W 1861 roku szwajcarski prawnik, profesor prawa rzymskiego na uniwersytecie w Bazylei i miłośnik kultury antycznej, Johann Jakob Bachofen opublikował książkę pod tytułem „Das Mutterrecht„. Zaprezentował w niej hipotetyczny schemat historii społecznego rozwoju ludzkości, w którym bardzo ważne miejsce przypisał środkowemu z trzech okresów. Charakteryzował się on sprawowaniem przez kobiety kluczowej roli w życiu społecznym i religijnym. Swoją hipotezę Szwajcar oparł na analizie rozmaitych tekstów antycznych.
„Wielka Bogini” z Çatal Höyük. Zdjęcie na licencji Creative Commons, Archiwum Roweromaniaka Wielkopolskiego
Zarysowany przez Bachofena hipotetyczny okres rządów kobiet, czyli matriarchatu, zrobił niebywałą karierę. Przez kolejne dekady fascynował wielu antropologów, socjologów, filozofów, historyków i archeologów, którzy do hipotezy szwajcarskiego prawnika dorzucali coraz więcej elementów.
Jednym z poważniejszych kroków w rozwoju hipotezy były koncepcje klasycystki Jane Ellen Harrison (1850-1928), która zaprezentowała utopijną wizję pradziejowego matriarchatu. Przekonywała, że mieszkańcy Europy południowo-wschodniej stworzyli w dawnych czasach „pokojową, scentralizowaną wokół kobiet cywilizację, której przedstawiciele żyli w harmonii z naturą i własnymi emocjami oddając się twórczości artystycznej. Centralnym bóstwem tego okresu miałaby być Wielka Bogini jako reprezentacja Ziemi (…). W systemie tym bóstwa męskie istniałyby tylko jako dopełnienie owej Bogini w podległych jej rolach synów lub małżonków. Kres tej idyllicznej formacji przynieść miał, jeszcze przed nastaniem czasów historycznych, najazd patriarchalnej, wojowniczej społeczności gdzieś z obszarów północnej Europy. W konsekwencji nastałby nowy ład społeczny, a Bogini zostałaby wyparta przez dominujących, męskich bogów przyniesionych przez wspomnianych najeźdźców.”*
Całkowicie hipotetyczna koncepcja pradziejowego matriarchatu stała się tak niezwykle popularna i atrakcyjna, że gdy na przełomie XIX i XX w. zaczęto odkrywać na Bliskim Wschodzie prehistoryczne figurki kobiet, niefrasobliwie uznano je jako ślady po kulcie Wielkiej Bogini. Zjawisko to szybko przybrało charakter masowy. Znany angielski archeolog Arthur Evans, odkrywca pałacu w Knossos na Krecie, zinterpretował wszystkie odkryte w jego ruinach kobiece figurki, jako przedstawienia Wielkiej Bogini. Jednocześnie (o czym będzie mowa niżej) zignorował wszystkie figurki niekobiece. W efekcie uznano, że wspaniała cywilizacja minojska była dziełem społeczeństwa matriarchalnego, któremu kres przynieśli wojownicy z mykeńskiego społeczeństwa patriarchalnego. Wszystko doskonale pasowało do opowieści przedstawianej przez Harrison i innych zwolenników matriarchatu.
Bogini Węży z Knossos. Zdjęcie na licencji Creative Commons. Autor: George Groutas
Ale tak naprawdę to był dopiero początek wielkiego podboju Europy przez cywilizację matriarchalną. Z czasem wszelkie przedstawienia kobiece znajdowane na terenie Europy zaczęto interpretować jako dowody istnienia kultu Wielkiej Bogini, któremu kres miała położyć indoeuropejska inwazja z około 3000 r. p.n.e.
W 1945 r. cywilizacja matriarchalna rozrosła się jeszcze bardziej i zyskała kolejne elementy charakterystyczne. Archeolog Jacquetta Hawkes i jej mąż Christopher w pracy „Early Britain”, stwierdzili, że przybyli z Bliskiego Wschodu misjonarze nawrócili budowniczych megalitów na kult Wielkiej Bogini. Tym samym matriarchat swym zasięgiem objął całą Europę, a budowle megalityczne stały się jego kolejnym znakiem rozpoznawczym, mimo że trudno znaleźć jakiś sensowny związek między megalitycznymi grobowcami a matriarchatem.
Przez kolejne dekady nowi autorzy dodawali argumenty i rozbudowywali hipotezę matriarchatu. Co więcej, niezwykle często prezentowano ją już nie jako hipotezę, ale potwierdzony fakt. Barwna opowieść o epoce kobiecych rządów przyciągnęła też pisarzy (np. Roberta Gravesa), co zaowocowało licznymi powieściami, które uczyniły matriarchat jednym z najbardziej rozpowszechnionych twierdzeń naukowych.
