej, w pobliżu Florydy, mogła przyczynić się do zagłady panujących w oceanach, na lądach i w powietrzu wielkich gadów, objętych wspólną nazwą dinozaurów. Wydaje się jednak, że wymarcie tych wielkich gadów było nieuchronne i znacznie bardziej rozłożone w czasie, a kolizja z kometą nadała temu procesowi gwałtowny przebieg.
Znaczny wpływ na zmiany klimatu na Ziemi miały istoty żywe. To morskie stworzenia, zbliżone budową do obecnych sinic, doprowadziły do nieodwracalnych zmian w atmosferze, zmian, które dla dominujących wówczas na Ziemi prymitywnych bakterii beztlenowych były zabójcze. Sinice, bo o nich mowa, przyczyniły się do zmiany klimatu, eliminując z powietrza dwutlenek węgla i wytwarzając tlen, którego ilość w atmosferze bardzo wzrosła. Tlen atmosferyczny, rozpuszczając się w wodzie, przyczynił się z kolei do zmiany składu chemicznego oceanów poprzez eliminację z nich nadmiaru jonów żelaza dwuwartościowego.
Innymi, masowo występującymi na Ziemi organizmami żywymi, które wpływały na zmiany klimatu, były żyjące w oceanach, w karbonie, otwornice, czyli okryte wapienną otoczką pierwotniaki. Wapienna otoczka to związek chemiczny powstały w wyniku połączenia wodorotlenku wapnia i kwasu węglowego, czyli węglan wapnia. Związek ten trwale związał nadmiar CO2 w pokładach kredy, eliminując go jednocześnie z atmosfery.
W podobny sposób trwale wiążą dwutlenek węgla koralowce i inne żywe stworzenia, które budują swoje muszle i szkielety z tego samego surowca. Masowo występujące na lądach w okresie karbonu lasy, które tworzone były przez olbrzymie, drzewiaste widłaki, skrzypy i paprocie, również miały wpływ na stopniowe schładzanie klimatu. Eliminowały one w drodze asymilacji zawarty w atmosferze CO2, powodując uwięzienie go w postaci zalegających w ziemi pokładów węgla kamiennego i brunatnego.
Nieustannie trwa proces odwrotny. Skały wapienne, z powodu kolizji płyt kontynentalnych, są wtłaczane w głąb płaszcza Ziemi, gdzie w wysokich temperaturach uwięziony w nich CO2 zostaje uwolniony i poprzez kratery wulkanów powraca do atmosfery, przyczyniając się ponownie do ocieplenia klimatu.
Cykliczne i łatwe do obliczenia wahania klimatu następują w wyniku zjawisk astronomicznych. Żyjący w pierwszej połowie XX wieku astronom serbski Milutin Milankowić stwierdził, że w wyniku działania sił grawitacyjnych innych planet, cyklicznym zmianom ulega nachylenie osi ziemskiej, dokonuje się precesja tej osi oraz ma miejsce ekscentryczność orbity ziemskiej wokół Słońca i wędrówka punktów równonocy.
Dokonał on obliczeń, które prowadzą do wniosku, że klimat na Ziemi oscyluje:
1. W wyniku ekscentryczności, co 100 tysięcy lat;
2. W wyniku zmiany nachylenia osi, co 40 tysięcy lat;
3. W wyniku precesji, co 20 tysięcy lat.
Teoria Milutina Milankowicia została potwierdzona dopiero po jego śmierci, kiedy to naukowcy badający oceaniczne osady denne znaleźli potwierdzenie przedstawionych przez niego wyników obserwacji i obliczeń. Jeszcze dokładniejsze wyniki uzyskano, badając rdzenie lodowe na Grenlandii oraz na Antarktydzie. Wyniki tych badań mówią, że okresy występowania wysokiej temperatury miały miejsce około: 103 tys. lat temu, 82 tysiące lat temu, 60 tys. lat temu, 35 tys. lat temu i 10 tys. lat temu. Odzwierciedla to cykl precesji Milankowicia. Pewne niedokładności pochodzą stąd, że zjawiska astronomiczne nie są jedynymi czynnikami kształtującymi klimat na Ziemi. Zostało to omówione już wcześniej. Analizując wyniki badań rdzeni lodowych pochodzących z Grenlandii i Antarktydy uczeni odkryli, że poza opisanymi już wahaniami klimatu mają miejsce znacznie częstsze, powtarzające się co kilkaset, a czasami co kilka tysięcy lat, zmiany temperatury globalnej. W okresie od 100. tys. lat temu do 20. tys. lat temu, czyli w czasie zlodowacenia Wisły, wystąpiły aż 24 interstadiały, czyli okresy cieplejsze. Charakterystyczne są skoki temperatury o 5 do 10. stopni Celsjusza w okresach kilku lub kilkudziesięciu lat. Naukowcy nazwali to zjawisko migotaniem klimatu i odkryli dość nieoczekiwane wytłumaczenie dla występujących zmian.
Stwierdzili oni, że pojawienie się lodowców w Arktyce powodowało zakłócenia w przebiegu prądów morskich i w efekcie wzrost temperatury w Antarktyce. Kiedy zaś gwałtownie rosła temperatura Grenlandii, Antarktyda ulegała schładzaniu, przy czym zmiany na Antarktydzie, z uwagi na masę zalegającego tam lodu, zachodzą nieco łagodniej. Potwierdzeniem tego zjawiska może być to, że około 130 tys. lat temu, gdy w Arktyce, w końcowej fazie zlodowacenia Solawy, temperatura znacznie spadła, to na Antarktydzie zachodniej stopniały lodowce szelfowe i pozbawiona naturalnych przypór, zalegająca na lądzie czapa lodu spękała, a następnie stopniała.
Analizując zmiany klimatu w plejstocenie, przy wykorzystaniu dostępnej w tym zakresie literatury, napotykamy na znaczne rozbieżności w określeniu dokładnych granic czasowych, bowiem zainteresowany tematem spotyka się z określeniami typu: „zlodowacenie” lub „ocieplenie klimatu”. Tymczasem, analizując te zmiany, dla lepszego ich zrozumienia należy przyjąć, że nie zachodzą one nagle, a granice czasowe nie są ostro zaznaczone. Zmiany te zachodzą płynnie, tak jak płynne jest zjawisko wędrówki punktów równonocy i inne cykliczne procesy astronomiczne, zaobserwowane przez Milankowicia. W ten sposób, prowadząc analizę przebiegu zmian klimatycznych w czasie ostatniego zlodowacenia należy przyjąć, że ocieplenie klimatu rozpoczęło się około 18 tys. lat temu. Nastąpiło ono w chwili, gdy lodowiec pokrywający Eurazję i Amerykę Północną osiągnął największe rozmiary. Ocieplenie to trwało nieprzerwanie przez około 10 tys. lat, osiągając swoje apogeum około 8. tys. lat temu. Zniknął wówczas ostatni płat wiecznego lodu w Skandynawii, po czym, około 6 tys. lat temu, dał się zaobserwować początek kolejnego ochłodzenia. Od około 3. tysięcy lat temperatura ustabilizowała się i oscyluje w okresach kilkusetletnich o mniej więcej 2° Celsjusza. Oscylacja ta jest prawdopodobnie spowodowana zjawiskiem migotania klimatu oraz aktywnością gospodarczą Homo sapiens sapiens, przejawiającą się uprzednio trzebieżą lasów, a obecnie również intensywnym wykorzystaniem paliw kopalnych.”