37-letniego mężczyznę przeczesującego wykrywaczem metali stanowisko archeologiczne zauważył patrol policji w jednym z kompleksów leśnych na zachodnim Pomorzu. Policjanci zatrzymali osobnika, a następnie pojechali do jego mieszkania w powiecie myśliborskim.
Zgromadzone w nim zbiory przeszły najśmielsze oczekiwania funkcjonariuszy. Znaleźli bowiem kilka tysięcy zabytków głównie z XIX i XX w., począwszy od broni maszynowej, poprzez monety, na naczyniach różnego rodzaju kończąc.
Podejrzewany o prowadzenie wykopalisk bez wymaganych zezwoleń oraz plądrowanie i niszczenie stanowisk archeologicznych mężczyzna uchodzi za miejscowego regionalistę i miłośnika historii. Już wstępne ustalenia wskazują, że znalezione zabytki sprzedawał w internecie. Grozi mu 5 lat więzienia.
Więcej, zdjęcia i link do filmu na stronach internetowych Kuriera Szczecińskiego.
Dużo lepiej zachowała się grupa poszukiwaczy, która podczas przeczesywania wykrywaczami metali ścierniska odkryła 111 mocno zniszczonych srebrnych monet nazywanych szelągami krzyżackimi. Wybito je w latach 1414-1449, za panowania kolejnych wielkich mistrzów: Michała Kuchmeistera von Sternberga (1414-1422), Pawła von Russdorfa (1422-1441) oraz Konrada von Erlichshausena (1441-1449). Poszukiwacze przekazali monety do Muzeum Warmii i Mazur w Olsztynie.
Więcej w Nauce w Polsce.

A może by tak od drugiego końca kłębka – tj. od rozeznania sprzedawanych przedmiotów w internecie? Pewnie znalazłoby się sporo takich „miłośników”…
Bardzo dobrze się stało. Będzie o jednego złodzieja historii mniej.
„złodziej historii” ? pewnie według ciebie wszystko czego nie znajdą archeolodzy powinno zgnić i zniszczyć się w ziemi… co innego że wypadało by mieć pozwolenia na poszukiwanie itp.
Ech moje rodzinne miasto. Mają tam tego troszkę a nie ma miejsca żeby pokazać turystom i zwiedzającym. Miasto od dłuższego czasu obiecuje nowe pomieszczenia na eksponaty muzealne i kicha :/
W muzeum pracuje mój były nauczyciel historii który mnie zaraził tym bakcylem ;) A goscia niestety nie kojarzę co tyle dobra zgromadził :(
nie fart… ciekawe czy się opłacało.. KOPAĆ , niestety
Zostało jeszcze jakieś 30 – 40 tys. szkodników (przepraszam nielicznych uczciwych, współpracujących ze służbami konserwatorskimi).
Oczywiście można by zacząć od przeszukiwania serwisów aukcyjnych, ale jak mi to ktoś wytłumaczył ostatnio: w Polsce popełnia się tyle innych, poważniejszych przestępstw, że policja i tak nie nadąża.
Może i tak. Mnie policja kojarzy się nie tyle ze ściganiem przestępstw, co z dwoma facetami, którzy zza krzaków namierzają mnie radarem, stojąc w dzikim polu, jakieś 100 m przed znakiem „koniec obszaru zabudowanego”.
Wykopanie zabytku nikogo nie zabiło, jazda samochodem już kilku. Ale oczywiście ty nikomu nie zagrażasz :)
gwarantuję Ci, że serwisy aukcyjne są kontrolowane, a policja jest szkolona :)
najgorsze jest to, że tacy „odkrywcy” skupiają się na metalowych zabytkach, niszcząc przy tym stanowiska. a na nich znajdują się jeszcze zabytki ceramiczne, kościane, szklane, kamienne a czasami bawet skórzane i drewniane. tylko kontekstu już nie ma…
Cieszę się, że serwisy aukcyjne są monitorowane, a policjanci szkoleni.
@timon
Oczywiście, że zagrażam.
A gdzie wpisy chwalace znalazcow srebrnego skarbu?
Niedawno podobna sytuacja byla bodajze w Anglii, to o ile pamietam wychwalano osobe, ktora przekazala naukowcom znalezione monety.
Ja ich chwalę :)
trzeba pamiętać że niektórzy poszukiwacze współpracują z muzeami, a na wystawach są rzeczy z ich prywatnych kolekcji, niestety niektórzy zbyt pochopnie oceniają innych i ich postępowanie…
whitessowcy robia to głebiej!