Cały czas przybywało też symboli kultu Wielkiej Bogini. Dopatrywano się ich w licznych znakach abstrakcyjnych i wzorach zdobniczych stosowanych przez prehistoryczne kultury. Z czasem wszystkie trójkąty, koła, kropki i spirale stały się symbolami Wielkiej Bogini. Tym samym domniemane efekty działalności jej wyznawców były już dosłownie wszędzie.
Za ostatniego wielkiego teoretyka matriarchatu uznać należy litewską uczoną z USA Mariję Gimbutas. W 1974 r. po raz pierwszy zaprezentowała swoją koncepcję wielkiej pokojowej cywilizacji społeczeństwa rolników wyznających kult Wielkiej Bogini. Cywilizacja ta miała kwitnąć w Europie Środkowej mniej więcej od 7000 do 3000 lat p.n.e., by ulec w końcu najazdowi lubujących się w wojnie koczowniczych pasterzy ze wschodu. Przez kolejne 20 lat, aż do śmierci, Gimbutas przedstawiała kolejne elementy swojej hipotezy. W tym czasie jednak koncepcja matriarchatu i kultu Wielkiej Bogini dorobiła się już licznej rzeszy krytyków.
Przede wszystkim skrytykowano uznawanie wszystkich kobiecych figurek z Bliskiego Wschodu i Europy za przedstawienia Wielkiej Bogini. I jest to krytyka ze wszech miar słuszna. Równie dobrze archeolodzy przyszłości mogliby wszystkie zdjęcia w Playboyu i sklepowe manekiny interpretować jako objawy kultu Wielkiej Bogini. Nie możemy nawet być pewni, że wszystkie kobiece przedstawienia są dziełami o charakterze kultowym. Wszak mogą to być zabawki, ozdoby, dzieła o charakterze pornograficznym, czy przedstawienia ważnych postaci (np. królowych). Nawet jeśli takie figurki mają znaczenie kultowe, to nie muszą przedstawiać bóstw. Mogą reprezentować np. zmarłe matki i żony. Kult przodków był przecież w przeszłości dość częsty, a i teraz bliscy zmarłego chętnie stawiają w widocznym miejscu jego zdjęcie. Pod rozwagę należy też wziąć używanie figurek w rytuałach inicjacyjnych albo podczas jakichś magicznych obrzędów (np. związanych z leczeniem). A jeśli już figurki przedstawiają bóstwa, to na jakiej podstawie uznaje się, że na całym przeogromnym terenie jest to jedna i ta sama bogini?
Jednym z głównych łowców luk w argumentach zwolenników istnienia kultu Wielkiej Bogini był Peter J. Ucko, który już w latach 60. XX wieku wykazał błędy w interpretacji figurek z Bliskiego Wschodu i Krety. Okazało się np., że w materiałach z Knossos znajdowało się co prawda tylko 6 figurek przedstawiających mężczyzn (czyli posiadających zaznaczonego penisa) i aż 33 figurki żeńskie (o wyraźnie zaznaczonych piersiach), ale największą grupę stanowiły w rzeczywistości figurki o płci nieokreślonej, których było aż 42. Także w wielu innych stanowiskach bardzo licznymi grupami figurek były te o nieokreślonej płci. Trudno więc mówić, że dominują wizerunki kobiet. Zresztą nawet jeśli kobiece figurki byłyby najliczniejszą grupą, to nie świadczy to o istnieniu kultu Bogini Matki i matriarchatu. Jest wiele innych sposobów na wytłumaczenie przewagi kobiecych przedstawień (np. erotyka).
Inni krytycy wskazali, że w ikonografii minojskiej w ogóle nie występuje tematyka związana z macierzyństwem, które miało odgrywać wielką rolę w kulcie Wielkiej Bogini. Można też wskazać na ogromną różnorodność w wizerunkach najsłynniejszych „Wielkich Bogiń”. Wystarczy choćby spojrzeć na „Wielką Boginię” z Çatal Höyük w dzisiejszej Turcji i mającą również przedstawiać to bóstwo figurkę z Knossos znaną jako Bogini z Wężami, których zdjęcia zdobią tekst.
Ostrej krytyki nie uniknęła również Gimbutas. Przeciwnicy zarzucali jej pomijanie niewygodnych zabytków (np. fortyfikacji, broni i ofiar z ludzi w okresie, w którym miała istnieć jej pokojowa cywilizacja), arbitralne przypisywanie znaczenia wybranym przedmiotom, wysuwanie niczym niepopartych skojarzeń, ignorowanie kontekstu opisywanych znalezisk i budowanie na tej bardzo wątłej bazie szczegółowego obrazu systemu społeczno-religijnego neolitycznej Europy. Większość tych zarzutów można zresztą swobodnie skierować pod adresem innych propagatorów istnienia kultu Wielkiej Bogini. Np. często deprecjonowali oni albo nawet pomijali znaleziska, które można było wiązać z kultem bóstw męskich.
