Co najmniej 50 gatunków tych słynnych gadów zniknie w najbliższych latach. Jest ich bowiem za dużo.
Dracorex – jeden z dinozaurów, którym naukowcy szykują zagładę. Rysunek na licencji Creative Commons. Autor: Nobu Tamura
Znamy już blisko tysiąc gatunków dinozaurów. Odkrycie nowego jest ogłaszane mniej więcej co dwa tygodnie. I jest to zrozumiałe skoro metody pracy paleontologów są coraz doskonalsze, a polowaniem na dawne kości zajmują się naukowcy ze wszystkich stron świata.
Jednak zdaniem Johna Hornera, jednego z najbardziej znanych paleontologów, dość często nowo odkryty gatunek ma już swojego odpowiednika. Badacz przekonuje, że konieczne jest wprowadzenie rygorystycznych procedur, które mają zmniejszyć prawdopodobieństwo błędnego tworzenia nowych gatunków.
W ocenie Hornera, zastosowanie proponowanych przez niego reguł na całym świecie doprowadziłoby w ciągu kilku lat do likwidacji co najmniej 50 takich sztucznych gatunków.
Z jego opinią zgadza się też inny sławny badacz wymarłych gadów, Michael J. Benton, który ocenia, że błędy w kategoryzacji mogą dotyczyć nawet ponad połowy dinozaurów!
Błędy biorą się głównie stąd, że szkielety młodych osobników mogą znacząco różnić się od kości dorosłych. Sporą rolę gra też chęć zapisania się w kartach nauki jako odkrywca nowego gatunku (sam Horner ma ich kilka na koncie). Pogoń za nowym dinozaurem powoduje, że badacze zbyt często skupiają się na szukaniu różnic między znalezionymi skamielinami, a znanymi gatunkami, zamiast analizować podobieństwa.
Zdaniem Hornera naukowcy powinni zaczynać analizy od rozstrzygnięcia, czy mają do czynienia z młodym dinozaurem, czy też osobnikiem dorosłym. Można to robić np. analizując pod mikroskopem tkanki wewnątrz kości (u starych jest bardziej zbita). Dotąd wielu badaczy unikało tego typu badań, by nie zniszczyć szczątków, ale współczesne techniki pozwalają na używanie bardzo małych próbek.
Horner i inni badacze już wskazali kilka gatunków, które w ich ocenie powinny ulec naukowej zagładzie. Należą do nich Nanotyrannus, który najwyraźniej jest nieletnim Tyrannosaurus rex, Dracorex i Stygimoloch, które część naukowców uważa za tożsame z Pachycephalosaurus, a także Torosaurus, będący prawdopodobnie dorosłym Triceratops. Szczegóły swoich propozycji Horner zamierza zaprezentować w listopadzie.
Na podstawie Science.


(Oddanych głosów: 13, średnia ocen: 5,31 na 6)
wreszcie !!!!!
Od dłuższego czasu odnosiłem wrażenie iż „nowe” gatunki to w istocie radosna twórczość swych odkrywców. Zwłaszcza te których nisza ekologiczna dokładnie pokrywała się z niszami innych gatunków.
Niestety, jest to wynikiem prozy życia + przepisu prawnego = za każdy nowo odkryty gatunek uzyskuje się większe dotacje, natomiast sprawdzenie czy gatunek jest naprawdę „nowy” nie zostało uregulowane prawnie (stąd nagle aż tyle nowych gatunków :) .
nie istnieje taki „przepis prawny” w żadnym kraju na świecie. Instytucje naukowe i pracujący w nich badacze dostają tym większe dotacje, im opublikują więcej artykułów i im częściej będą te artykuły cytowane. Nie ma znaczenia, czy artykuł jest o nowym gatunku, czy o tym, że nowy gatunek okazał się stary. Natomiast z pewnością nic tak nie łechce ego odkrywcy jak nadana własna nazwa i może faktycznie – choćby podświadomie – kierować naukowca w kierunku wyszukiwania RÓŻNIC (=czegoś nowego), nie zaś PODOBIEŃSTW. W tym wypadku nie pomogą nawet zobiektywizowane, statystyczne metody klasyfikacji (jak analizy kanoniczne typu PCA), bo skoro nie uwzględnili różnic wiekowych, czy dymorfizmu płciowego, to PCA pokaże im dwie dobrze rozdzielone chmury – w dzisiejszej przyrodzie czasem płcie i klasy wieku różnią się między sobą bardziej niż gatunki i nie trzeba do tego wielkiej statystyki. A pamiętajmy, że odkrycia nowych gatunków współczesnych kręgowców wspierane są najczęściej analizami genetycznymi, zaś w przypadku mezozoicznych skamieniałości nie ma już takich możliwości, po DNA najczęściej nie ma nawet śladu.
Jeśli chodzi o dymorfizm płciowy czy różnice osobnicze to chyba klasycznym przykładem były amonity. Paleontolodzy mnozyli gatunki na potęgę a potem okazywało się, że to jednak osobniki jednego gatunku, na szczęście to był wiek XiX jesli dobrze pamiętam a łudzę się, że te czasy dawno minęły (:
Moment chwały towarzyszący opisaniu nowego gatunku na pewno potrafi przyćmić zdrowy rozsądek. J.S. Gould wspominał przypadek „gatunku” jakiegoś bezkręgowca, który z czasem okazał się … czułkiem innego. Z perspektywy biologa problem jest jeszcze bardziej złożony. Wbrew powszechnej opinii, tradycyjna definicja gatunku nie jest wystarczająco precyzyjna by dokonać jednoznacznej klasyfikacji wielu zwierząt czy roślin w kategoriach geograficznych (np. wapiti – renifer) a co dopiero czasoprzestrzennych. Przecież znaleziska fosylne mogą pochodzić z warstw odległych od siebie o setki i tysiące pokoleń co w przypadku dinozaurów często przekracza rozdzielczość metod datowania. Nieszczęśni paleontolodzy obserwują więc różnice i podobieństwa w mglistym pejzażu relacji filogenetycznych i ekologicznych. Za kilkadziesiąt milionów lat ktoś mógłby toczyć spór czy dzisiejszy tygrys i lew to jeden czy dwa gatunki.
>>J.S. Gould wspominał przypadek „gatunku” jakiegoś bezkręgowca, który z czasem okazał się … czułkiem innego
Anomalocaris. Ale to co innego, bo w jego przypadku reszta ciała nie była jeszcze znana. To co odkryto, naprawdę było NOWYM gatunkiem i to niezwykłym – największym drapieżnikiem kambryjskich mórz, ale w momencie nadania tej nazwy nikt sobe nie zdawał z tego sprawy. Czułek, czy odnóże gębowe opisano jako Anomalocaris (to miała być taka dziwna krewetka, tyle, że się część głowowa nie zachowała), zaś sam otwór gębowy dużo później… jako meduzę, pod nazwą Petoyia :-) Raczej nie jest to przykład przyćmienia zdrowego rozsądku – w tamtej skale po prostu nic więcej się nie zachowało.
>>wapiti – renifer
eee… chodziło Ci o karibu?
rzecz jasna – karibu, dzięki za korektę :)