We Florencji odkryto kryptę, w której może być pochowana Lisa Gherardini Del Giocondo, uznawana przez wielu historyków sztuki za osobę uwiecznioną na najsłynniejszym portrecie Leonarda da Vinci.
Kryptę zidentyfikowano po dwóch tygodniach poszukiwań w opuszczonym klasztorze żeńskim Świętej Urszuli. Użyto do tego georadaru, dawnych map i kościelnych dokumentów sprzed 500 lat. Krypta znajduje się pod podłogą klasztoru. Nim badacze ją zlokalizowali, musieli usunąć około 30-centymetrową warstwę współczesnego betonu.
- Jesteśmy mnie więcej w miejscu, w którym niegdyś stał ołtarz. Znaleźliśmy jednak nie jedną, ale dwie krypty. Jedna jest starsza i wierzymy, że to w niej spoczywa Lisa Gherardini – powiedział kierujący poszukiwaniami Silvano Vinceti. Dodał, że badaczy czeka jeszcze sporo pracy zanim dotrą do grobowca i otworzą go, by wydobyć szczątki. Druga krypta, jak wynika z kościelnych dokumentów, pochodzi z XVII w.
Lisa Gheradini była żoną bogatego handlarza jedwabiem Francesca del Giocondo. Stąd często postać na portrecie zwana jest Giocondą. Zmarła w 1542 r. w wieku 63 lat, czyli prawie 40 lat po powstaniu portretu.
Naukowcy planują porównać uzyskane z jej szczątków DNA z materiałem genetycznym jej dzieci pochowanych we florentyńskim kościele Santissima Annunziata, a następnie zrekonstruować jej twarz i porównać z dziełem da Vinciego. Ma to zweryfikować identyfikowanie Lisy Gherardini z postacią na portrecie.
Głównym powodem, dla którego znaczna część badaczy uważa, że modelką była żona kupca Giocondo, jest informacja XVI-wiecznego malarza i historyka sztuki Giorgia Vasariego. Jednak nie wszyscy późniejsi badacze dziejów malarstwa wierzyli jego słowom i szukali innych potencjalnych Giocond. Sięgnęli m.in. po kochankę jednego z Medyceuszy oraz księżną Izabelę d’Este. Choć dowody ich były słabe, a argumentacja pełna luk, to każda taka hipoteza przykuwała uwagę wielu ludzi ze względu na gigantyczną popularność obrazu. W końcu pojawiła się też teza, że portret przedstawia mężczyznę. Ma nim być Gian Giacomo Caprotti (zwany Salai), uczeń i ponoć kochanek da Vinciego.
Silvano Vinceti staje się już specjalistą od szukania kości głośnych postaci historii malarstwa. To on stał za poszukiwaniami pochówku słynnego barokowego malarza Caravaggia, które zakończyły się zidentyfikowaniem kości dających wedle badacza 85 proc. pewności, że należą do tego artysty (co ogłoszono akurat w 400. rocznicę śmierci malarza). Vinceti jest też jednym ze zwolenników tezy, że Mona Lisa to w rzeczywistości Gian Giacomo Caprotti. Działalność i tezy włoskiego historyka budzą jednak wątpliwości wielu badaczy. Częste są oskarżenia o pogoń za sensacją i obecnością w mediach.
O najnowszych osiągnięciach poszukiwaczy Giocondy doniósł m.in. brytyjski The Telegraph.


(Oddanych głosów: 5, średnia ocen: 5,20 na 6)
a następnie zrekonstruować jej twarz i porównać z dziełem da Vinciego. Ma to zweryfikować identyfikowanie Lisy Gherardini z postacią na portrecie.
Hm… Może się zdarzyć sytuacja podobna jak z naszym Kopernikiem. Rekonstrukcja twarzy na podstawie czaszki i identyfikacja jej z portretem to rzecz w pewnych szczegółach jednoznaczna, w innych – uznaniowa. Można wykluczyć identyfikację, jeżeli badacz będzie miał szczęście i trafi na czaszkę różniącą się jednoznaczną i istotną cechą. Natomiast potwierdzenie identyfikacji to rzecz dość wątpliwa.
Zgadza się. Są to badania w zasadzie głównie o wartości medialnej. Problem jest tutaj o tyle większy, ze portret przedstawia modelkę w wieku dwudziestu kilku lat, a Lisa Gherardini zmarła mając ponad 60. Dla porównania trzeba więc wykonać odmłodzenie portretu wykonanego na podstawie czaszki. Mamy więc rekonstrukcję wyglądu związaną z pewną dowolnością artysty, a następnie odmłodzenie, które też jest związane z pewną dozą dowolności. No chyba, że od razu na czaszkę 60-latki dadzą twarz 20-latki ;)
Jeżeli badacz jest zwolennikiem hipotezy męskiej Mony Lisy prawdopodobnie liczy właśnie na wykluczenie identyfikacji Mony Lisy z Giocondą.
Potrzebny będzie to tego jeszcze szczęśliwy zbieg okoliczności – Mona Liza musiałaby w samej rzeczy nie być Giocondą a Gioconda mieć jakąś istotną cechę w budowie czaszki różniącą ją od Mony Lisy.
Skoro mają badać także DNA, to pewnikiem znajdą XX bądź XY i sprawa się wyjaśni przynajmniej pod tym względem.
Czy to takie istotne kogo mistrz namalował? Liczy się to, jak namalował. A tak swoją drogą, nie potrafię dopatrzyć się w tym obrazie podobizny faceta. Trudno tę panią zaliczyć do płci paskudnej.
Bo ja wiem… bohater/ka obrazka ma jakby palec serdeczny dłuższy od wskazującego.