… też param się łażeniem po plaży za skarbami, może mi ktoś powie z kim mam podjąć współpracę , z jakimi służbami konserwatorskimi, archeologicznymi, muzealnymi, skoro wszędzie na świecie można to robić w majestacie prawa i mieć z tego korzyści, a nawet liznąc trochę sławy… jako odkrywca, bo u nas potrafią władze tylko szpiegować, podsłuchiwać i węszyć afery i sensacje / podobnie jak ze skarbem ze Środy Śląskiej/ … a przecież jest tyle jeszcze do odkrycia w naszej zagubionej historii.
Raz tylko udało mi się przekazać do pewnego muzeum za niewielką zapłatą zbiór fotograii, bardzo ważnych, o których do dziś nic nie wiadomo, ani na ekspozycji ani nawet w opracowaniach historycznych.
Dlatego chyba większość zbieraczy i kolekcjonerów woli to sprzedawać w internecie… bo nic z tego u nas nie wynika … pozdrawiam wszystkie służby historyczne i archeologiczne.
z wykształcenia i zamiłowania historyk starożytności ….
Każdy rozumny człowiek który przeczytał choć jedną książkę o badaniach archeologicznych nie będzie kopał ot tak, bo coś tam „zapiszczało”. Wielu „poszukiwaczy” to ludzie naprawde oczytani i z ogromną wiedzą, ale niestety jakoś nie dostrzegają że z reguły bezpowrotnie niszczą stanowisko dla próżnej staysfakcji posiadania kawałka metalu.
Przecież wśród tych przedmiotów nie ma ani jednego zabytku archeologicznego. Jakieś sztućce, talerze i butelka po śmietanie. Co za idioci twierdzą że te śmieci wykopał na stanowisku archeologicznym?
Bo nas fascynują butelki, talerze i sztućce. Zarejestrowane w kontekście archeologicznym, wsparte dodatkowymi analizami, mogą sporo nam powiedzieć. Zdecydowanie więcej, niż sfotografowane na stole, przez policyjnych dokumentalistów…
Ale odnoszę wrażenie, że przez detektorystów nasze archeologiczne jęczenie o kontekście jest kompletnie niezrozumiałe…
„37-letniego mężczyznę przeczesującego wykrywaczem metali stanowisko archeologiczne zauważył patrol policji w jednym z kompleksów leśnych na zachodnim Pomorzu.”
Usprawiedliwjasz niszczenie zabytku – bo nic cennego nie wykopał?
„Kto niszczy lub uszkadza zabytek, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.
2. Jeżeli sprawca czynu określonego w ust. 1 działa nieumyślnie, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.
3. W razie skazania za przestępstwo określone w ust. 1 sąd orzeka, a w razie skazania za przestępstwo określone w ust. 2 sąd może orzec, nawiązkę na wskazany cel społeczny związany z opieką nad zabytkami w wysokości od trzykrotnego do trzydziestokrotnego minimalnego wynagrodzenia.”
Oby mu … trzydziestokrotne wynagrodzenie, to innym też się odechce grzebania na stanowiskach archeologicznych.
A co to jest stanowisko archeologiczne? To pojęcie nie jest przecież nigdzie prawnie zdefiniowane. Ustawa podaje tylko definicję zabytku archeologicznego. Czy chodził po zabytku wpisanym do rejestru? – nie sądzę.
W zaprentowanych przedmiotach nie widzę ani jednego zabytku, same masowe śmieci.
Człowiek oczywiście zostanie ukarany, ale za posiadanie broni. Po kilku miesiącach wszystkie pozostałe przedmioty mu zwrócą, jak to zwykle bywa już bez medialnego szumu. Niszczenie zabytków jest nie do udowodnienia.
Pozdrawiam
W dawnych czasach, gdy jeszcze nie trafiłem na stronę archeowieści a mój teleskop nie był pokryty kurzem chciałem sobie kupić wykrywacz metalu i pospacerować z nim i saperką po polach i lasach by wykopać (miałem nadzieję) meteoryt albo i dwa.
Dzisiaj wiem, że złamałbym ileś przepisów, naraziłbym się różnym służbom i pewnie dostałbym jakiś wyrok za grzebanie na stanowisku archeologicznym, którego nikt ponoć nie może zdefiniować.
Coś tu jest nie tak.
Dlaczego w Anglii jak ktoś coś znajdzie to jest bohaterem i dostaje wysoka nagrodę a u nas nagród odbierać nikt nie chce tylko woli się narażać i dostać grzywnę?
Po czym poznać, że dany teren jest stanowiskiem archeologicznym?
Są tam jakieś oznaczenia? Jakieś ogrodzenie?