Marija Gimbutas szuka śladów kultu Wielkiej Bogini w Newgrange w Irlandii, 1989 r. Zdjęcie na licencji Creative Commons. Autor: Michael Everson
Krytycy wskazali też, że nie znamy żadnego systemu religijnego, w którym na czele panteonu stałaby kobieta, a także, że popularność żeńskiego bóstwa nie wpływa automatycznie na pozycję kobiet w społeczeństwie (przykładem jest tu np. Grecja epoki klasycznej z wieloma popularnymi boginiami i jednocześnie dość niską pozycją kobiet).
Świetnym przykładem tworzenia na siłę zabytków kultowych okazały się badania w Çatal Höyük. Kopiący tam pół wieku temu James Melaart dopatrzył się w pozostałościach tej neolitycznej osady wielu sanktuariów poświęconych oczywiście kultowi Bogini Matki. Nowsze o kilka dekad analizy wykazały jednak, że w tych „sanktuariach” jest wiele śladów zwykłego zamieszkania. Domy te różnią się co prawda od pozostałych obecnością m.in. ozdób mogących mieć charakter kultowy, ale w nich też mieszkali ludzie.
O tym jak lekko i beztrosko snuli swoje hipotezy zwolennicy matriarchatu najlepiej chyba świadczą jej polskie wątki. Otóż wykazanie istnienia matriarchatu nad Wisłą i Odrą okazało się dość trudne, gdyż brakowało kobiecych figurek i innych „standardowych znaków rozpoznawczych” tego systemu społecznego. Wyjątkiem mogą być tutaj grobowce megalityczne, ale jak na złość są one wiązane z uznawaną za pasterską (czyli patriarchalną), kulturą pucharów lejkowatych. Z tego też powodu bardzo często jedynym prezentowanym „dowodem” istnienia matriarchatu na naszych ziemiach w okresie neolitu jest to, że przecież wszystkie społeczności tej fali osadniczej w Europie posiadały taki właśnie system kulturowo-religijny. I tu już osiągamy skrajny absurd. Istnienie matriarchatu i kultu Wielkiej Bogini w południowej i zachodniej Europie wykazano na podstawie argumentacji całkowicie pozbawionej krytycznego podejścia i zawierającej wiele bardzo swobodnych założeń, a następnie przeniesiono już sam efekt tych działań na obszar, gdzie nie można było znaleźć nawet tych naciąganych dowodów. To już jest działanie charakterystyczne dla pseudonauki.
Mimo że analiza źródeł historycznych, jak i badania etnograficzne i archeologiczne nie potwierdzają występowania w jakimkolwiek okresie dziejów matriarchatu, to stworzone przez Harrison, Hawkes, Gimbutas i innych autorów koncepcje żyją wciąż w kulturze masowej, a nawet pojawiają się w pracach mających charakter naukowy.
Tymczasem matriarchat i Wielka Bogini nigdy nie powinny zagościć w archeologicznych pracach naukowych. Obie koncepcje powstały bowiem jako byty całkowicie teoretyczne poza archeologią i to w dodatku w czasach, gdy wiedza o prehistorii była niezwykle szczątkowa. Niestety, matriarchat i powiązany z nim kult Wielkiej Bogini stały się koncepcjami bardzo popularnymi i chętnie omawianymi wśród inteligencji. Nic więc dziwnego, że archeolodzy z początku XX wieku – a więc działający w czasach, gdy aparat naukowy archeologii dopiero się rodził – ulegali tym koncepcjom interpretując swoje znaleziska. W efekcie na dziesiątki lat wiele zagadnień naszej przeszłości zdominowały kompletnie błędne twierdzenia.
Cała sprawa matriarchatu i kultu Wielkiej Bogini ma też szerszy charakter. Pokazuje ona, że trzeba umieć powstrzymać się przed pokusą wyjaśniania wszystkiego. Musimy się pogodzić z tym, że pewnych informacji z zabytków nie da się wyczytać. Należą do nich m.in. niektóre kwestie związane z wierzeniami i stosunkami społecznymi. Czasami naprawdę lepiej powiedzieć „Nie wiem”, niż snuć wyssane z palca opowieści.
*Cytat za artykułem Macieja Szymkiewicza „Od Bachofena do Świętej Historii. Archeologia i antropologia wobec koncepcji matriarchatu i Wielkiej Bogini”, który ukazał się w wydawanym przez Uniwersytet Warszawski wyborze esejów „Antropologia Religii” (Tom 4, 2010, pdf). Tekst ten był zresztą podstawowym źródłem powyższego felietonu. Z ważniejszych źródeł warto wymienić też artykuł The New York Times z 1990 r. poświęcony sporom wokół koncepcji Gimbutas.




