Mojżesz à la Discovery, czyli na pohybel chronologii

Obejrzałem przed chwilą na Discovery Civilisation film o Mojżeszu. Jego twórcy popisali się niesamowitą ekwilibrystyką, by wykazać, że wydarzenia opisane w Biblii są prawdziwe.

Dowodzą m.in., że stolica Ramzesa II, którą Żydzi mieli budować w Delcie Nilu, rzeczywiście istniała. Wątpliwości części naukowców, co do tego, że Żydzi w XIII w. p.n.e. byli monoteistami kontrują tym, że przecież w XV w. p.n.e. faraon Echnaton wprowadził na krótki okres monoteizm, więc Mojżesz mógł się zetknąć z ideą jednego boga.

Wyjaśniają też, że plagi egipskie były skutkiem eksplozji wulkanu na wyspie Thera (Santorini), która – jak słyszymy w filmie – wydarzyła się w czasach bliskich Mojżeszowi. Ta sama katastrofa wywołała też cofnięcie się wód, co pozwoliło umknąć Izraelitom przed ścigającymi ich egipskimi rydwanami, na które spadła później fala tsunami.

W całej tej zabawie twórcy filmu zapomnieli o chronologii i logice. Otóż faraon Ramzes II panował w XIII w. p.n.e., a Thera eksplodowała w XVII w. p.n.e. Jak więc Żydzi mogli zbudować stolicę Ramzesa, a następnie zyskać wolność dzięki wywołanym eksplozją Thery plagom?

Cofnięcie się wód to powszechne zjawisko podczas tsunami. Jest ono zapowiedzią uderzenia potężnej fali. Doskonale pasuje więc do biblijnego opisu, ale jest jedno „ale”. Otóż pokonanie drogi z Thery do Egiptu, to dla fali tsunami zaledwie dwie godziny. W ciągu tych dwóch godzin do Egiptu miałyby dolecieć popioły z eksplozji wulkanu (a nie sądzę, by poruszały się tak jak fala tsunami z prędkością aż 600 km/h), wywołać po kolei 10 plag, raporty o nich miałyby dotrzeć do faraona, złamany nimi władca miałby poinformować Mojżesza, że Izraelici mogą wyjść, ci zdążyliby przygotować się do drogi i wyruszyć, by w sam raz natrafić na trwające zazwyczaj kilka minut cofnięcie się wód. No i oczywiście 600 tysięcy ludzi (taka liczba pada w filmie) zdążyło przejść nim nadeszła fala tsunami.

Następnie dowiadujemy się o odnalezieniu na Półwyspie Synaj ołtarza i obozowiska Izraelitów przy górze dokładnie pasującej od biblijnego opisu góry, na której Mojżesz dostał tablice z przykazaniami. Oczywiście sam ołtarz i obozowisko też dokładnie pasują do Biblii. Filmowcy pokazują nawet znalezione tam starożytne graffiti przypominające dwie tablice i podzielone na 10 pól. A lektor mówi, że znaleziska pochodzą z około 2000 r. p.n.e. (sic!)

By film kończył się mocnym elementem, zostajemy uraczeni informacją, że Mojżesz był czarny, bo żył w Afryce.

Film o Mojżeszu był najbardziej żenującym dziełem Discovery, jakie dotychczas widziałem. Już kilka ich filmów (zwłaszcza te ze słabiutkiej serii „Wojna i cywilizacja”) bardzo kusiło mnie licznymi błędami do napisania złośliwej recenzji, ale w porównaniu z filmem o Mojżeszu były to dzieła niezwykle rzetelne.

Smutne, że stacja, która ma wielkie fundusze pozwalające dotrzeć w każdy zakątek ziemi, sfilmować każdy zabytek i nakłonić do współpracy każdego naukowca, raczy nas taką chałą.