Teoretycznie to może się okazać, że wszędzie w ziemi może być coś ciekawego do wykopania.
lepiej poczytajcie to, zanim wyciągniecie pochopne wnioski:
http://www.preczzparkamikulturowymi.fora.pl/precz-z-parkami-kulturowymi,3/furtka-park-i-urzednicze-oszolomstwo,10.html
http://www.odkrywca.pl/wpadl-poszukiwacz,661089.html#661089
Jak widzę sprawa ma różne dna.
Wobec tego słowa o „szkodniku” wycofuję do czasu rozwiązania problemu przez prokuraturę i sąd.
Drodzy archeolodzy-objaśnijcie mi proszę jedną kwestię-kiedy wchodzicie na stanowisko,warstwę humusu(ok30-40 cm)spychacie wielką łychą na bok.A my kopiemy w tej właśnie warstwie-do 40 cm góra.
Nie wspomnę,że taka łycha wielka może uszkodzić kruche artefakty.
Skoro więc was nie interesuje warstwa próchnicza,dlczego tak zajadle atakujecie ludzi,którzy sporą cześć swojego wolnego czasu poświęcają na poznawanie historii?Nie pisze tu o faktycznych rabusiach,którzy są wśród nas i was także.
Z poważaniem
Kopacz
Szanowny kopaczu,
Usuwanie wielką łychą warstwy humusu ma miejsce zwykle podczas badań na tzw. inwestycjach. Są to badania o charakterze ratowniczym, mają na celu uratowanie i zadokumentowanie co się tylko da, ale obarczone są zwykle reżimami czasowymi i finansowymi (wiadomo – koparka tańsza i szybsza niż kopanie ręczne).
Na większości badań stacjonarnych o charakterze ściśle naukowym koparek się raczej nie używa.
Druga sprawa – miąższość warstwy „humusu” może wynosić 40 cm, ale często – gęsto, zwłaszcza na terenach nie objętych współczesną uprawą jest zdecydowanie mniejsza. Tak znaczna miąższość „humusu” poza wyjątkowymi przykładami (np. kujawskimi czarnoziemami) jest wynikiem działalności rolniczej. Dla gleb bielicowych, dominujących w Polsce „norma” „humusu” nie przekracza zazwyczaj 10 cm.
Kolejna sprawa – czy zawsze potraficie odróżnić „humus” od ciemnych, próchniczych nawarstwień kulturowych zalegających poniżej?
I na koniec: osobiście pozwoliłbym detektorystom na penetrację „humusu”, podobnie jak na badania na stanowiskach np. z 1 czy 2 wojny światowej, po uzyskaniu pozwoleń i z możliwością kontroli przez służby konserwatorskie. Niestety, jak znam życie w praktyce jeden detektorysta zachowa się uczciwie i nie będzie penetrował głębiej niż sięga „humus”, dwóch innych wykopie sobie głębsze dołki, a później powie, że to było w próchnicy ornej.
Służby konserwatorskie tego nie sprawdzą bo są kompletnie niedofinansowane i niestety często niewydolne…
Podobnie byłoby z rejestrowaniem znalezisk, podobnie jak ma to miejsce na Wyspach Brytyjskich (PAS). Polacy to nie Brytyjczycy, olewka wobec prawa jest u nas zdecydowanie większa. U nas prawo jest po to, żeby je łamać, na Wyspach po to by przestrzegać. Pomimo tych różnic kulturowych i mentalnościowych, nawet tam nie jest aż tak bardzo różowo i słychać głosy niektórych archeologów, że należałoby zaostrzyć przepisy. Zjawisko nielegalnych poszukiwań i niszczenia stanowisk nadal tam występuje.
Dla dopełnienia obrazu dodam, że u nas prawo wcale nie jest najostrzejsze w Europie. Bodajże w Szwecji nie można w ogóle używać wykrywaczy.
I w końcu – osobiście byłbym zwolennikiem organizowania kurów dla detektorystów: podstawy dokumentacji, opisu znalezisk, źródłoznawstwo i zasady stratygrafii. Może jakbyśmy uczyli archeologii i pokazywali gdzie się kończy humus, to przynajmniej jakaś część mogłaby poprawić swoją praktykę, czyniąc ją mniej szkodliwą (co nie oznacza, że już dzisiaj nie ma świadomych i rozsądnych).
Pozdrawiam
@ gunther
„I w końcu – osobiście byłbym zwolennikiem organizowania kursów dla detektorystów: podstawy dokumentacji, opisu znalezisk, źródłoznawstwo i zasady stratygrafii.”
