1612, czyli o husarskich skrzydłach

1 listopada na ekrany rosyjskich kin wejdzie film „1612”. Kosztująca 10 milionów dolarów superprodukcja przedstawia wojnę, w której Rosjanie wyparli z Moskwy wojska polskie.

W filmie Polacy obsadzeni są oczywiście w roli czarnych charakterów, ale za to robiących imponujące wrażenie. Nasze wojska składają się bowiem głównie z husarii, którą twórcy filmu uznali chyba za największą atrakcję swego dzieła. Nasi skrzydlaci jeźdźcy są głównym motywem plakatu, a trailer filmu pokazuje ich prawie cały czas.
[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=1VKkc1CVSAc&rel=1]
Niestety, w rzeczywistości husarze z dwoma białymi skrzydłami na plecach nigdy nie byli pod Moskwą. W ogóle w XVII wieku byli oni dość rzadkim widokiem.

Za początek ciężkozbrojnej husarii w Polsce uznaje się rok 1576. To wtedy król Stefan Batory polecił przekształcić lekkozbrojnych husarzy (występujących w Polsce od początków XVI w.) w ciężką jazdę. Jedną z najistotniejszych zmian było zastąpienie asymetrycznej tarczy napierśnikiem. Miało to o tyle istotne znaczenie, że jeźdźcy dość często przypinali do tarcz skrzydła ptaków. Zwyczaj ten miał swoje początki w wywodzącym się z Bałkanów malowaniu na tarczach skrzydła i szponów drapieżnych ptaków.

Polscy jeźdźcy nie chcieli się rozstawać z ozdobą z piór i wkrótce zaczęli przypinać skrzydło z lewej strony siodła. Możliwe też, że przez pewien czas przywiązywali je do lewej ręki.

 

Ilustracja powyżej to fragment tzw. sztokholmskiego zwoju, który przedstawia paradę w Krakowie w 1605 r. z okazji ślubu Zygmunta III Wazy z Konstancją Habsburżanką. Widoczny na niej husarz z jednym czarnym skrzydłem przypiętym do siodła trzyma chorągiew Królestwa Polskiego. Za nim jechał cały paradny oddział husarzy złożony prawdopodobnie z najprzedniejszych towarzyszy z różnych oddziałów. To właśnie tacy jednoskrzydłowi jeźdźcy roznieśli szwedzką armię pod Kircholmem (1605), wygrali z rosyjsko-szwedzkimi siłami pod Kłuszynem (1610) i zapewnili Polsce wiele innych triumfów. Tak też, choć najpewniej mniej okazale niż na paradzie w Krakowie, wyglądali w rzeczywistości husarze, którzy dotarli pod Moskwę.

Ocenia się, że w pierwszej dekadzie XVII w. husaria stanowiła nawet 75 proc. polskiej jazdy. Potem jednak nadszedł kryzys. Ciężkozbrojni kopijnicy zaczęli przegrywać z ogromną siłą ognia zreformowanej szwedzkiej piechoty. Ich udział w jeździe spadł w latach 20. do około 30 proc. Jednak nawet ta skromniejsza liczba była europejskim ewenementem. Już żaden kraj nie utrzymywał opancerzonych kopijników.

Kolejną katastrofą były wyniszczające Polskę wojny w latach 1648-1660. Salwy walczących zza wozów Kozaków były dla husarii mordercze, a tatarska jazda za szybka. Coraz rzadziej szarża ciężkiej jazdy rozstrzygała bitwę. W tych trudnych czasach skrzydła prawie w ogóle zniknęły z husarskich szeregów. Były ważniejsze wydatki niż ozdoby z piór.

Skrzydła wracają do łask dopiero w czasach Jana Sobieskiego. I to najpewniej dopiero wtedy są one przypinane do pleców. Co prawda najwcześniejszy dowód takiego umieszczania skrzydeł znamy z rysunku wykonanego w 1645 r. (poniżej), ale nie przedstawia on opancerzonego husarza, ale pułkownika Krzysztofa Szczodrowskiego, który przybył wówczas do Paryża z polskim poselstwem.

Jednak nawet w czasach Sobieskiego widok dwóch skrzydeł na plecach pancernego jeźdźca był rzadkością. Często bowiem do zbroi mocowano tylko jedno skrzydło, a czasami w ogóle ich nie mocowano. Oddziały husarii nie prezentowały się też tak wspaniale jak na filmach. Razem z zazwyczaj świetnie opancerzonymi i odpowiednio ozdobionymi towarzyszami husarskimi jechali ich pachołkowie, których wyposażenie było dużo pośledniejsze, np. często zamiast hełmów mieli czapki i nie nosili skrzydeł. Trzeba też pamiętać, że nie mamy żadnej relacji naocznego świadka, która by potwierdzała, że skrzydła rzeczywiście noszono podczas walki.

Skąd więc taka powszechność dwuskrzydłych husarzy? Ostatnim wielkim triumfem husarii była bitwa pod Wiedniem w 1683 r., gdzie rozjechali wojska tureckie. Oddziały husarii istniały jeszcze co prawda przez kilkadziesiąt lat, ale były już prawie wyłącznie pięknie przystrojoną ozdobą parad. To z tego okresu pochodzi większość zachowanych zbroi. W XIX w. polscy malarze właśnie na nich opierali swoje wyobrażenie o skrzydlatych jeźdźcach rozbijających wrogów Ojczyzny. Tak powstała fałszywa wizja husarii utrwalana teraz w kolejnych filmach. I nie ma już od niej odwrotu. Richard Brzezinski w książce „Polish Winged Hussar 1576-1775” przyznaje, że w filmie „Ogniem i Mieczem”, przy produkcji którego był konsultantem, dostosowano się po prostu do oczekiwań widzów.

Jeśli nie wystarczył Wam ten krótki tekst, to polecam artykuł w IOH.