Swietne! Teraz nagle tekst Allen jest jedynie artykulem prasowym, ktorego nie nalezy traktowac jako publikacji naukowej! Ale przeciez wszystkie jej „opowiesci” znajduja sie w panskim eseju! „Zwiezle i dobrze pokazuje ideologiczne podloze wiary w matriarchat…”. Ideologicznie formuluje ataki na niebezpieczny, wedlug niej, rozwoj roznych ugrupowan neo-poganskich. Jako zagorzala katoliczka walczy ze wszystkimi przejawami ateizmu i krytycznej mysli. Jezeli cokolwiek skreca w kierunku liberalizmu, wolnej mysli, i krytyki chrzescijanstwa jest przez nia zjadliwie przeczolgiwane. No to tyle o ideologicznych podlozach…
Niech mi Pan nie wyjezdza z ruchem Wicca. To jest smieszne. Ani mnie Wicca nie grzeje ani ziebi. Osobiscie nie znam ani jednej osoby prywatnie z tego ugrupowania. Zaden czlonek Wicca nie misjonowal w moim domu, zaden czlonek Wicca nie robil na mnie lapanek na ulicy. Moge sobie wyobrazic, ze Wiccanie Pana rowniez nie porywali na kultowe obrzedy przy swietle ksiezyca :-))) Na tym pieknym swiecie mozna spotkac roznego rodzaju sekty. Wolno im, wolno wierzyc nawet w Zielonego Krolika :-) No i co z tego? Czyzby Wicca sie tak rozplenil w Polsce, ze uczeni musza zewrzec szeregi i stawac w obronie przeciwko nadciagajacym hordom neo-pogan? Strach przez spiskiem, przed obcymi silami zachodnich rozjuszonych kultow hedonistyczno-boginicznych, matriarchalnych? No przepraszam. Ja zostalam wplatana w teorie spiskow (od Atlantydy do Dänikena), a tu prosze, co sie dzieje? Powazny naukowiec siega do idiotycznych artykulikow i czerpie pelna garscia.
Na wszystkie logiczne argumenty dostawalam odpowiedzi, ze: badacze rosyjscy to bajarze, Gimbutas jest „sfalsyfikowana”, mimo ze jej dorobek naukowy jest potwierdzony, Göttner-Abendroth jest wojujaca feministka a nie zadna badaczka (mimo ze jej dorobek naukowy jest pokazny i mniemam, ze Pan ani jednej ksiazki A.G-H. nie przeczytal, ojej tak, zapomnialam, sa po niemiecku, spory problem…) Krzak jest Witzfigur i nikt go nie bierze powaznie, Szafranski byl fantasta, Mellaart jest zdyskfalifikowany, Evans bredzil. Jeszcze moze Pan dolaczyc chinskich badaczy i badaczki matriarchatow, ktorych prace tez byly wsrod naukowcow zachodnio-europejskich uwazane za „nie naukowe”. Jasne, mozna na to machnac reka i zamiast tego przepisywac artykuliki Allen.
Jeszcze raz gratuluje! To jest rzetelna i nieideologiczna robota naukowa! Tak dalej trzymac!
Miałem już się nie włączać ale się zdenerwowałem „ojej tak, zapomnialam, sa po niemiecku, spory problem” ja osobiście nie chwaliłbym się rzekomymi talentami lingwistycznymi gdybym miał problem z podpisaniem się.
Ja osobiście także mam pogląd taki, że chrześcijaństwo nie jest wcale religią miłości i często było szerzone ogniem i mieczem. I od razu wyprzedzając kontry historię piszą zwycięscy więc źródła pisane na ten temat możecie mi oszczędzić ;P
eee, nie rozumiem. Przecież nikt nie twierdzi tutaj, że chrześcijaństwo nigdy nie było szerzone ogniem i mieczem. Otóż było. Chodzi o to, że nie wszędzie i nie zawsze. Gadanie, że źródła możecie mi oszczędzić, w zasadzie eliminuje Cię z wszelkich dyskusji na temat historii, ponieważ historia jako dyscyplina akademicka opiera się na źródłach, tak jak geologia na odkrywkach. Do źródeł należy podchodzić krytycznie, porównywać je ze sobą, szukać niekonsekwencji, odrzucać nieprawdopodobieństwa, korzystać z ustaleń archeologii, ale bez źródeł się nie ujedzie. Wszystko co tu napisaliście jest prawdą – i że w Saksonii czy Liwonii i Kurlandii chrześcijaństwo było wprowadzane mieczem i ogniem. I że w Islandii było przyjęte przez głosowanie na thingu. I że w Irlandii przyjęto je, dzięki pracom misjonarzy, a nie dzięki podbojowi sąsiednich chrześcijańskich nacji czy innej krucjaty. I że chłonęło ono stare pogańskie kulty, włączając je do swojej obrzędowości, co więcej kulty te były uprawiane