Z całym szacunkiem – takie „kursy” funkcjonują już od jakiegoś czasu. Jedna czy druga ustawa określa je jako „jednolite magisterskie studia na kierunku archeologia”.
Co do stanowisk z I czy z II wojny światowej – poszukiwaczom guzików, sprzączek, nieśmiertelników itp. „zdobyczy” chciałbym wskazać świetne miejsce do penetracji. Nazywa się Katyń. Co prawda trzeba kawałek podjechać, ale – po natrafieniu na tzw. dół – obłowić się można jak nigdzie indziej. Kilka innych podobnych też można wskazać.
Delikatnie przy tym zauważam, że jeśli odcedzić wszystkie nieświeże bogoojczyźniane sosy, to szczątki żołnierza Wehrmachtu są już „tylko” pochówkiem człowieka. Okradanie jego zwłok świadczy o złodzieju.
Archeologia wyszła z okresu zbieractwa fantów kilkadziesiąt lat temu. (To, że część archeologów tego nie zauważyła, świadczy tylko o nich). I tak jak wycinanie gołych cycków z obrazów nie ma nic wspólnego z zamiłowaniem do malarstwa, tak wyrywanie z ziemi zabytków metalowych nie ma nic wspólnego z ich ratowaniem (a tym bardziej – z ratowaniem stanowiska). Jak coś leży w ziemi 1000 czy 2000 lat, to kolejnych kilkadziesiąt czy kilkaset (w tych samych warunkach) mocno nie zaszkodzi.
1.-Na jakiej podstawie oceniasz nas polaków jako złodziei, takie twierdzenie podlega karze sądowej. 2.-Skąd wiesz jakie jest społeczeństwo w Wielkiej brytanii, czy mieszkałeś tam by twierdzić iż oni są uczciwsi od nas? Ja mieszkałem tam i pracowałem kilka lat i pracuję nadal, i mam inne zdanie niz Ty, anglicy w niczym nie odbiegaja od nas polaków w tej kwestii. 3.- Uraziłeś nas wszystkich takim twierdzeniem, jeśli jest w Tobie choć krztyna uczciwości powinieneś przeprosić nas polaków, bo coś mi sie wydaje ze Twoje pochodzenie jest inne. Ni obrażaj nas.
Tak, tak. Jestem Żydem.
A wiadomo, że my Żydzi nie lubimy Polaków i nie mamy o nich najlepszego zdania.
Dzięki za szybką odpowiedź.
Tak się składa,że pracę magisterską pisałem z gleboznawstwa.
Gleby bielicowe zajmują około 25% powierzchni Polski (tak na marginesie)
Swoje znaleziska dokładnie opisuję,współpracuję z lokalnym muzeum,a także szczerze gardzę osobami,które z poszukiwań uczyniły sobie źródło dochodu.
Doznałem wielkego szoku,kiedy okaząło się,ze tym „rabusiem”jest człowiek,który uratował,a następnie opisał swoje znaleziska.Jest znany w środowsku jako wzór do nasladowania.Nie będę wymieniał,w czym jest eksperte-może znaleźc się tu osoba „chętna”na jego kolekcje.
Sprawa ta ma głębsze dno-komuś napdepnął na odcisk.Polecam poczytać sobie temat :
http://www.odkrywca.pl/wpadl-poszukiwacz,661089.html#661089
Przecież nam wszystkim zależy na uratowniu tego,co gleba i kwasy w niej zawarte jeszcze nie zniszczyły,prawda?
Z poważaniem
Kopacz
W tej sprawie już wycofałem swoje pochopne sądy. Ale rozstrzygać winy też nie mam zamiaru.
Jeżeli znasz się na gleboznawstwie, to masz łatwiej. Ale chyba w środowisku nie jest to norma?
Jak pisałem – jestem zwolennikiem unormowania całej sytuacji i jakiegoś pożytecznego skanalizowania zainteresowań tych tysięcy osób.
Jednocześnie mam spore obawy i uważam, że proste przeniesienie wzorców brytyjskich do Polski raczej się nie sprawdzi.
Ponieważ jestem „po tej drugiej stronie barykady”, co jakiś czas docierają do mnie głosy kolegów po fachu, którzy opowiadają o zniszczeniach stanowisk, na których prowadzą badania, dokonanych przez nieodpowiedzialnych detektorystów.
