Terroryzm w starożytnym Rzymie, czyli jak New York Times naciąga historię

Portal gazeta.pl opublikował za The New York Times artykuł „Terroryzm w starożytnym Rzymie”. Wedle jego autora Roberta Harrisa „terrorystyczny” atak na port Ostia niedaleko Rzymu w 68 roku p.n.e. został wykorzystany jako pretekst do uzyskania przez szalenie ambitnego rzymskiego wodza i polityka Pompejusza Wielkiego ogromnych uprawnień i licznych wojsk do walki z odpowiedzialnymi za atak piratami.

Zdaniem Harrisa była to reakcja „niewspółmierna” do wagi incydentu, gdyż najazd na Ostię był mało znaczący, a piraci nie byli tak groźni, jak się wydawało. Natomiast zainspirowana przez Pompejusza, przyznająca mu te wyjątkowe uprawnienia lex Gabinia stała się „początkiem końca republiki rzymskiej”, bo stworzyła precedens zagarniania władzy przez jednego człowieka. Całą historię Harris zestawia z zamachem 11 września 2001 roku i podjętymi później działaniami amerykańskiej administracji. Za pomocą antycznego przykładu ostrzega Amerykanów, że wojna z terroryzmem może doprowadzić do upadku demokracji w USA i pokazuje jak wykorzystuje się sztucznie rozdmuchany strach do zagarniania władzy. Niestety, ów antyczny przykład ma tyle wspólnego z prawdą, co filmy historyczne kręcone w Hollywood.

„Niewspółmierna reakcja”

W I wieku p.n.e. piractwo było dla mieszkańców wybrzeży Morza Środziemnego dużo większym problemem, niż dziś terroryzm dla mieszkańców USA. Wielkie flotylle pirackie, dowodzone przez hersztów każących zwać się admirałami, krążyły po całym morzu polując na statki handlowe. Tadeusz Łoposzko w doskonałej książce „Tajemnice starożytnej żeglugi” pisze, że „żaden statek handlowy nie mógł bezpiecznie wypłynąć z portu, żaden kupiec nie był spokojny o swe towary. Podróżni udający się morzem do jakiejś prowincji drżeli, aby nie wpaść w ręce rozbójników.”

Ataki na statki handlowe nie wystarczały jednak piratom. Ich hordy spadały na wybrzeża i nierzadko zdobywały szturmem bądź po długim oblężeniu wielkie miasta, łupiąc, mordując i porywając tysiące ludzi w niewolę. Los taki spotkał m.in. greckie miasta Knidos, Kolofon, Klazomeny oraz wyspy Samos, Jasos i Samotraka. Łupem morskich rabusiów padły też słynne na cały świat świątynie w Epidauros i Argos. W 69 roku p.n.e. osławiony pirat Atenodor złupił wyspę Delos, która była centrum rzymskiego handlu na Morzu Egejskim.

Piraci nie zagrażali wyłącznie Grecji. Jeden z bezczelnych hersztów wpłynął na czele czterech okrętów do portu w Syrakuzach na Sycylii i obrabował stojące w nim statki. Kiedy indziej rzymska flota mająca chronić wybrzeża Sycylii została rozbita w walnej bitwie, zaś wojska stojące w Brundyzjum w południowo-wschodniej Italii – jak donosi Cyceron – z obawy przed piratami unikały przeprawiania się na drugą stronę Adriatyku. Liczne wille Rzymian poszły z dymem, a bandy piratów polowały w głębi lądu na ludzi podróżujących słynnymi rzymskimi drogami. M.in. na via Appia, tuż pod bramami Rzymu, piraci pochwycili dwóch pretorów razem z liktorami i insygniami władzy. To tak jakby na przedmieściach Waszyngtonu al Kaida porwała Condoleezzę Rice razem z jej ochroną! Wśród pirackich jeńców znalazł się też młody Juliusz Cezar, którego rabusie pojmali niedaleko Miletu w Azji Mniejszej. Bagatelizowany przez Harrisa najazd na Ostię w 68 roku p.n.e. Łoposzko nazywa „prawdziwym skandalem”. Piraci nie tylko zatopili w porcie przygotowaną na wyprawę przeciwko nim flotę wojenną pod wodzą konsula, ale też dopłynęli Tybrem niemal pod same mury Rzymu.