na długo po „nawróceniu”. Prostym ludziom się i tak wszystko we łbie mieszało, a chcieli, żeby ktoś z góry zadbał, żeby się kury dobrze niosły, nie o zbawienie duszy. A także wiadomo, że kulty politeistyczne potrafią być nieraz równie agresywne i „krwiożercze”, zwłaszcza jeśli składa się ofiary z ludzi (vide Mezoameryka), zaś plemienni bogowie potrafią nakazywać swoim miłośnikom takie same masakry jak „Jedyny Bóg” (który na początku też był takim bogiem plemiennym Izraela, ale wspomnijcie Huitzilopochtli). Że wielu pogan zginęło z ręki „krzyżowców”, a także wielu misjonarzy zginęło z ręki pogan, bo było tak skąpymi, że nie chcieli zapłacić za przejazd łódką ;-) Wszystko to rzeczy od dawna wiadome w historii, ani żadna „ukrywana tajemnica”. O czym wy właściwie dyskutujecie? Wróćcie do matriarchatu jako tematu (nawet się rymuje)
Mając taką właśnie opinię nie zabieram głosu w sprawach merytorycznych dotyczących historii opartych na źródłach pisanych. Czym innym jest odkrywka w terenie a czym innym już jej opis ale nie zaczynam bo znowu się zrobi tysiąc postów (:
ale o co chodzi, skąd te emocje? Co to znaczy, że dorobek Gimbutas jest „naukowo potwierdzony”? Albo, że Collin Renfrew rozpoczął „nagonkę” na Gimbutas? Chodzi Pani o to, że ośmielił się zakwestionować autorytet i rozwinął własną teorię? To chyba w nauce nie jest zbrodnia, ale – zdaje się – zasługa… Model ekspansji języków IE (i rolnictwa!) przyjęty przez Renfrew jest chyba błędny i obecnie niezbyt przyjmowany, choć z pewnością nie tak głupi jak Paleolithic Continuity Theory (właściwie zaprzeczanie faktom). Być może – wiele na to wskazuje – teoria Gimbutas jest o wiele bliższa prawdy niż Renfrew, zwłaszcza jeśli chodzi o „Starą Europę” i przedindoeuropejski substrat, ale czy od razu musi to być pewność w sprawie matriarchatu? Książek Gimbutas nie przetłumaczono na polski tak jak wielu wielu innych, włączając w to terenowy przewodnik do rozpoznawania ptaków wydawnictwa Collinsa („Collins Field Guide”), który bardzo sobie cenię jako najlepszy w Europie i nie pojmuję, czemu go nikt nie przetłumaczył do tej pory. Nie przetłumaczono również „Ssaków ery dinozaurów” prof. Kielan-Jaworowskiej – ukazała się tylko po angielsku. Myślę, że to patriarchalno-kreacjonistyczno-awifobiczny spisek (przymiotnik „awifobiczny” wymyśliłem ad hoc). Czy moglibyśmy jednak przyjąć ukryte założenie, że ani Gimbutas ani Renfrew ani ktokolwiek inny ze stron tego egzotycznego sporu nie kierują się uprzedzeniami, tylko chęcią przeforsowania swoich teorii, a cała dyskusja ma charakter stricte merytoryczny? bardzo by to dobrze zrobiło temu blogowi ;-)
Racja, dobrze by zrobilo :-)
Wszystko zaczelo sie od glownego tematu, czyli artykulu stwierdzajacemu, ze cala ta historia z boginia i matriarchatem to pic i fotomontaz i trzeba w koncu skonczyc na ten temat dyskusje.
Dla mnie jednym z bledow owej pracy bylo zlekcewazenie istniejacych matriarchalnych struktur. Dodatkowym problemem jest brak definicji matriarchatow, poniewaz ciagle wraca falszywa koncepcja, ze matriarchat jest odwroceniem patriarchatu, ma oznaczac „rzady kobiet”. A takiego systemu, powtarzam, rzeczywiscie nie mozna znalezc. Przytoczona przeze mnie definicja H.G.-A. napotkala sie z krytyka. Wydaje mi sie, ze za malo dyskusji bylo o systemie rodzinnym owych grup, diametralnie rozniacym sie od naszego. Zaluje, ze prace na temat owych matriarchalnych spoleczenstw sa dostepne jedynie dla waskiego grona specjalistow. – nie docieraja rowniez do szerszej publicznosci. Stad moj wniosek, ze ta tematyka jest nadal dosyc niewygodna.
Potem byla omawiana kwestia przestarzalego modelu „mezczyzna lowca” zabezpieczajacy egzystencje bezradnych kobiet i dzieci. Ta koncepcja zostala odrzucona przez najnowsze badania. Niestety nadal powraca uparcie przy dyskusjach, czy to w gronie naukowcow, czy oficjalnie, w mediach.