Mam też wątpliwości czy wszystkim „poszukiwaczom” chodzi o uratowanie dziedzictwa archeologicznego. Współczesna praktyka zmierza raczej do nienaruszania stanowisk archeologicznych o ile nie zagrażają im np. działalność inwestycyjna, budowlana czy intensywna orka. W takiej sytuacji podejmowane są tzw. badania ratownicze, zlecane przez urzędy konserwatorskie. Tymczasem większość akcji detektorystów odbywa się niejako „obok”, na terenach niezagrożonych. Ich jedyną przyczyną jest ciekawość poszukiwacza i chęć zdobycia „artefaktów” (abstrahując od tego, czy będzie nimi handlował, czy zachowa je dla siebie i będzie pokazywał kolegom).
Jestem tu przypadkiem (trafiłem ze strony ODKRYWCA.pl), poświęciłem troszkę czasu na przeczytanie w większości wypocin zakompleksionych i zawistnych ludzi. Zwróciłem również uwagę na Ciebie, koleżko, bo dużo się udzielasz. Raczej już tu nie zaglądnę, ale poświęcę trochę czasu i coś napiszę. Zapewne wypociny zakompleksionego i zawistnego człowieczka.
>>W tej sprawie już wycofałem swoje pochopne sądy. Ale rozstrzygać winy też nie mam >>zamiaru.
- lubisz szybko i pochopnie wydawać wyroki (jak większość „komentatorów” tutaj), a później dla spokoju ducha lubisz się z nich wycofywać.
>>Jak pisałem – jestem zwolennikiem unormowania całej sytuacji i jakiegoś >>pożytecznego skanalizowania zainteresowań tych tysięcy osób.
Czyli ci po drugiej stronie bartkady, jak piszesz, wg. Ciebie tego nie chcą???
>>Jednocześnie mam spore obawy i uważam, że proste przeniesienie wzorców brytyjskich >>do Polski raczej się nie sprawdzi.
A to dlaczego? Ważne jest dlaczego tak uważasz, a nie, że tak uważasz.
Czy moze dlatego, że trzeba się będzie podzielić dobrami z „niedouczonymi amatorami” za jakich tzw. środowisko uważa wszyskich spoza ich „grupy trzymającej monopol na wiedzę”??? Jest naprawdę wielu poszukiwaczy historii-amatorów, którym duża grupa muzealników do pięt nie dorasta. Cóż z tego skoro nie należą do „grupy”.
>>Ponieważ jestem “po tej drugiej stronie barykady”, co jakiś czas docierają do mnie >>głosy kolegów po fachu, którzy opowiadają o zniszczeniach stanowisk, na których >>prowadzą badania, dokonanych przez nieodpowiedzialnych detektorystów.
Zapytałbym o liczbę tych prowadzonych badań, bo mam co do nich wątpliwosci. Ostatnio środowisko podnosi krzyk, ze nie ma pieniędzy na prowadzenie badań i wykopalisk. Tak więc są one czy ich nie ma???
>>Mam też wątpliwości czy wszystkim “poszukiwaczom” chodzi o uratowanie dziedzictwa >>archeologicznego.
Bardzo tendencyjnie postawiona teza. „Poszukiwacze” wiedzą, ze są w kraju „łowcy fantów” dla zysku. Dlaczego jednak łączyć ich z poszukiwaczami amatorami??
Analogicznie można postawić tezę: Mam wątpliwości czy muzealnikom chodzi o dobro dziecictwa i jego eksponowanie. Przecież zdecydowana większość eksponatów niszczeje w niedofinansowanych piwnicach muzeów.
>>Tymczasem większość akcji detektorystów odbywa się niejako “obok”, na terenach >>niezagrożonych. Ich jedyną przyczyną jest ciekawość poszukiwacza i chęć >>zdobycia “artefaktów” (abstrahując od tego, czy będzie nimi handlował, czy zachowa >>je dla siebie i będzie pokazywał kolegom).
Jak rozumiem, kolega wie po co prowadzi się badania archeologiczne???? I zapewne wszyscy wypowiadający się tutaj również wiedzą. To również przytyk do artykułu.
Jak rozumiem XIX i XX wieczne sztućce, czy monetki o niewielkich wartościach moga wiele powiedzieć o życiu naszych przodków. Tylko czy nie lepiej dowiedzieć się tego z prasy z tamtego okresu???
A przecież „detektoryści” szukają takich właśnie artefaktów.
Tak więc uważam, ze środowisko archeologów zawistnie strzeże „swojej działki” pomimo, ze nie ma czego. Szuka się kozła ofiarnego, który staje się postrachem i zarazem „twarzą” (oczywiście tą złą) poszukiwaczy. Jest wtedy pretekst aby takiego koleżkę jak z artykułu niszczyć z całą mocą aparatu państwowego.
Dodam, ze duża część poszukiwaczy za SWOJE PRYWATNE PIENIĄŻKI otwiera małe prywatne muzea i dba o „artefakty” lepiej niż wielcy muzealnicy, którzy tylko krzyczeć potrafią.
