Gnijąca głowa na tyczce, czyli prewencja kryminalna po anglosasku

Ofiary masakry, egzekucji czy też jakiegoś krwawego celtyckiego kultu? – zastanawiali się przez wiele lat brytyjscy archeolodzy. Losy 12 mężczyzn, których szkielety (w tym 10 bez głów) znaleźli 40 lat temu w kopcu z epoki brązu w Walkington Wold w północnej Anglii, były dla naukowców tajemnicą.

Dwóch archeologów z Sheffield University postanowiło rozwiązać zagadkę i ponownie przebadało znalezione szczątki. Dzięki postępowi w technikach archeologicznych mieli dużo większe szanse na odkrycie prawdy niż ich koledzy 40 lat temu.

Największą niespodziankę przyniosły badania radiowęglowe. Okazało się, że pochówki są młodsze, niż dotychczas sądzono. Pochodzą z XI w., a to oznacza, że na pewno nie są pozostałością celtyckich krwawych ofiar.

Ta informacja w połączeniu z analizą szczątków pozwoliła naukowcom ustalić, że pochowani w kopcu mężczyźni byli skazanymi na śmierć kryminalistami. Prawo zabraniało chowania takich osobników w poświęconej ziemi, dlatego Anglosasi skorzystali z pradawnego kopca, który leżał poza ich osadą, ale blisko prowadzącej do niej drogi.

Był on nie tylko miejscem pochówku skazanych, ale też przestrogą dla tych, którzy chcieli złamać prawo. Odcięte głowy nabijano bowiem na tyczki i umieszczano na szczycie kopca. Świadczą o tym cztery czaszki znalezione w tym miejscu. Wszystkie nie mają żuchw, które odpadły, gdy zgniły mięśnie i ścięgna. O takich ostrzeżeniach przed łamaniem prawa zwanych „heafod stokkan” wspominają anglosaskie teksty.

Analiza kości pokazała też, że kat nie zawsze spisywał się bez zarzutu. W jednym przypadku aż trzy razy uderzał w kark młodego (18-25 lat) mężczyzny.

Na podstawie Yorkshire Post.