Kometa zdziesiątkowała ssaki Ameryki Północnej?

Około 12-10 tysięcy lat temu w Ameryce Północnej doszło do zagłady wielu gatunków ssaków. Wymarły m.in. mamuty, mastodonty, koty szablozębne, wielkie leniwce, wszystkie koniowate, wielbłądy oraz gigantyczny niedźwiedź krótkopyski. Naukowcy od lat głowią się nad przyczynami tej zagłady. Na liście winowajców królują człowiek i choroby. Wedle najnowszej koncepcji zagłada miała przyjśc z kosmosu.

Zdaniem grupy amerykańskich naukowców blisko 13 tysięcy lat temu niewielkie ciało niebieskie, prawdopodobnie kometa, eksplodowało w Ameryce Północnej. Po katastrofie nie zachował się żaden krater, gdyż zdaniem naukowców miała ona miejsce na lodowcu pokrywającym wówczas północną część kontynentu albo w powietrzu. Na jej ślad wpadli analizując osady z 20 miejsc w Ameryce Północnej. Znaleźli w nich tajemniczą warstwę zawierającą małe kule szkła i węgla, nanodiamenty i iryd. Jedynym wyjaśnieniem pochodzenia tych elementów jest właśnie eksplozja przybysza z kosmosu.

Eksplozja miała wywołać straszliwe pożary, które przeszły przez prawie cały kontynent (świadczy o tym warstwa węgla drzewnego). Potem przyszło trwające tysiąc lat ochłodzenie klimatu. Zdaniem naukowców ofiarą katastrofy padli też ludzie, których populacja w tym okresie znacznie zmalała, co miało doprowadzić do nagłego końca kultury Clovis.

Na podstawie BBC.