Małym i zawistnym człowieczkiem, Ty jesteś. Tak pełnej jadu wypowiedzi nie ma na tym forum. Odrzuca…
Ten gość był producentem map, nawet domagał się udostępnienia mu wszystkich map AZP w celach mu wiadomych, czym się publicznie przechwalał. Doskonale wiedział gdzie są stanowiska archeologiczne. Bez jaj. Czyżby złapali go, gdy wykrywaczem weryfikował w terenie zasięg stanowiska z mapy AZP?
Dobrze by się stało gdyby mu to wszystko udowodnili i aby dostał wyrok bez zawiasów i 30 krotność średniej krajowej.
http://www.odkrywca-online.pl/archeologiczne-zdjecie-polski,654046.html#654046
Z linku wyżej wynika, że wystąpił do KOBIDZ-u o udostępnienie arkuszy AZP dla kilku gmin,ale mu odmówiono i sprawa ma być dopiero rozpatrywana przez sąd administracyjny w Warszawie. Nie można więc mówić, że wiedział gdzie są stanowiska, bo tej informacji mu odmówiono. Zresztą ciekaw jestem decyzji sądu. Tak szczerze mówiąc to uważam, że AZP powinno być w internecie i wtedy byłoby prościej. Rejestr zabytków też jest i z tego powodu ilość kradzieży przecież nie wzrasta.
Archeologia to nie jest własność archeologów tylko społeczeństwa. Poza tym jak czytam idiotyczne wypowiedzi wyżej o stanowiskach archeologicznych z I i II wojny to mam ochotę kazać się autorom popukać w głowę. Jestem archeologiem i dobrze wiem, że w AZP nie nanosi się żadnych informacji o stanowiskach z tego okresu, bo to nie leży w strefie zainteresowań archeologii i nie są to żadne stanowiska. Obejrzałem te wszystkie zdjęcia ze „skarbami” zabranymi temu detektoryście. Aż dziw, że takie śmieci trzymał w domu!!! Chyba naprawdę musi lubić to szukanie… Oczywiście oddadzą mu to wszystko, pewnie przeproszą. Osmieszy się tylko policja, że zajmuje się takimi sprawamii i archeolodzy, że zawracają policji głowę. WSTYD!!!
J.
Z ratyfikowanej przez Polskę preambuły Europejskiej Konwencji o ochronie dziedzictwa archeologicznego, zwanej konwencją malatańską:
„(…) przypominając, że dziedzictwo archeologiczne ma zasadnicze znaczenie dla wiedzy o historii ludzkości;
potwierdzając, że europejskie dziedzictwo archeologiczne, stanowiące dowód pradawnej historii, jest poważnie zagrożone zniszczeniem z powodu wzrastającej liczby projektów zagospodarowania przestrzennego, zagrożeń naturalnych, nielegalnych lub nienaukowych wykopalisk i niewystarczającej świadomości publicznej (…)”
„dziedzictwo archeologiczne, stanowiące dowód pradawnej historii” – archeolodzy chyba nie znają prawa i umów międzynarodowych regulujących gałąź nauki, którą się parają, skoro zabierają głos w sprawach butelek po śmietanie i faszystkowskich fenigów. Co prawda nawet w medycynie sądowej używa sie archeologów do ekshumacji zwłok, co jednak nie znaczy, że wydobyty w ten sposób denat jest zabytkiem jak jakaś mumia egipska… I jak ktoś wyżej zauważył, stanowisko archeologiczne to nie jest pojęcie prawne. Są zabytki archeologiczne nieruchome będące warstwami kulturowymi mogące zawierać zabytki ruchome, co jednka nie oznacza, że wykopanie łyżki narusza te warstwy. Jeśli jest nowożytna łyżka, to warstwy nie ma. A po co bicie piany o to AZP to też nia mam pojęcia. AZP nie jest żadną prawną formą ochrony zabytków.
