Genetycy potwierdzają geograficzną przewagę mieszkańców Eurazji nad rdzennymi Amerykanami.
Dalsza część artykułu dostępna jest tylko dla subskrybentów
Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się tutaj. Jeśli nie masz konta, zarejestruj się, a potem wróć tutaj, by opłacić abonament.

Obiło mi się kiedyś o oczy, że Inkowie mieli także pismo hieroglificzne, odziedziczone zresztą po kulturach prainkaskich, podobnie jak kipu. Nie wiem jednak, ile w tym prawdy, bo na nic konkretnego trafić nie mogę.
Byl jednak chyba stosunkowo niedawno artykul udowadniajacy istnienie handlu (zapewne poprzez posrednikow) pomiedzy kulturami Ameryk.
W takim przypadku ludy posredniczace w wymianie bylyby dodatkowym elementem zainteresowanym uniemozliwieniem nawiazania stalych kontaktow Polnoc-Poludnie.
Zapewne jakies pojedyncze wyprawy czy misje dyplomatyczno-odkrywcze przeprowadzane przez silnych wladcow dochodzily do skutku, ale bez trwalszych nastepstw poza przywiezieniem sterty ciekawych artefaktow.
Pomyślałem jeszcze o żegludze jako sposobie pokonywania barier.
Wzdłuż wybrzeży Ameryki płyną prądy morskie, które mogły utrudniać morskie podróże dalekodystansowe, uniemożliwiając żeglugłę „pod prąd” i przy okazji powrót z rejsu wykonanego „z prądem”.
Czy ktoś orientuje się, jaka jest ich siła i czy rzeczywiście mogły uniemożliwić kontakty drogą morską?
Owszem, pisano tu i ówdzie o znacznych umiejętnościach żeglarskich Preperuwiańczyków i rejsach wzdłuż zachodniego wybrzeża obu Ameryk. Według ich to przepisów Heyerdahl zbudował Kon-Tiki, zdolną do przepłynięcia Pacyfiku w poprzek. Zaawansowany osprzęt, równoważący prymitywne (dla braku tkanin) ożaglowanie, dawał tym jednostkom doskonałą sterowność.
Wymiana mogła się odbywać tylko w ten sposób, bo przez przesmyk panamski żadnych dróg nie było. Ale kukurydza musiała się którędyś w Andy dostać.