Jasne, ze krytyka Gimbutas jest potrzebna, ale z zachowaniem respektu przed przed jej osiagnieciami. A tego u krytykujacych jej badaczek nie bylo.
Do Yugo: o jaki problem z podpisaniem chodzi? O to, ze w afekcie logowania sie ucielam w nicku dwie literki? A nie widac bylo, jak wczesniej podpisywalam sie pelniej? Vouivrenoire
A co takiego zanegowano w modelu „mezczyzna- lowca” ?
@voivrenoir
„Teraz nagle tekst Allen jest jedynie artykulem prasowym”
To zawsze był artykuł prasowy.
@voivrenoir
„Osobiscie nie znam ani jednej osoby prywatnie z tego ugrupowania.”
http://sabatnik.pl/articles.php?article_id=54
Rozumiem, że był to wywiad korespondencyjny?
@voivrenoir
„Na wszystkie logiczne argumenty dostawalam odpowiedzi…”
Czy mogę prosić o wskazanie, gdzie w poprzednich wpisach jest przynajmniej jeden logiczny argument?
Link do Sabatnika. No i co z tego wynika? Tak jest, to byl wywiad korespondencyjny. Czy bycie feministka i odpowiedzi na pytania feministyczno-boginicznego czasopisma automatycznie umieszcza mnie w kregu kultow neo-poganskich? Porozmawialabym rowniez z dziennikami religijnymi, ale zaden nie zaproponowal rozmowy :-) Prawdopodobnie i na archeologii UW znajduja sie feminstki i feminisci. No i co z tego???
Nie zgadza sie teoria, jakoby mowienie o przestepstwach chrzescijanstwa jest tylko i wylacznie domena ugrupowan neo-poganskich. Polecam prace K.H. Deschnera „Abermals krähte der Hahn” oraz „Kriminalgeschichte des Christentums”. Pare tomow tej pracy bylo tlumaczonych na polski.
Polecam rowniez dorobek Giordano Bruno Stiftung, w owym gronie znajduje sie wielu cenionych i uznanych naukowcow. Czy fakt, ze Deschner krytykowal wszechobecna i panujaca teorie meczennictwa chrzescijan w naszej kulturze, przytaczajac dowody na przemilczane zbrodnie i rozroby chrzescijanskich misjonarzy, rowniez go wlacza w krag sekt neo-poganskich? A moze od razu do satanistycznych :-)
Nie nalezy zapomniec w tej dyskusji rowniez o pracach Uty Ranke-Heinemann. Byla, jesli sie nie myle, tlumaczona na polski.
Jeszcze raz powtórzę. Rozpatrujecie złe aspekty matriarchatu i patriarchatu. Przede wszystkim to system społeczny warunkujący behawior zwierzęcia/ człowieka- to jest fundament pierwotny. Cała reszta jak: ustrój państwowy, religia, kultura we wszelkich przejawach- jest wtórna i jest tylko rozwinięciem aspektów biologicznych. Dlatego wszelkie socjologiczne, kulturoznawcze, czy religioznawcze definicje tych pojęć nie są (przynajmniej dla mnie) obowiązujące i dotykają zaledwie wierzchołka góry lodowej.
.
To biologia ustala matriarchat, lub patriarchat. I to szeroko pojęta biologia, bo nie chodzi mi tylko o DNA, ale i o dziedziczenie epigenetyczne. Nawet podejrzewam, że epigenetyka może mieć w tej kwestii rolę decydującą.
.
Dla mnie lepszym kryterium co jest patriarchalne/ matriarchalne niż oceny wielkich znawców kultury, sztuki, religii i socjologii, jest zdanie statystycznej/ ego kobiety/ mężczyzny- jaki np. przedmiot, wartość duchową uważa za męską- a jaki za kobiecą. Z czym się utożsamia, a z czym nie. Czy wreszcie co jest w stanie zaakceptować, a czego nie.
Ciekawa wiadomosc dla interesujacych sie matriarchatami. W koncu ubieglego roku zostala wznowiona ksiazka Gaspariniego „Il matriarcato slavo/Slowianski matriarchat”. Musze sie przyznac, ze nie korzystalam z owej ksiazki, poniewaz opinie o niej byly oglednie mowiac, nieprzychylne. A szkoda, znowu poddalam sie wplywom „panujacej opini w swiecie naukowym” :-))
Evel Gasparini (1900-1982) studiowal literature na Uniwersytecie w Padwie w 1923 roku (…)w 1936 objal profesure literatury i jezyka rosyjskiego w Instytucie Handlu i Ekonomii w Wenecji a nastepnie wykladal jako profesor na wydziale filologii Slowianskiej Uniwersytetu w Padwie.
Ksiazka „Il matriarcato slavo” zostala wydana w 1973 roku. Nie sprawdzilam, czy to byla pierwsza publikacja i czy byly wznowienia. Nie jestem pewna, czy byla tlumaczona na inne jezyki. Prawdopodobnie nie.