Zdegustowany
O, nie,nie…. Łyżka czy fenig mogą tkwić w samym sercu pięknej warstwy pradziejowej!!! Mogły je tam zataszczyć pancerniki, a w naszych warunkach krety. Dwóm brazylisjkim archeologom w 2008 r. przyznano Anty-Nobla w dziedzinie archeologii za wykazanie, iż pancerniki przemieszczając pod ziemią artefakty mogą całkowicie zmienieć wyniki badań archeologicznych : http://www.rp.pl/artykul/86443,199929_Antynoble__czyli_coca_cola_zamiast_prezerwatywy_.html
Wielu archoelogów zabierających głos na tym forum też w pełni zasługuje na Anty-Noble…
szczerze – nie wiem czemu tym gościom przyznano Anty-Nobla? Jak ktoś kretyn, to nie mógł zrozumieć, że wyniki tych badań są bardzo istotne dla stratygrafii w skali lokalnej, mają więc duże znaczenie praktyczne. Takie śmieszne mu się wydawało, pancerniki, ha ha ha… Te badania miały z pewnością dużo sensu
Kandyduj, epteiscus, kandyduj!!! Twoi polscy koledzy na pewno poprą nominację!!! Choć znając Wasze środowisko równie dobrze z zawodowej zazdrości będą chcieli Cię utopić w łyżce wody. Ale warto spróbować – a nuż uda Ci się wyprowadzić tę zapyziałą polską archeologię z opłotków na szersze wody. Przydałoby jej się to, bo zaczyna sie dusić w atomosferce walki o każdy uśmiech WKZ skutkujący zleceniem na nadzór nad budową szamba u zdezorientowanego chłopa, z którego da się zedrzeć choć tysiąc złotych…
Szykuj już mowę inauguracyjną na ceremonię przyznania Ig-Nobli. Podsunę Ci jeszcze dla natchnienia cytat Twoich brazylijskich idoli:
„Armadillos zły, artefakty mogą poruszać się w górę, dół i do boku na kilka metrów w archeologicznego podczas kopania. Armadillos ssaków są bardzo fachowcom kopania. Ali powiedział, że był wstrząśnięty, aby wygrać. „Nie ma nagrody Nobla w dziedzinie archeologii, tak Ig Nobel jest dobrą rzeczą”, powiedział przez e-mail.”
http://antonini.med.br/blog/?p=481&lang=pl
Alfred N.
Widzisz Alfredzie. Swoim przemądrzałym postem palnąłeś kulą w płot. Eptesicus nie jest archeologiem. Dodam, że ja też nie wiem czemuż to panowie dostali Ig-Nobla. Chyba nie masz nawet pojęcia jakie zamieszanie może zrobić badaczom pancernik czy też kret przenosząc podczas kopania jedną głupią monetkę pod pozostałości budynku starsze od tej monetki. Wystarczy, że zrzuci ją głupie 10 cm w dół, a budynek może pozornie wydać się nawet znacznie młodszy, bo niżej leżąca moneta wskaże, że zbudowano go po jej wybiciu, choć w rzeczywistości był już ruiną, gdy wybito monetę. Oczywiście takie zdarzenie jest ekstremalnie rzadkie, ale czasami może się zdarzyć, więc jedna praca na ten temat wśród wielu tysięcy naukowych prac nie jest niczym śmiesznym.
Coś mi się zdaje, że na Ig-Nobla zasłużyli przyznający tę nagrodę. Zresztą to nie pierwszy raz, gdy słyszę o Ig-Noblu za coś, co tak naprawdę jest sensowne, tylko ludziom bez odpowiedniej wiedzy wydaje się śmieszne. I żeby uchronić cię przed kolejnymi chybionymi strzałami dodam, że nie jestem archeologiem.
A ja jestem archeologiem i doskonale wiem, że dokładny, doświadczony archeolog, nie odwalający lipy potrafi wyróżnić w przekroju ślady norek kretów czy pancerników i domyśleć się, że zawleczony przez nie przedmiot należy uznać za wtórny. Osobiście na głębokości 3 metrów w nienaruszonej warstwie z epoki kultury pucharów lejkowatych znalazłem folijkę z paczki papierosów. I jakoś nie przyszło mi do głowy pisać na ten temat elaboratów. Czytałem natomiast mnóstwo prac moich kolegów, którzy z opracowania byle wykopalisk robili sensację nad sensacją. Przydałyby się jakieś polskie Ig-Noble, żeby weryfikować poziom archeologii, bo robi się żenująco niski, a śmiech jest świetnym lekarstwem….
Alfred N.
>>domyśleć się, że zawleczony przez nie przedmiot należy uznać za wtórny. Osobiście na głębokości 3 metrów w nienaruszonej warstwie z epoki kultury pucharów lejkowatych znalazłem folijkę z paczki papierosów
a jeśli w warstwie należącej do kultury pomorskiej, zawierającej obfity inwentarz tejże, będzie leżał artefakt należący do kultury przeworskiej – też będzie to takie oczywiste?