Najgorsze dla Rzymu było jednak to, że panoszący się na szlakach handlowych piraci zagrażali zaopatrzeniu miasta w żywność, a brak zboża do wyżywienia plebsu mógł się zakończyć katastrofalną w skutkach rebelią najbiedniejszych mieszkańców Wiecznego Miasta.

„Precedens”, który „stał się początkiem końca republiki rzymskiej”

Nim Pompejusz dostał „precedensowo” swoje szerokie kompetencje, Rzymianie podjęli wiele wypraw przeciwko piratom. M.in. sześć lat przed rajdem na Ostię Marek Antoniusz (ojciec tego Marka Antoniusza, który sypiał z Kleopatrą) otrzymał uprawnienia tylko minimalnie mniejsze od Pompejusza i dowództwo nad całą flotą Rzymu. Był jednak beznadziejnym wodzem i u wybrzeży Krety piraci zdemolowali jego armadę.

Wbrew temu, co twierdzi Harris, już wcześniej w polityce rzymskiej doszło do zdarzeń pokazujących ambitnej jednostce, jak należy sięgać po władzę. W latach 80. I wieku p.n.e. podczas wojny domowej Mariusz, a potem Sulla uzyskali władzę w Rzymie tylko dzięki mieczom swoich legionistów. Jednak Sulla, który tę wojnę wygrał i krwawymi represjami zmasakrował swych przeciwników w iście stalinowskim stylu, wciąż wierzył w republikę. Po zreformowaniu jej ustroju i wzmocnieniu Senatu z własnej woli oddał władzę, a nawet opuścił Rzym i zamieszkał na wsi, by strach przed nim nie krępował senatorów.

Autor artykułu pomija też fakty dla jego tezy niewygodne. Opisując dość idealistycznie ustrój rzymskiej republiki nie wspomniał o instytucji dyktatora, polegającej na oddaniu na określony czas całej władzy w ręce jednego wybitnego człowieka, by ten ratował republikę z opresji. Uprawnienia dane Pompejuszowi były dużo mniejsze niż przewidywała ta pochodząca z początków republiki instytucja.

Prawdziwy „początek końca republiki rzymskiej” miał miejsce w ostatnich latach II wieku p.n.e. Rzym z przerażeniem słuchał wtedy wieści o nadciągających hordach germańskich Cymbrów i Teutonów. Obywatelskie wojska, które dawniej gromiły wrogów Rzymu, teraz już zatraciły swe dawne walory. W dodatku brakowało żołnierzy, gdyż w wyniku zmieniającej się sytuacji gospodarczej było coraz mniej obywateli dość bogatych, by podlegać służbie wojskowej (biedoty do armii nie brano). Wspomniany już wyżej Mariusz stworzył więc pierwszą zawodową armię, w której ochotnicy z plebsu mogli walczyć za żołd. Na krótką metę pomysł Mariusza ocalił republikę – wkraczający już do Italii barbarzyńcy zostali zniszczeni. Jednak w dłuższej perspektywie doprowadził do jej upadku. Zawodowe wojsko chętniej słuchało charyzmatycznego wodza, który im płacił, niż zasiadających daleko w Rzymie senatorów. Ambitnym osobnikom sprzyjały też ciągłe niepokoje społeczne w Italii i łatwość z jaką można było zdobyć gigantyczne fortuny w podbijanych w imieniu republiki krainach.

W wyniku serii wojen domowych między żądnymi władzy wodzami, republika stała się w 27 roku p.n.e. cesarstwem. Koniec rzymskiej demokracji (bardzo ułomnej w porównaniu z dzisiejszymi standardami) nie był jednak dla zwykłych ludzi tak strasznym zdarzeniem, jak chciałby Harris. Potężna cesarska flota ostatecznie wytępiła piratów i przez trzy stulecia Morze Śródziemne było od nich wolne.

Smutne, że The New York Times publikuje co popadnie, by dokopać Bushowi. Ta absurdalna, wyssana po części z palca historia (np. wbrew twierdzeniu Harrisa lex Gabinia nie była nielegalna) krąży już od pewnego czasu po internecie wzbudzając radość wśród przeciwników obecnego lokatora Białego Domu i wkurzając ludzi znających historię trochę lepiej niż Robert Harris.