O ksiazce mozna sie dowiedziec pod linkiem do Uniwersytetu we Florencji, ktory wydal wlasnie jej wznowienie: http://www.fupress.com/scheda.asp?IDV=2038>
Tlumaczac na kolanie:
„Slowianski matriarchat” jest owocem badan i poszukiwan calego zycia Evela Gasparini. Zafascynowany hipotezami bliskiego zwiazku miedzy wspolnota wlasnosciowa ziemi oraz archaicznymi rolniczo-matriarchalnymi zrodlami spoleczenstwa slowianskiego, Gasparini podjal gigantyczne przedsiewziecie analizy zrodel archeologicznych i historycznych, dotyczacych wczesnej slowianskiej cywilizacji. Opierajac sie na pojeciu kultury wypracowanej przez etnologie, probowal naswietlic pewne sprzecznosci w nakladaniu paradygmatu indoeuropejskiego na cywilizacje slowianska wyodrebniajac elementy, wskazujace na matriarchalne podloze. Dzieki nieprzecietnej znajomosci antropologii kulturowej i glebokiej wiedzy jezykowej Gasparini nakresla zlozona panorame zjawisk od ekonomii do struktury spolecznej, od religijnych tradycji do muzyki i tancow…Obecnie, z malymi poprawkami jego praca, zostaje ponownie wydana…”
(Il matriarcato slavo è il frutto degli studi e delle ricerche che Evel Gasparini compì durante l’arco della sua vita. Affascinato dall’ipotesi di una stretta connessione fra la proprietà collettiva delle terre e l’antico substrato agricolo-matriarcale della civiltà slava, Gasparini si lanciò nella titanica impresa di analizzare le fonti archeologiche e storiche sulla prima civiltà slava. Basandosi su un’idea di cultura elaborata in campo etnologico, egli mise in luce alcune contraddizioni nell’applicazione del paradigma indoeuropeo alla civiltà slava e individuò una serie di elementi a dimostrazione del substrato matriarcale. Grazie a conoscenze non comuni in antropologia culturale e a profonde competenze linguistiche, nel Matriarcato slavo Gasparini delinea un panorama complesso, dall’economia alla struttura sociale, dalle tradizioni religiose alla musica e alle danze…)
Prawdopodobnie wiecej o motywach wznowienia dowiedzielibysmy sie z konferencji na Uniwersytecie w Bolonii, poswieconej ksiazce Gaspariniego „2011/01/14, Bologna: Presentazione della ristampa di E. Gasparini, Il matriarcato slavo”, odbyla sie ona w zeszly piatek. http://www.associazioneslavisti.it/node/455>
Bardzo piekna fotografia na zaproszeniu :-)
Cieszy mnie wydanie owej ksiazki, juz nieco zakurzonej i zapomnianej. Etnologia i etnografia sa skromniejszymi siostrami archeologii, a szkoda, poniewaz dostarczaja mnostwo uzupelniajacych i cennych informacji do zjawiska matriarchatow oraz tradycji boginicznej. Rozszerzaja i poglebiaja spojrzenie. Bez owych impulsow badanie matriarchatow, jak rowniez historii bogin bedzie jednostronne.
I jeszcze nie moge sie powstrzymac od zacytowania podsumowania pracy pana A. Soltysiaka o manipulacjach przeszloscia przez neopoganow: „Staralem sie unikac zlosliwego komentowania ich zgodnosci ze wspolczesna wiedza historyczna, choc niekiedy bylo to trudne…” Czyz to stwierdzenie nie podwaza objektywizmu badacza? Zlosliwosc motywowala te prace. Oraz decydowala o wyborze zrodel. Czyli, „ja wam tu opowiem troche co oni kombinuja, ale przeciez wszyscy wiemy, ze to funta klakow nie warte. ” Czy to jest naukowe podejscie? Na cos takiego moge sobie ja pozwolic, piszac felietony, czy artykuliki, ale nie naukowiec pelna geba!!! Latwo jest wytknac ideologiczne nastawienie feministek trudniej znalezc te ideologie u siebie. Ma, l’esiste!!! :-))
Dobrej nocy, vouivrenoire
Litości…
Zaraz okaże się, że mój ironiczny tekst o słowiańskim matriarchacie w jednym z komentarzy wyżej byłby z aplauzem przyjęty przez „badaczki matriarchatów”.
Ciekaw jestem czy w owym poprawionym wydaniu uwzględnił choćby część sporej polskojęzycznej literatury na temat religii Słowian i jak się ustosunkował do zadziwiającej nieobecności słowiańskich bogiń w źródłach (na co zwracał uwagę choćby Szyjewski, przytaczając zresztą tę pracę Gaspariniego). Jak się chce, to nawet ze Słowian zrobi się matriarchat…
@Gunther
Zaraz okaże się, że mój ironiczny tekst o słowiańskim matriarchacie w jednym z komentarzy wyżej byłby z aplauzem przyjęty przez „badaczki matriarchatów”.
