Jest coraz więcej dowodów na to, że osadnicy z Niemiec, którzy w XIII w. zakładali na nowo zniszczony przez Mongołów Wrocław, ulokowali miasto na cmentarzu poprzednich mieszkańców.
Najnowszy dowód to grób z XII w., który archeolodzy odkryli podczas wykopalisk na ul. Kuźniczej, tuż przy Rynku. – Gdy chowano w nim zmarłego, nie było jeszcze ulicy Kuźniczej ani Rynku. W tym miejscu był wielki cmentarz – powiedział „Gazecie Wyborczej” prof. Jerzy Piekalski, dyrektor Instytutu Archeologii UWr.
Hipotezę o wielkiej nekropolii ciągnącej się pod wrocławskim Starym Miastem wysunął po raz pierwszy w kwietniu 2005 roku archeolog dr Cezary Buśko, kiedy odkrył na tyłach kamienicy przy Wita Stwosza 15a (skrzyżowanie z Biskupią) siedem szkieletów z XII wieku. Były one w połowie drogi między cmentarzami przy kościołach św. Wojciecha i Marii Magdaleny. Archeolog uznał więc, że w rzeczywistości mamy do czynienia z jednym rozległym cmentarzyskiem.
Grób przy ulicy Kużniczej zwiększa rozmiary tego wielkiego cmentarzyska, gdyż pozwala dołączyć do niego ponad 40 grobów, które w latach 80. odkryto pod kościołem św. Elżbiety. Dotąd nie było żadnych przesłanek, by łączyć je z pochówkami z okolic św. Wojciecha i Marii Magdaleny.
Zdaniem badacza w tej rozległej metropolii chowano mieszkańców osady rzemieślniczo-handlowej ciągnącej się na lewym brzegu Odry.
Więcej w Gazecie Wyborczej Wrocław.
Lokowanie miast i osad na cmentarzyskach nie było w średniowieczu niczym wyjątkowym. Podobna sytuacja miała miejsce w Krakowie. Podczas badań na tamtejszym rynku archeolodzy ustalili, że w XI w. istniało w tym miejscu rozległe cmentarzysko, na którym w XII w. wyrosła osada z regularną zabudową.

Wrocław, to moje miasto. Moi dziadkowie i rodzice trafili tam w 1945 roku za sprawą kolejnego w historii miasta (melioratio terrae) i tam też przyszedłem na świat. Nie sądzę jednak, by przy kolejnym (melioratio terrae), o ile do takiego dojdzie, ktoś wybudował miasto na moim grobie, jako że opuściłem go szczęśliwie w chwilę po tym, jak do niego wpadłem wracając do swojej kwatery przez cmentarz, ciemną listopadową noc 1967 roku, z parterowego i sielskiego Kozanowa, słynącego z dziewcząt o niepospolitej i niepowtarzalnej urodzie.
W 1967 roku miałeś już wykopany swój grób? Zapobiegliwy jesteś. Szacun.
Gdybym się z niego nie wygramolił, albo skręcił kark wpadając, byłby mój.
Te dziewięć negatywnych ocen świadczy, o tym, że niewielu podziela mój pogląd na temat urody dziewcząt z Kozanowa.
Chyba po raz pierwszy się z Tobą zgodzę: przez kilkanaście lat pracowałem w firmach zieleniarskich na terenie wrocławskich parków które są lokowane na miejscach przedwojennych cmentarzy i co jakiś czas zdarza się że taka mogiła się zapadnie. Wówczas nie ma rady: przyczepa ziemi i zasypujemy. Wrocław to również moje miasto więc jeżeli nie dostanę 9-ciu minusów (przynajmniej) będę niepocieszony.