„Chyba nie masz nawet pojęcia jakie zamieszanie może zrobić badaczom pancernik czy też kret przenosząc podczas kopania jedną głupią monetkę pod pozostałości budynku starsze od tej monetki. Wystarczy, że zrzuci ją głupie 10 cm w dół, a budynek może pozornie wydać się nawet znacznie młodszy, bo niżej leżąca moneta wskaże, że zbudowano go po jej wybiciu, choć w rzeczywistości był już ruiną, gdy wybito monetę”
Tak, tak, badaczowi, któremu na podstawie młodszej monetki znajdującej się pod starszym budynkiem wyda się, że budynek jest znacznie młodszy należy tylko współczuć…. TRAGEDIA!!! Na szczęście wyda się, jak napisał kolega „tylko pozornie”. Dzięki Bogu jest mnóstwo innych metod datowania budynków i archeologia jest tu właściwie niepotrzebna. Ale na wszelki wypadek postuluję, aby wszelkie badania archeologiczne były weryfikowane przez biologów, speców od fauny ryjącej…
Krecik
Jeśli znasz takie cudowne metody, to natychmiast udostępnij je naukowcom. Może wreszcie zakończą się problemy z datowaniem reliktów kamiennych budowli w Polsce z IX-XI w.
Dzieci, aktywność ryjąca zwierząt jest to istotne zjawisko zaburzające stratygrafię i tyle. Zasługuje więc na opisanie i może być użyteczne. Oczywiście, że norki muszą być widoczne w profilu. Inna sprawa, że w strefie zwrotnikowej często nie sposób o normalną stratygrafię poza jaskiniami, więc nie zawsze są tam w ogóle jakieś warstwy, więc co prawdziwe dla kreta, nie zawsze prawdziwe dla pancernika. Wasza arogancja jest niesamowita. Nie chodzi o to, że na skutek pancernika czy kreta archeolog nie jest w stanie rozpoznać pochodzenia zabytku w oparciu o jego „cechy morfologiczne” – O ILE NALEŻY DO ZNANEJ JUŻ KULTURY. Wystarczy jednak, że są to artefakty z kultury czy technokompleksu, którego nikt wcześniej na oczy nie widział i ciekawe jak wtedy ustalą jego wiek (a nie wszystko da się datować np. izotopowo). Gdyby tak było, czy ktoś przejmowałby się poszukiwaczami z wykrywaczem metalu rozkopującymi nielegalnie stanowiska? Wedle tej logiki, żaden problem, byle policji udało się odzyskać przedmioty ;-) Poza tym chyba żartujesz twierdząc, że stratygrafia nie jest do niczego potrzebna, bo przecież da się wydatować leżące w zaburzonych warstwach przedmioty?
>>Czytałem natomiast mnóstwo prac moich kolegów, którzy z opracowania byle wykopalisk robili sensację nad sensacją. Przydałyby się jakieś polskie Ig-Noble, żeby weryfikować poziom archeologii
myślę, że wystarczył by normalny system peer-review, z anonimowymi recenzentami i innymi urokami procesu redakcyjnego, który jest w polskich żurnalach archeo rzadko stosowany, pewnie dlatego, że ulubiony przez „biologów, speców od fauny ryjącej”
kretyńskiego „cytatu” uzyskanego w oparciu o komputerowy translator nawet nie warto komentować
Ja tak czułem, że eptesicus to jest biolog nie archeolog, czułem…
To poszukiwacze też działają metodą podkopów i mieszają te warstwy? Łyżki i fenigi zamiast zbierać spod darni sprytnie umieszczają wśród łużyckiej ceramiki? O tym nie wiedziałem. Ale słyszałem, że podobno zakładają fermy tresowanych pacerników, które chcą zaaklimatyzować w Polsce. Można się domyślać w jakim celu…
Krecik
Poczytaj może sobie jak jacyś „poszukiwacze” zmasakrowali stratygrafię w jaskini Stajnia.
Nie „poszukiwacze” a HIENY. Tyle, że aby oddzielić te środowisk potrzeba odrobinę inteligencji, której tzw. środowisku brakuje. Fakt, wiedzę mają ogromną ale inteligencji nie staje.
Każdy średni inteligentny wie, ze poszukiwacze nie „ryją” na stanowiskach archeologicznych, na cmentarzach itp. podobnych miejscach. Oni SZUKAJĄ dla przyemności, dla poznawania, współpracują ze służbami. Tylko to zbyt trudna dla środowiska aby zrozumiało.
Jest jeszcze grupa HIEN, które dla chęci zysku ryją gdzie tylko się im uda.
Ale uregulowanie tej sytuacji JEST BLOKOWANE właśnie przez „środowisko”.
Trochę złośliwie i sarkastycznie ale tylko tak do niektórych można dotrzeć.