Myślę, że jest to prawdopodobne. Wystarczyło, że Othmar Keel spotkał się z paniami od matriarchatu, a Sarah Hrdy i Nanno Marinatos napisały coś o kobietach i już ich nazwiska znalazły się na liście klasyków. Potrafię sobie wyobrazić następujący dialog:
Dyskutantka nr 1:
Ależ to oczywiste, że matriarchat istnieje, wystarczy przeczytać Szymkiewicza, Gintera, Pastuszkę i Sołtysiaka. Trzeba być zaślepionym androcentrykiem, żeby tego nie zrozumieć. Żenua totalna.
Dyskutant nr 2:
Hmmm… Zdaje się, że Bolesław Ginter zajmuje się paleolitycznym krzemieniarstwem i nigdy nie wypowiadał się na temat matriarchatu. Może chodzi o Gunthera?
Dyskutantka nr 1:
Już od dawna wiadomo, że w paleolicie Europę zamieszkiwały matriarchalne społeczności, kobiety polowały na mamuty, a mężczyźni zajmowali się malowaniem jaskiń i podtrzymywaniem ogniska domowego. A potem przyszły ze wschodu hordy tych patriarchalnych chrześcijańskich Indoeuropejczyków i wszystko zniszczyły. To przecież oczywiste.
Dyskutant nr 3:
Pani chyba żartuje. Indoeuropejczycy, którzy przybyli do środkowej Europy w późnym neolicie albo w epoce brązu, nie mogli być przecież chrześcijanami.
Dyskutantka nr 1:
Przecież na ceramice indoeuropejskiej często występuje znak krzyża! Poza tym w miejscach, gdzie przybyli Indoeuropejczycy, są ślady pożogi i gwałtów, a doskonale wiadomo, że chrześcijańscy misjonarze przemocą nawracają na swoją patriarchalną i androcentryczną religię.
I tak dalej, dalej, dalej…. Jestem niemal pewien, że taka wymiana zdań gdzieś kiedyś się odbędzie. A może już się odbyła…….?
A moze ta dyskusja odbyla sie tak:
Autor pracy bedacej zrodlem dyskusji: matriarchatow nie bylo, bogin znaczacych nie bylo. Wszystko przywidy i marzenia.
Dyskutantka 1: zaraz, zaraz, cos sie tu nie zgadza, bo matriarchaty istnieja rowniez dzisiaj! Wiec skad sie wziely? Tu odnosniki. Pierwotna rola bogin jest rowniez potwierdzona.
Dyskutant 2: Mrzonki i majaki
Dyskutantka 1: Jak to? A badacz Y, badaczka X , badacz W, specjalista Z, naukowiec A, naukowiec B, prosze bardzo.
Dyskutant 3: E tam, zawsze wiedzialem, ze te matriarchaty to bujda.
Dyskutant 2: Y jest kretynem, W wszyscy wysmiewaja, X jest oszolomem, Z jest bajarzem, W jest neo-poganinem, A jest nawiedzony a B tez bredzi bez sensu i w dodatku pisze w jezykach. Nie znam prac, ale wiem o co chodzi. I jestem przeciwko.
Dyskutantka 1: No a te istniejace matriarchaty? co z nimi poczac?
Dyskutant 4: a w ogole to pani nie umie sie wpisac na blogu jak nalezy i ma obsesje genitalna, ciagle o tych waginach zamiast o sromach. A w ogole feministka jakas.
Dyskutant 2: ja tu podsumowywuje te dyskusje, fajnie sie bawilismy, ale teraz koniec i cicho sza i mam nadzieje, ze temat jest na wieki wiekow zamkniety. Prosze nam tu nie przeszkadzac w naszych naukowych, powaznych badaniach. Stwierdzamy ogolnie, ze jesli ktos pisnie o matriarchatach to jest ideologicznie skrzywiony, nalezy do sekt neo-poganskich, albo do ekologiczno-pacyfistycznych ugrupowan i w dodatku nie je miesa. Do kuchni nie wpuszczac!
Kurtyna spada, dyskutantka 1 idzie do kuchni gotowac korzonki i klacza pozbierane w lesie, zeby je dodac do grylowanych lydek mamuta, uduszonego wlasnorecznie po drodze z biura, a pozostali dysskutanci zajmuja sie dyskursem na temat oszczepow i grotow, oraz piesciakow wykonanych technika rdzeniowania.
Sorry, oczywiscie „neo-pogan” nie „neo-poganow”. Uprzedzam ataki purystow, ktorzy nie wnoszac sami wiele do dyskusji, zawsze znajda okazje, zeby wytknac bledy jezykowe :-)))
vouivre noire