Zdjęcia satelitarne w archeologii

Gdy ponad rok temu informatyk Luca Mori z Parmy wchodził na Google Earth, by obejrzeć z kosmosu swój dom, nie spodziewał się, że dokona odkrycia archeologicznego. Jednak owalna ciemna plama i ledwo widoczne prostokątne figury, które dostrzegł w pobliżu domu, okazały się być śladami po nieznanej archeologom rzymskiej willi sprzed ponad dwóch tysięcy lat.

Wśród wielu osób, które przeczytały medialne doniesienia o tym niecodziennym odkryciu, był Scott Madry, archaeolog z uniwersytetu North Carolina. Zafascynowany możliwościami, jakie dają powszechnie dostępne zdjęcia satelitarne, zaczął przeglądać na Google Earth fotografie z Francji. Już pierwszego dnia znalazł więcej niewidocznych z ziemi stanowisk archeologicznych, niż przez 25 lat latania lekkim samolotem, przeszukiwania starych map i przeglądania zdjęć lotniczych.

Jak się okazało wiele rzymskich willi i innych obiektów odkrytych przez Madry’ego francuskie władze już znały. Choć archeolog był trochę zawiedziony brakiem ciekawego odkrycia, to satysfakcję sprawiło mu coś innego – okazało się, że siedząc przed monitorem komputera bardzo trafnie zidentyfikował znalezione stanowiska.

Oczywiście poszukiwanie i identyfikowanie stanowisk archeologicznych za pomocą zdjęć powierzchni ziemi nie jest nowym wynalazkiem. Już podczas pierwszej wojny światowej dostrzeżono, że z powietrza widać wiele dziwnych wzorów pokrywających pola i łąki. Pozostałości po dawnych murach, palisadach czy rowach mają wpływ na to jak rosną nad nimi rośliny (infografika). Np. leżące pod ziemią drewno gromadzi wilgoć i dzięki temu rośliny nad nim bujniej rosną, co ujawnia się szczególnie podczas suszy (jak walijscy archeolodzy wykorzystali tegoroczną suszę). Niestety, takie roślinne wzory dobrze widać dopiero z góry.

Jednak powszechnie dostępne zdjęcia satelitarne upraszczają poszukiwanie stanowisk archeologicznych z powietrza, choćby dlatego, że wynajęcie samolotu kosztuje. Są też kraje, które nie zgadzają się na robienie zdjęć lotniczych (np. Grecja, Turcja, kraje Bliskiego Wschodu). Przydatne mogą być nie tylko zdjęcia na Google Earth (które nie zawsze mają wystarczającą rozdzielczość), ale też ujawnione zdjęcia szpiegowskie zrobione wiele lat temu (np. od CIA).

Jeszcze większe możliwości daje to, że satelity patrzą na ziemię w sposób dla ludzkiego oka nieosiągalny. Sarah Parcak z University of Alabama za pomocą zdjęć satelitarnych odkryła nad Nilem ponad setkę nieznanych stanowisk archelogicznych. Nie były to jednak zwykłe zdjęcia, ale m.in. multispektralne, czyli operujące w zakresach światła niewidocznych dla ludzkiego oka (np. podczerwieni). Takich zdjęć używał też William Saturno z University of New Hampshire do szukania zagubionych w dżungli dawnych osiedli Majów, gdyż w zakresach bliskich podczerwieni, rośliny porastające antyczne ruiny mają trochę inny kolor, niż rosnące obok.

Takie zdjęcia nie są jednak dostępne za darmo jak Google Earth. Trzeba je kupować od agencji rządowych i prywatnych firm. Jedno może kosztować tysiące dolarów. Jednak z czasem ich cena powinna spadać i w końcu staną się dostępne dla wszystkich.

Na podstawie National Geographic.