Jak Inkowie osiągnęli mistrzostwo w operowaniu mózgu

Inkascy chirurdzy często i z powodzeniem usuwali część czaszki chorego, by zoperować jego mózg – wynika z najnowszych badań opublikowanych w „The American Journal of Physical Anthropology”. Jednak dojście do wprawy zajęło im kilkaset lat.

Takie operacje zwane trepanacjami inkascy chirurdzy przeprowadzali głównie na mężczyznach. Zapewne aby wyleczyć rany, które odnieśli oni podczas walki.

O tym, że chirurdzy doskonalili swoje umiejętności przez kilka stuleci świadczą szczątki pochodzące z okolic stolicy Inków Cuzco. Najstarsze czaszki pochodzą z około 1000 roku n.e. Wiele z nich nie nosi śladów gojenia się rany powstałej w wyniku trepanacji, co oznacza, że operacje kończyły się śmiercią pacjenta. Jednak w XV w. do zdrowia dochodziło już 90 proc. operowanych.

Inkascy chirurdzy zeskrobywali kość czaszki uzyskując w efekcie okrągłą dziurę. Nauczyli się unikać miejsc, których operowanie wiązało się z dużym ryzykiem uszkodzenia mózgu, bądź wywołania krwawienia lub zakażenia. Zdaniem naukowców bardzo możliwe, że znieczulali pacjentów podając im kokę, tytoń bądź piwo. Stosowali też najpewniej naturalne środki antyseptyczne.

Naukowcy przebadali 411 czaszek z czego aż 66 miało ślady po trepanacji. Tylko 19 z nich należało do kobiet. Niektóre czaszki nosiły ślady kilku operacji. Rekordzista przeszedł ich aż siedem.

Na podstawie National Geographic.

Umiejętności inkaskich chirurgów nie są niczym wyjątkowym. Wiemy, że w Ameryce Południowej trepanacje przeprowadzano już co najmniej w 400 roku p.n.e. Najstarsze czaszki ze śladami takich operacji, które znaleziono w Europie, mają natomiast ponad 6 tysięcy lat.